Choć Lechia Gdańsk straciła w zimie swój największy atut w osobie Abdou Razacka Traore, to nie straciła swoich wszystkich mocnych stron. Na czym biało-zieloni zyskają wiosną najwięcej?

 

Komfort psychiczny

Możliwość grania bez negatywnych konsekwencji. To będzie wiosną silna strona zespołu Bogusława Kaczmarka. Wynik uzyskany w 15 meczach w rundzie jesiennej (23 punkty i szóste miejsce w tabeli ekstraklasy) sprawił, że gdańszczanie utrzymanie w lidze mają praktycznie w kieszeni (nad strefą spadkową, w której są Podbeskidzie Bielsko-Biała i GKS Bełchatów, Lechia ma aż 17 punktów przewagi). Dlatego też biało-zieloni nie będą zmuszeni, jak było to chociażby w poprzednim sezonie, grać z nożem na gardle i do końca rozgrywek drżeć o pozostanie w lidze. Nad Lechią nie ciąży też presja walki o podium ekstraklasy. Choć do trzeciej Polonii Warszawa gdańszczanie tracą raptem pięć punktów, to trudno oczekiwać, by podopieczni trenera Kaczmarka za wszelką cenę walczyli o miejsce pucharowe. Wiosną biało-zieloni grali więc będą bez specjalnego ciśnienia, co powinno im zapewnić tak potrzebny luz. Bez niepotrzebnego spinania się gdańszczanie mogą napsuć krwi faworytom i powtórzyć, jeśli nie poprawić, i tak dobry wynik z jesieni. A jeśli ugrają coś więcej, to będzie to zarówno dla samych piłkarzy, jak i ich kibiców miła niespodzianka.

 

Młoda fala

Filozofia trenera Kaczmarka opiera się na wprowadzaniu do pierwszego składu Lechii najzdolniejszych przedstawicieli najmłodszego piłkarskiego pokolenia. Już jesienią w ekstraklasie pokazali się Łukasz Kacprzycki i Kacper Łazaj i pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie. Wiosną młode wilczki Lechii pierwszy skład zespołu powinny zaatakować ze zdwojoną siłą. W sparingach pozytywnie zaskoczyli chociażby Wojciech Zyska, Adam Gołuński, Damian Garbacik czy Przemysław Frankowski i wielce prawdopodobne, że wiosną dostaną szansę na pokazanie się na boiskach ekstraklasy. Choć ciężko podejrzewać, że z miejsca staną się oni liderami zespołu, to jednak ich młodzieńcza fantazja powinna wyjść Lechii na dobre.

 

Spokój w bramce

W rundzie jesiennej Lechia spory problem miała z obsadzeniem pozycji bramkarza. Na początku sezonu groźnej kontuzji zerwania wiązadeł krzyżowych nabawił się Sebastian Małkowski, zaś w połowie sezonu złamana ręka wykluczyła z gry Bartosza Kanieckiego. Z kolei jedyny zdrowy senior, Michał Buchalik, popełniał w pierwszych meczach katastrofalne błędy.

 

Wiosną Lechia kłopotów z golkiperami mieć nie powinna. Buchalik już pod koniec zeszłej rundy okrzepł, a przełomem był dla niego mecz z Legią Warszawa (obronił rzut karny Danijela Ljuboi, a w pozostałych sytuacjach bronił kapitalnie), od którego stał się pewnym punktem zespołu. Wysoką formę Buchalik zasygnalizował też w meczach sparingowych i pokazał dobitnie, że to jemu należy się miejsce między słupkami w meczach ligowych. Pewność siebie, jaką nabrał Buchalik, sprawia, że wiosną może on zostać nawet liderem drużyny. W dodatku do formy wraca Małkowski, więc z ewentualnym zmiennikiem dla Buchalika również nie będzie problemu.

Źródło: Sport.pl