Zwycięstwem 5:3 z Powiślem Dzierzgoń zakończyły sezon rezerwy Lechii. Na koniec rozgrywek drugi zespół biało-zielonych uplasował się na dziewiątym miejscu w tabeli IV ligi. Oczekiwania były jednak dużo większe. Zresztą podobnie było w przypadku drużyny U-18, występującej w Centralnej Lidze Juniorów. Tam niestety rozgrywki zakończone zostały spadkiem w dość kiepskim stylu.

W zespole rezerw działo się sporo. Od samego początku słychać było w klubie głosy, że celem wcale nie jest awans do wyższej ligi, ale spokojne ogrywanie zawodników i zajęcie bezpiecznego miejsca w górnej części tabeli. Cóż, tak się jednak nie stało, ponieważ Lechia ostatecznie znalazła się w tej drugiej grupie - walczącej o utrzymanie. Złożyło się na to wiele czynników, ale jednym z głównych była słaba postawa w defensywie. Bo o ile trudno przyczepić się do ofensywy (czwarte miejsce w lidze pod względem liczby strzelonych goli), o tyle w tyłach było znacznie gorzej (55 straconych bramek), co też nie dawało oczywiście miejsca w ścisłej czołówce. W międzyczasie postanowiono zmienić trenera, ale nie tylko. Dominika Czajkę zastąpił Maciej Duraś, który pełnił też rolę koordynatora całej Akademii po rezygnacji Sławomira Wojciechowskiego. Poza tym, ewentualny awans awansem, natomiast w pewnym momencie dyskutowano nawet na temat rozwiązania zespołu rezerw, ale temat prawdopodobnie (na szczęście) upadł i zespół ma wrócić do treningów 12 lipca.

Nie sposób uciec też od tematu włączania do rezerw zawodników na co dzień trenujących z pierwszym zespołem Lechii. Trenerzy nie mają łatwego zadania, ponieważ nie mogą się dobrze przygotować do meczu w czwartej lidze, gdy niekiedy do ostatnich godzin nie wiedzą kim będą dysponować. Czasami schodzili do "dwójki" ci nie grający w PKO Ekstraklasie. Oczywiście, dawali jakość, nie można było im zarzucić, że się nie starają, a świetnym przykładem jest Żarko Udovicić, który mimo iż nie dostawał szans od Piotra Stokowca, to w drugim zespole był wzorem profesjonalizmu. Tak samo jak Mario Maloca, który nawet na treningach nie oszczędzał młodszych kolegów.

Ci młodsi sporo się nauczyli od zawodników typu Maloca, Udovicić. W paru meczach rezerw grali też tacy piłkarze jak Jakub Kałuziński, Kacper Urbański, Egy Maulana Vikri. Był to bodziec dla pozostałych. I rzeczywiście, te spotkania wyglądały lepiej w ofensywie, można było dostrzec więcej koronkowych akcji, natomiast później wracał problem z defensywą, co później miało swoje przełożenie na wyniki.

*

Miłe złego początki - tak można określić sezon 2020/21 w wykonaniu Lechii w CLJ. W pierwszej kolejce było przecież zwycięstwo z Koroną Kielce 2:1. Później jednak przyszło pięć przegranych z rzędu, co pokazało, że sezon wcale nie musi być zbyt udany. Później biało-zielonym wiodło się kiepsko. Zresztą, sześć zwycięstw na przestrzeni trzydziestu kolejek ma swój wydźwięk. Oczywiście, zdarzały się spektakularne mecze, jak choćby wygrana 5:4 w Białymstoku, gdy hat-trickiem błysnął Krystian Okoniewski. 16-latek strzelił też trzy gole w spotkaniu z Gwarkiem Zabrze (zwycięstwo 8:2) oraz przy okazji remisu 3:3 z Cracovią. Okoniewski zakończył rozgrywki z trzynastoma trafieniami i był jednym z niewielu zawodników Lechii, których można było pochwalić za zakończony niedawno sezon. Spadek został, mówiąc kolokwialnie, przyklepany na parę kolejek przed końcem, co pewnie odebrało młodym zawodnikom Lechii chęci do gry w ostatnich spotkaniach, wobec czego rozgrywki zostały zakończone pięcioma porażkami z rzędu. M.in. z tego powodu z pracy zrezygnował Piotr Wiśniewski, który pełnił rolę asystenta trenera.

Konsekwencje tak słabego sezonu są jednak takie, że w kolejnym zespół Lechii będzie występować jedynie w lidze wojewódzkiej, która stoi na znacznie niższym poziomie niż CLJ.

źródło: własne