Do zakończenia rozgrywek w 1956 roku pozostawały dwie kolejki, a Lechia znajdowała się w tabeli na znakomitej trzeciej pozycji. Aby utrzymać miejsce na podium, niezbędne było zwycięstwo na własnym stadionie, w przedostatnim meczu sezonu, z krakowską Wisłą.

Śliskie, pokryte cienką warstwą śniegu boisko oraz kilkustopniowy mróz nie stwarzały na boisku we Wrzeszczu warunków do rzeczywiście dobrej gry. Tak się w każdym razie wydawało przed meczem. Tymczasem oba zespoły sprawiły niespodziankę i to dość miłą.
Dotyczy to przede wszystkim pierwszej połowy, kiedy gra prowadzona była w żywym tempie, a poziom jej dobry.
„Dobry poziom I-ligowych ostatków w Gdańsku”, Przegląd Sportowy, 12.11.1956 roku.

Od pierwszych minut pojedynku lechiści narzucają ostre tempo gry i, co najważniejsze, zaczynają stwarzać sporo sytuacji podbramkowych. Pierwszą dobrą okazję ma Czesław Nowicki, ale jego strzał trafia w słupek. Parę minut później uderza Józef Górny – znowu słupek. W 25. minucie wreszcie kibice mogli świętować gola. Po przerwaniu akcji Wisły w połowie boiska piłkę przejmuje Górny, podciąga kilkanaście metrów, zagrywa do Władysława Musiała, który natychmiast podaje do znajdującego się na prawym skrzydle Roberta Gronowskiego. Znakomity napastnik strzałem z dwudziestu metrów umieszcza piłkę w bramce, tuż przy słupku bramki Wisły. Lechia idzie za ciosem. Uderzenia Romana Rogocza i Gronowskiego ocierają się wręcz o bramkę przeciwnika. Na pięć minut przed przerwą piłka ponownie ląduje w siatce krakowskiej bramki. Gola strzela bohater meczu Musiał, który przejmuje podanie Górnego i uderza precyzyjnie w sam róg.

Relacja prasowa z meczu Lechia Gdańsk-Wisła Kraków
Relacja prasowa z meczu Lechia Gdańsk-Wisła Kraków

W pierwszych czterdziestu pięciu minutach, które zakończyły się wynikiem 2:0 dla Lechii, Wisła miała praktycznie tylko jedną dogodną sytuację, którą zaprzepaścił Rogoza.

Druga połowa rozpoczyna się od dobrych okazji Lechii, ale uderzenia Górnego i Musiała pewnie łapie Machowski. Od mniej więcej 55. minuty do ofensywy rusza Wisła, ale bezbłędnie grająca obrona Lechii nie pozwala gościom na stworzenie klarownych sytuacji. Im bliżej końca, tym bardziej słabnie zapał Wisły, a Lechia zaczyna ponownie dominować i zagrażać krakowskiej bramce. Pod koniec spotkania gospodarze nie wykorzystują kilku dogodnych pozycji, a w rewanżu kapitalnie z dwudziestu metrów w samo okienko gdańskiej bramki uderza Gamaj.

Lechia 1956. Stoją od lewej: Roman Korynt, Henryk Gronowski, Zygmunt Gross, Hubert Kusz, Jerzy Czubała, Robert Gronowski, Czesław Nowicki, Roman Rogocz, Józef Górny, Alfred Kobylański, Władysław Musiał
Lechia 1956. Stoją od lewej: Roman Korynt, Henryk Gronowski, Zygmunt Gross, Hubert Kusz, Jerzy Czubała, Robert Gronowski, Czesław Nowicki, Roman Rogocz, Józef Górny, Alfred Kobylański, Władysław Musiał

Na szczęście dla gospodarzy sędzia odgwizduje spalonego, na którym znajdował się Kościelny. Do zerowego konta po stronie strat przyczynił się w końcówce spotkania Czesław Lenc, który odbił na aut strzał napastnika Wisły z pięciu metrów.

11 listopada 1956 roku
Mecz ekstraklasy
Lechia Gdańsk – Wisła Kraków 2:0 (2:0)
Widzów: ok. 7 000
1:0 R. Gronowski (25’), 2:0 Musiał (40’)
Lechia: H.Gronowski – Kusz, Korynt, Lenc, Kaleta, Gross, R.Gronowski, Rogocz, Nowicki, Musiał, Górny, Trener: Tadeusz Foryś
Wisła: Machowski I – Piotrowski, Kawula, Budka, Micheil, Jędrys, Machowski II, Kościelny, Rogoza, Gamaj, Budek

Lechia wygrała to niezwykle ważne spotkanie 2:0 i, mimo porażki w ostatniej kolejce w Zabrzu, zdobyła miejsce na najniższym stopniu podium mistrzostw Polski.

O AUTORZE
DarioB
Author: DarioBWebsite: https://www.dariob.net/
Redaktor Naczelny
Z portalem Lechia.net związany od 2003 roku. Wcześniej głównie foto, obecnie badanie historii Klubu.
Ostatnio napisane przez autora