W sobotę piłkarze Lechii rozegrają pierwszy ligowy mecz w 2021 roku, a ich rywalem będzie sąsiad z tabeli - Jagiellonia Białystok (początek o godz. 17.30). Runda jesienna była mocno przeciętna w wykonaniu biało-zielonych, a teraz - po przepracowaniu pełnego okresu przygotowawczego - ma być widoczny progres.

Nijak się to ma do letnich przygotowań, pełnych zawirowań i perturbacji. - Rzeczywiście tego czasu było więcej, niż te marne siedem dni, które mieliśmy latem. Jednak prawdziwym paradoksem jest to, że mieliśmy trzy tygodnie przygotowań do pierwszego meczu, wyłączając ten tydzień bezpośrednich przygotowań, a i tak jest to dwa tygodnie mniej niż było normalnie w czasie przerwy zimowej. Ja gorąco wierzę, że te trzy tygodnie wystarczą, żeby dobrze grać na wiosnę. Nigdzie nie wyjechaliśmy, każdy dzień staraliśmy się mocno wykorzystać. Brak podróży pozwolił nam zaoszczędzić trochę czasu. Mocno pracowaliśmy nad motoryką, ale równie duży nacisk położyliśmy na taktykę. Chcemy grać ofensywnie, chcemy grać do przodu, z polotem, ale tracąc przy tym mniej goli. Jestem zadowolony z tego okresu przygotowawczego. Momentami warunki były trudne, ale sobie poradziliśmy. Taka jest rzeczywistość, nie ma co się na nią obrażać. Nastawiliśmy żagle odpowiednio do wiatru i myślę, że właściwie spożytkowaliśmy ten czas - podkreśla trener Piotr Stokowiec.

Lechia nie poszalała na rynku transferowym. Do klubu dołączyli zimą jedynie Jan Biegański i Joseph Ceesay, a jeszcze pod koniec ubiegłego roku Mykoła Musolitin. Gdańskiej drużynie potrzebna była przede wszystkim stabilizacja. - Kilku zawodników od nas odeszło: Mateusz Sopoćko, Rafał Kobryń, prawdopodobnie Kacper Urbański. Nie byli to wprawdzie zawodnicy pierwszego składu, ale trzeba na to patrzeć w szerszej perspektywie. Przychodzą do nas kolejni młodzi zawodnicy jak Filip Koperski, Janek Biegański, Antoni Mikułko czy Mykoła Musolitin. Jak kiedyś wprowadzałem do drużyny Karola Filę, Tomka Makowskiego albo Kubę Kałuzińskiego, to też nikt nie przypuszczał, że wywalczą sobie miejsce i będą zawodnikami pierwszego składu. To też nie stało się nagle, tylko oni sobie na to zapracowali. Nie zamykam nikomu drogi, a wręcz ją otwieram. Pokazaliśmy, że potrafimy wprowadzać nowych zawodników. Wiem, że jest to pewien proces, ale gorąco wierzę w to, że ci młodzi zawodnicy będą naciskać na pierwszy skład, bo właśnie na tym polega rywalizacja. Czekam na argumenty z ich strony - podkreśla trener Lechii.

Zastanawialiśmy się czy skład z ostatniego sparingu z Wisłą Płock (wygrany 2:0) był tym, który ujrzymy przeciwko Jagiellonii. Warto też podkreślić, że absencja Bartosza Kopacza w tamtym spotkaniu była związana z narodzinami dziecka obrońcy Lechii. Są rzeczy ważne i ważniejsze, więc nie dziwimy się, że 28-latek wolał być w szpitalu niż brać udział w sparingu.

- Nie rozdaje miejsca w składzie na tydzień przed rozpoczęciem rozgrywek, bo walka i rywalizacja o miejsce w składzie odbywa się na każdym treningu. Właśnie tak to musi wyglądać. Jestem pełen wiary w to, że ta rywalizacja jest co raz większa. Zawodnicy są optymistycznie nastawieni a grupa zawodników przygotowanych musi być szersza, bo za chwilę dochodzą rozgrywki Pucharu Polski, będziemy grać co trzy dni, przez co każdy będzie mi potrzebny i każdy musi być gotowy. Myślę, że mamy bardzo wyrównaną grupę i widzę też, jak zawodnicy pracują, jak są nastawieni i na pewno woli walki oraz zaangażowania w żadnym meczu im nie zabraknie - zakończył tajemniczo szkoleniowiec biało-zielonych.

źródło: własne