Michał Nalepa i Mario Maloca zagrali niemal perfekcyjny mecz w Krakowie. To m.in. dzięki ich jakości oraz momentami ofiarności Lechii udało się jakimś cudem nie stracić bramki w wygranym 1:0 meczu z Wisłą Kraków.

Zlatan Alomerović (6). Przypadła nam dość niewdzięczna rola oceny bramkarza po takim meczu. Bramkarza, który musiał obronić... jeden strzał, bo resztę robiła za niego dwójka na środku obrony. Zlatan był pewny na przedpolu i nie popełnił błędu przy żadnej z wrzutek z bocznych sektorów boiska. Co godne pochwały - nie grał na czas, ale nawet po 80. minucie starał się szybkim wyrzutem wznawiać grę.

Karol Fila (4). Jedno ze słabszych spotkań Karola w tym sezonie. Niepewny, nie dający zespołowi tego, co wcześniej. Byłaby totalna klapa, ale na szczęście Jean Carlos nie wykorzystał fantastycznej sytuacji po koszmarnym błędzie Fili we własnym polu karnym, gdy nie trafił czysto w piłkę przy próbie jej wybicia. Przyzwyczaił nas do czegoś innego.

Michał Nalepa (7). Bardzo dobre zawody. Szkoda, że nie udało się zdobyć gola, a miał ku temu dwie okazje po strzałach głową - pudłował minimalnie. W obronie był jak skała, chyba trzykrotnie ofiarnym wślizgiem blokował strzały gospodarzy z kilku metrów.

Mario Maloca (7). Nie będziemy zbyt oryginalni, jeśli napiszemy, że był to jego najlepszy mecz w tym sezonie. Dobrze widzieć go w wysokiej formie. Nie odstawał poziomem od swojego partnera na środku defensywy. Tam była po prostu ściana, przez którą zespół Wisły nie mógł się przebić.

Tomasz Makowski (5). Zostawiamy notę wyjściową. Nie mamy się do czego przyczepić. Jasne, parę razy dał się objechać Jakubowi Błaszczykowskiemu, natomiast kilka pojedynków z nim potrafił wygrać. Nie dawał zbyt dużo w ofensywie, ale zdajemy sobie sprawę, że nie czuł się komfortowo na lewej stronie. Solidny występ.

Sławomir Peszko (6). Wypracował bramkę, miał parę przebłysków. Mimo wszystko w dalszym ciągu czekamy na powrót do dyspozycji z początku sezonu, gdy strzelał bramki w trzech meczach z rzędu.

Daniel Łukasik (5). Gość od czarnej roboty, zadaniowiec. Można wymieniać i wymieniać. Niewdzięczna rola, ale ktoś to robić musi. Przyzwoite zawody Daniela, choć musi popracować nad jakością podań. Aż trzynaście prób na czterdzieści jeden było niecelnych.

Maciej Gajos (5). Poza jednym niezłym strzałem z dystansu nie był zbyt widoczny, ale w tym meczu miał zdecydowanie więcej zadań defensywnych niż ofensywnych - przynajmniej tak nam się wydawało. Nawet jeśli korciło go pójść za akcją, to musiał zostać i zabezpieczać tyły.

Rafał Wolski (5). Widać, że forma zwyżkuje, natomiast proces ten jest dość powolny. U Rafała można dostrzec ciekawe pomysły, próby prostopadłych zagrań, natomiast jeszcze nie przynosi to korzyści. Zawsze czegoś brakuje. A to obrońca przetnie podanie, a to jest minimalnie za mocne. Natomiast wydaje nam się, że jest tylko kwestią czasu, aż wszystko będzie funkcjonować na wysokim poziomie.

Lukas Haraslin (2). Coś niedobrego się z nim dzieje. Wydawało się, że po meczu z ŁKS-em i strzelonej bramce wreszcie się odblokował i teraz już wszystko pójdzie w dobrym kierunku. Tymczasem jest zupełnie inaczej, bo Słowak znów zagrał bardzo słabo, w dodatku zmarnował dwie świetne okazje. W pierwszej połowie huknął nad bramką z szesnastu metrów, w drugiej zaś miał okazję do zabicia meczu, strzelenia na 2:0, ale zachował się fatalnie w sytuacji sam na sam z Michałem Buchalikiem. W dodatku dostał idiotyczną żółtą kartkę za odrzucenie piłki po gwizdku. Czwartą kartkę, przez co będzie pauzował za tydzień przeciwko Wiśle Płock.

Flavio Paixao (7). To przykład profesjonalisty, który nie obraża się na to, że nie gra. Zacisnął zęby, walczył na treningach aż wreszcie przekonał do siebie trenera Piotra Stokowca. I udowadnia, że wystawienie go w wyjściowym składzie w dwóch ostatnich spotkaniach było strzałem w dziesiątkę. Z ŁKS-em dwa gole, w Krakowie jedno trafienie - na wagę trzech punktów. Byłoby jednak nietaktowne z naszej strony ocenianie go jedynie przez pryzmat tej bramki, bo Portugalczyk mocno popracował w defensywie, szczególnie w końcówce spotkania.

***

Artur Sobiech i Jakub Arak - grali zbyt krótko, by ich ocenić.

źródło: własne