Kluby polskiej Ekstraklasy już zdecydowały, że również podczas przyszłego sezonu dojdzie do podziału na dwie grupy: mistrzowską i spadkową.

Aktualne będzie także rozgrywanie siedmiu meczów i redukcja punktów o połowę po rundzie zasadniczej.

Sezon dopiero zaczyna wkraczać w decydującą fazę. Na razie jesteśmy dopiero po 21. kolejkach, a więc to, co najciekawsze, czyli mecze o mistrzostwo i utrzymanie, jeszcze przed nami. Ale decyzję o pozostawienie bądź zmianie systemu rozgrywek oczywiście należy podjąć wcześniej – tak, aby każdy mógł się do tego odnieść. I postanowiono: reforma zostaje.

Największym plusem tego system jest bardzo duża liczba meczów. Nareszcie Polscy piłkarze będą mieli w nogach niemal tyle spotkań, co w ligach zachodnich: Anglii, Hiszpanii czy Niemczech. W ten sposób – dzięki tej intensywności meczów - może uda nam się choć trochę zbliżyć do czołowych lig w Europie. Co prawda już teraz słychać głosy niektórych piłkarzy, że to za dużo, że tak się nie da, ale jeśli ktoś chciałby spróbować swoich sił na zachodzie, musi do tego po prostu przywyknąć.

Z kolei dużą wadą jest podział punktów na pół po sezonie zasadniczym. Jest to nieuczciwy system, faworyzujący kluby słabsze. Nie przekonuje nas również argument, że dzięki temu liga będzie ciekawsza. W Anglii czy Niemczech nawet nie pomyślano o tym, że można w taki sposób uatrakcyjnić całe rozgrywki. Nie pomyślano, ponieważ tak nie jest. Mistrzostwo zdobywa po prostu najlepszy zespół. I nikt jak do tej pory nie stwierdził, że przez taki system ligi są mniej ciekawe.

A jak w będzie Polsce? Czy wygra zespół, który zdobędzie najwięcej punktów? Niewykluczone, że nie.

Źródło: sporteuro.pl