Sobotnia klęska w Szczecinie była najwyższą przegraną Lechii w lidze od ponad czterech lat i kompromitacji z Koroną Kielce (0:5). Była to zarazem pierwsza ligowa porażka biało-zielonych pod wodzą Tomasza Kaczmarka. Czasu na rehabilitację nie ma zbyt dużo.

Z jednej strony takie mecze są przykre, bo jednak nikt nie lubi, gdy jego zespól przegrywał w sposób aż tak znaczący, natomiast z drugiej tego typu spotkania są okazją do nauki.

Mówi się, że lepiej raz przegrać różnicą czterech goli niż cztery razy po 0:1.

Lechia w Szczecinie praktycznie nie istniała. Duża w tym oczywiście zasługa Pogoni, która postawiła wysokie warunki, zepchnęła biało-zielonych do defensywy, stosowała wysoki pressing, z czym zawodnicy Tomasza Kaczmarka niekoniecznie sobie radzili. Lechia nie potrafiła odpowiedzieć. Jedynym sposobem na przedostanie się pod pole karne przeciwnika były długie podania za linię obrony - w ten sposób padł jedyny gol. A poza tym? W zasadzie zero zagrożenia.

Trener Kaczmarek mówił, że takie mecze są idealną okazją do weryfikacji o co grać będzie Lechia w tym sezonie. Biorąc pod uwagę wydarzenia z soboty, raczej trudno o optymizm. Dostaliśmy odpowiedź, że Pogoń będzie grać o mistrzostwo, a w Gdańsku jest o czym myśleć.

Ma o czym myśleć przede wszystkim trener Kaczmarek, który po takim blamażu musi być dla zawodników nie tylko trenerem, ale również psychologiem. Nie jest łatwo podnieść się po czymś takim. Miały być dwa-trzy dni na otrząśnięcie się. Zobaczymy jak biało-zieloni zareagują w kolejnym spotkaniu, a zadanie wcale nie będzie łatwiejsze, wszak do Gdańska w najbliższą sobotę przyjeżdża Raków Częstochowa.

Wspomnieliśmy o stronie psychologicznej. Tu szczególnie mamy na myśli osobę Mateusza Żukowskiego, który w dwóch ostatnich meczach wyglądał fatalnie, natomiast oczywiście nikt nie zamierza go skreślać w dłuższej perspektywie. Niemniej, od momentu, gdy w Szczecinie na prawej obronie grał już Bartosz Kopacz, to Pogoń nie miała już tyle swobody. Odpoczynek Żukowskiemu ewidentnie by się przydał. Dla jego dobra. Ale nie tylko on miał o czym myśleć - w Szczecinie Lechia zawiodła na całej linii jako zespół. 

Zmiany w składzie są konieczne. Być może lekiem na problemy w ofensywie będzie Joseph Ceesay. Był już na ławce rezerwowych i teoretycznie mógł wejść w ostatnim meczu na 5-10 minut, ale biorąc pod uwagę wynik, nie było większego sensu wprowadzać go na boisko. Do gry po kontuzji wrócił Michał Nalepa, a w dalszym ciągu nie wiadomo co z Maciejem Gajosem i jego tajemniczą kontuzją. 

Aha, dostaliśmy też odpowiedź na pytanie co będzie, gdy wstawi się do składu Marco Terrazzino na skrzydle. Był całkowicie bezproduktywny, nie było z niego żadnego pożytku. Nie twierdzimy, że przeciwko słabszej drużynie byłoby podobnie, natomiast jeśli coś weryfikować, to w starciu z najlepszymi.

Inna sprawa, że to pierwszy tak trudny moment dla trenera Kaczmarka. Wiadomo, była przegrana ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki w Pucharze Polski, ale rozmiary porażki w Szczecinie sprawiają, że sytuacja jest jeszcze gorsza. Ważna jest teraz reakcja drużyny. Pierwszy test został oblany, a już po tygodniu będziemy świadkami kolejnej weryfikacji.

źródło: własne