Po bardzo wysokim zwycięstwie nad Stalą Mielec trener Władysław Łupaszko. Szkoleniowiec tonował nastroje, mówił, że jest zadowolony, gdy fani są szczęśliwi. Podkreślił, że zespół czeka wiele pracy w przerwie reprezentacyjnej. 

- Wygraliśmy ten mecz, niektórymi sytuacjami jestem nieprzyjemnie zaskoczony. W pierwszej kolejności jestem zadowolony, że kibice są zadowoleni. To jest teraz najważniejsze, musimy być z tego szczęśliwi - rozpoczął.  

Prowadzi Pan zespół od 10 spotkań, zaczynaliście grając juniorami, a teraz wygrywacie 7:1, to najwyższe zwycięstwo w historii tego stadionu jak oceniłby Pan ten okres? - Spędziliśmy mało czasu ze sobą, mieliśmy duże plany na tę przerwę reprezentacyjną, ale jest siedmiu graczy, którzy zostaną powołani. Chcieliśmy bardziej zsynchronizować działania całego zespołu. Nadal musimy być coraz lepsi, nasza drużyna musi być bardziej zgrana zarówno w grze z piłką i bez. Mogę powiedzieć o Menie, on nie zna dokładnie swoich kolegów i nie wie gdzie dokładnie ma się przemieszczać. Tak samo Władysław Blanuta, który trenuje tylko trzy tygodnie. Takich zawodników jest bardzo dużo. Ja też jako trener powinienem dowiadywać się o mocnych i słabych stronach moich piłkarzy w trakcie treningów, a często dzieje się to dopiero w trakcie meczu - dodał. 

Czy uważa Pan, że obecna kadra jest gotowa na awans do Ekstraklasy? - Ja lubię rozmawiać tylko o najbliższym meczu, jeśli w życiu patrzysz bardzo do przodu, to tracisz skupienie - skwitował. 

Co trzeba poprawić poza niezrozumieniem zawodników, rozmawiamy przecież po zwycięstwie 7:1? - Takich rzeczy jest bardzo dużo, nie chce o wszystkich mówić. To były tylko przykłady. Nie chciałbym mówić o wszystkich - przyznał. 

Kiedy trener będzie zadowolony z tego, co Pan robi w Lechii i jak wygląda zespół? - Jestem zadowolony z tego, że kibice się cieszą, to nasza robota. Muszę starać się, żebyśmy byli coraz lepsi, by kibice się cieszyli - wyznał. 

Jak Pan postrzega przerwę reprezentacyjną, bardziej jako przeszkodę w zgraniu zespołu, czy nagrodę dla zawodników? - To wskaźnik dobrej pracy klubu, dla wizerunku, przyszłości i doświadczenia. Dla mnie to nie do końca dobrze, ponieważ mieliśmy zrobić następny krok. Będziemy pracować z tymi, którzy zostaną - uznał. 

Czy wiemy już, gdzie jest sufit Artura Szacha? - To jego problem i moja praca. Muszę cały czas stawiać cele dla piłkarzy i on musi do nich dążyć. On nie zna jeszcze swojego sufitu. Bardzo często tworzył zagrożenie, gdy grał w lidze ukraińskiej. Szukał dryblingów, tworzył przestrzeń do uderzenia - ćwiczyliśmy to wczoraj. Akurat dzisiaj się to udało. Teraz moim zadaniem jest to, by nie odfrunął - zakończył. 

źródło: własne