Bramka (Orkan):
Ł.Hebel 65’
Czerwone Kartka (Orkan):
Wesserling +92' w doliczonym czasie gry za wulgarny okrzyk w kierunku sędziego
Relacja (Lechia.gda.pl):
Lechia awansowała do kolejnej rundy wojewódzkiego Pucharu Polski, lecz po konfrontacji dwóch czołowych drużyn gdańskich klas okręgowych oczekiwaliśmy znacznie więcej. Mecz tymczasem okazał się wyjątkowo słaby i senny, a jedynym jego pozytywem było zwycięstwo gdańszczan, wymęczone w końcówce po rzucie karnym. Spotkanie oglądało zaledwie 150 widzów - mniej było tylko na inauguracyjnym domowym meczu w Klasie A, gdy mało kto jeszcze wiedział, że Lechia nie gra w trzeciej lidze...
Piłkarze obu zespołów od początku grali statycznie i niemrawo, głównie w środku pola. Więc mimo że obie drużyny nastrzelały już w tym sezonie łącznie 50 goli, sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Pierwszą stworzyli w 6 minucie goście, lecz piłka przeleciała tuż nad poprzeczką bramki Mateusza Bąka. Paręnaście minut później jego świetna interwencja po rzucie wolnym uchroniła Lechię od straty pierwszej bramki. Tymczasem vis-a-vis Bąka, Dariusz Duda, pozostawał właściwie bezrobotny. W ciągu pierwszych 30 minut Lechia zaledwie dwukrotnie zmusiła go do interwencji na przedpolu, z czego wywiązał się bez zarzutu. Wreszcie w pole karne wszedł Marek Wasicki i uderzył, niestety prosto w golkipera rumian. W 36 minucie padł dość niespodziewany, lecz jakże piękny gol. Jakub Wiszniewski potężnie uderzył z 20 metrów, a piłka trafiła w poprzeczkę, przy samym spojeniu, i minimalnie przekroczyła linię bramkową. 18-letni Kuba, były reprezentant Polski, dowiódł, że sztukę precyzyjnych uderzeń z dystansu opanował naprawdę nieźle. 2 minuty później miała miejsce bardzo kontrowersyjna sytuacja. Z prawej strony szybko wyskoczył Przemysław Urbański, a Duda wybiegł przed narożnik pola karnego i wybił piłkę ręką. Czerwona kartka! Jednak sędzia Przemysław Łagosz ukarał golkipera Orkana tylko żółtym kartonikiem. - W polu karnym widziałem jeszcze innych zawodników, więc nie zakwalifikowałem tego, jako przerwania stuprocentowej sytuacji - tłumaczył się później. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Lechii - raczej średnio zasłużonym.
Pokrzykujący sami na siebie zawodnicy z Rumi w drugiej połowie wzięli się szybko do roboty. Ruszyli na bramkę Bąka i wobec tradycyjnie już w tym sezonie nieszczelnej defensywy robiło się coraz niebezpieczniej. Słabo grająca Lechia zamierzała chyba najmniejszym możliwym kosztem przeciągnąć wynik do końca, ale takie założenie mogło się udać wyłącznie z drużyną klasy GKS Gardeja. W 65 minucie stało się - wprowadzony do gry kwadrans wcześniej Łukasz Hebel huknął w polu karnym i piłka zatrzepotała w siatce. Dopiero w tym momencie lechiści przypomnieli sobie, że to oni są gospodarzami i faworytami tej rywalizacji. W 71 minucie płaskie uderzenie Wasickiego z 18 metrów trafiło w słupek. W 82 minucie gości uratowała poprzeczka po strzale Wiszniewskiego bezpośrednio z rzutu wolnego. Parędziesiąt sekund później biegnącego w polu karnym Wasickiego zahaczył obrońca gości i arbiter słusznie podyktował rzut karny. Krzysztofa Wilka nie było już na boisku, więc do jedenastki podszedł mało widoczny dziś Bartłomiej Stolc i mimo pewnych obaw wykonał ją bezbłędnie. Orkan Rumia może nawet miałby szanse doprowadzenia do dogrywki, gdyby nie to, iż zwiększył brutalność gry, a sędzia Łagosz nie miał dziś litości. Bezwzględnie obdzielał wszystkich kartkami, aż w końcu, już w doliczonym czasie gry, jednego z piłkarzy gości ukarał drugim żółtym, a w konsekwencji czerwonym kartonikiem. Chwilę potem zadął w gwizdek po raz ostatni i Lechia mogła świętować awans do IV rundy.
Mimo wspaniałego trafienia Kuby Wiszniewskiego, słupka i poprzeczki, wielu przyznanych żółtych kartek i jednej czerwonej oraz decydującego gola w ostatnich minutach gry - mecz pasjonującym spektaklem ewidentnie nie był. Piłkarze dostosowali się do brzydkiej pogody i frekwencji na trybunach, która wyniosła dziś 150 osób. A w chwili rozpoczęcia meczu, o godzinie 15:30, na stadionie było 70 (!) widzów. To wyjątkowo przygnębiająca ilość, na którą wpływ miał zapewne brak informacji o meczu w trójmiejskich mediach, wspomniana pogoda oraz awaria nagłośnienia podczas poprzedniego meczu.
|