W sezonie 1958 Biało-Zieloni do końca musieli drżeć o utrzymanie miejsca wśród najlepszych. Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek gdańszczanie zajmowali dziesiąte miejsce, z takim samym dorobkiem punktowym co zespół na oznaczającej degradację pozycji jedenastej.

Dodatkowo przedostatni mecz sezonu 1958 Lechia rozgrywała w Chorzowie z Ruchem, który zajmował trzecie miejsce, tracąc do prowadzącej dwójki zaledwie dwa punkty. Zdecydowanym faworytem pojedynku byli więc – bardzo pewni swego – gospodarze.

W formie już anegdotycznej wspomniano o uwadze jednego z piłkarzy Ruchu, który w przeddzień meczu miał się pod adresem lechistów wypowiedzieć: Pozostaje wam tylko prosić o uśmiech losu.

Gdańscy zawodnicy, jak i ich kibice (kilkudziesięciu przybyło za swoją drużyną na stadion Ruchu), byli jednak innego zdania – wierzyli, że są w stanie w tym spotkaniu wygrać, mimo że w dotychczasowych dziesięciu meczach na obcych boiskach zdołali zdobyć zaledwie jeden punkt.

Relacja prasowa z meczu Ruch Chorzów-Lechia Gdańsk
Relacja prasowa z meczu Ruch Chorzów-Lechia Gdańsk

Od początku pojedynku goście dyktują ostre tempo gry, chorzowianie nie chcą być gorsi – kibice są świadkami bardzo ciekawego pojedynku, ze zmieniającymi się co chwilę akcjami. Więcej atutów mają jednak Biało-Zieloni, a jednym z największych jest Zygmunt Gadecki.

Szczególnie nieprzyjemne dla bloku defensywnego Ruchu były rajdy Gadeckiego. Siekiera i Pala stali często jak wrośnięci w ziemię, nie mogąc dać sobie z nim rady. Niewielki wzrostem skrzydłowy gdańskiej jedenastki był jednym z głównych twórców pięknego sukcesu Lechii. Trudno zliczyć ile razy decydował się na długie wypady, po których panował alarm pod bramką Wyrobka.
„Bezcenne 2 punkty drużyny Korynta w jaskini lwa”, Sport, 21.10.1958 roku

W 32. minucie Gadecki wykorzystuje błąd Siekiery, odbiera mu piłkę i samotnie pędzi w kierunku bramki Ruchu. Obrońca gospodarzy próbuje dogonić go przez niemal pół boiska – bezskutecznie. Kiedy wydaje się już, że gdański skrzydłowy zdecyduje się na strzał, zupełnie niespodziewanie piłka wędruje do Bogdana Adamczyka, który zdobywa bramkę dla Lechii. Do przerwy 1:0 dla gdańszczan.

Relacja prasowa z meczu Ruch Chorzów-Lechia Gdańsk
Relacja prasowa z meczu Ruch Chorzów-Lechia Gdańsk

Druga część początkowo wygląda bardzo podobnie do pierwszej. Na skrzydle szaleje Gadecki, z którym zawodnicy Ruchu zupełnie sobie nie radzą. W 52. minucie gdański zawodnik wpada w pole karne, gdzie bez powodzenia próbuje go powstrzymać Pala. Ostatecznie Gadeckiego zatrzymuje faul sfrustrowanego Siekiery. Sędzia wskazuje na jedenasty metr, a karnego na gola zamienia pewnym strzałem Robert Gronowski. Od tego momentu Lechia skupia się na obronie korzystnego rezultatu, natomiast chorzowianie rzucają się do ataku. Na szczęście znakomicie na środku obrony spisuje się Roman Korynt, a w bramce bezbłędny jest Henryk Gronowski (który – zwłaszcza w dwóch ostatnich kwadransach spotkania – wyłapuje wiele groźnych dośrodkowań rywali).

19 października 1958 roku
Mecz ekstraklasy
Ruch Chorzów – Lechia Gdańsk 0:2 (0:1)
Widzów: ok. 5 000
0:1 Adamczyk (32’), 0:2 R. Gronowski (52’ - karny)
Ruch: R.Wyrobek – E.Pohl, Siemierski, H.Pala, Suszczyk, Pieda, Bochenek, Gasz, Lerch, Cieślik, E.Piechaczek; trener: János Steiner
Lechia: JH.Gronowski – Kusz, Adamczyk, Lenc, Korynt, Kaleta, Szyndlar, Frąckiewicz, Gadecki, Wieczorkowski, R.Gronowski; Trener: Leszek Goździk

Mimo intensywnych wysiłków Ruchu wynik nie uległ już zmianie – Lechia odnosi bezcenne zwycięstwo 2:0. W chorzowskim spotkaniu urazów doznali bohaterowie tego pojedynku: Korynt i Gadecki. Na szczęście nie były one zbyt groźne i zawodnicy Lechii mogli zagrać w ostatnim meczu sezonu – z Legią.