Już jutro inauguracja piłkarskiej wiosny w Gdańsku! W związku z tym w minionym tygodniu kontaktowaliśmy się z dziennikarzami, trenerami, ale nie tylko! Tematem była oczywiście piątkowa konfrontacja Lechii i Wisły.

Bogusław Kaczmarek (były trener Lechii): - Przede wszystkim, że od strony organizacyjnej bardzo dobrze, że wojewoda Ryszard Stachurski otworzył stadion dla wszystkich, którzy będą chcieli obejrzeć mecz. Od strony sportowej myślę, że w Lechii chciałoby się zobaczyć nową jakość na wiosnę. Ostatnie ruchy transferowe są dowodem tego, że Lechia poczyniła wzmocnienia na miarę potrzeb, a nie – wzorem poprzedniego okienka – kiedy to mieliśmy “hurtownię piłkarzy”, gdzie często na jedną, czy dwie pozycje ściągani byli zawodnicy o małej jakości i bardzo skromnych umiejętnościach piłkarskich. Uważam, że już w tych pierwszych czterech kolejkach na wiosnę Lechia może zrobić punkty potrzebne do gry o czołową ósemkę.

Dotychczasowe mecze pomiędzy Lechią i Wisłą nakazują ostrożnie podchodzić do roli faworyta. Franciszek Smuda pokazał, że potrafi grać z Lechią. Te mecze, nawet z moim udziałem, były zawsze blisko remisu. Trudno wytypować faworyta. W Wiśle zbyt wiele zależy od indywidualnych umiejętności takich piłkarzy Głowacki, Brożek czy Stilić. W Lechii te siły będą bardziej rozłożone. Przede wszystkim jest tu nowe rozdanie. Przyszedł Sebastian Mila, człowiek, który był potrzebny. Myślę, że wprowadzi on na boisku właściwy system zachowań techniczno-taktycznych, a jednocześnie uporządkuje wiele rzeczy w szatni. To, co dzieje się z boku boiska. 

Gdybym miał obstawiać wynik, powiedziałbym 1-0 dla Lechii.

Zenon Małek (piłkarz Lechii i Wisły w latach 80’ i 90’): Według mnie będzie to interesujący mecz. Lechia ma ponownie nowych zawodników i okaże się, czy były to trafione zakupy. O Wiśle z kolei nie mówiono zbyt wiele w ostatnim czasie, ale w podświadomości jest na pewno, że jest to zespół, który będzie walczył o pierwszą trójkę. Bardziej interesuje mnie jednak jak spisze się ten nowy skład Lechii.

Nie chciałbym się wypowiadać na temat tego, kto jest faworytem. Już nie jeden raz mieliśmy różne założenia, każdy czekał na mecz, a potem okazywało się, że wyszło jak wyszło. Nie chcę polemizować na temat wyniku. Mam nadzieję, że zawodnicy obu zespołów zostawią to co najlepsze na boisku i “sprzedadzą” się z jak najlepszej strony, żebyśmy – my kibice – przede wszystkim byli zadowoleni.

Historia spotkań z Wisłą Kraków

Vytautas Andriuskevicius (były piłkarz Lechii): - Aktualnie nie śledzę za bardzo wyników Lechii,  więc ciężko mi powiedzieć. Życzę zwycięstwa, które będzie dobrym startem w rundzie wiosennej. Typuję 1-0 po bramce Donatasa Kazlauskasa.

Paweł Adamowicz (Prezydent Gdańska): - Przed Lechią trudne jedenaście meczów. Trzeba walczyć o to, by w drugiej części rozgrywek Ekstraklasy znaleźć się w czołowej ósemce drużyn i grać o mistrzostwo Polski. Mam nadzieję, że się uda. Zimowe transfery sprawiają lepsze wrażenie niż te sprzed pół roku. Przyszło do Lechii trzech reprezentantów Polski, w tym Sebastian Mila. Rządzi nowy prezes, pracuje nowy trener. Lechia zapowiedziała też podjęcie zdecydowanych kroków na PGE Arenie przeciwko łamaniu przepisów o bezpieczeństwie imprez masowych. To wszystko cieszy. Czekamy na kolejne dobre wiadomości z biało-zielonego klubu.

Maciej Murawski (Canal+): - Wolałbym nie typować wyniku, tym bardziej po okresie przygotowawczym, gdzie nawet nie widziałem meczów sparingowych. Znam mniej więcej wyniki Lechii i Wisły, ale jest to jest takie wróżenie z fusów. Mecze kontrolne nie dają do końca odpowiedzi, w jakiej formie dana drużyna się znajduje. Trzeba poczekać na ten pierwszy mecz i wtedy będzie można więcej powiedzieć, czy ci nowi zawodnicy się dobrze wkomponowali, bo w Lechii jest troszeczkę więcej zmian. Tutaj na pewno trener Brzęczek miał więcej pracy do wykonania.

Na pewno Wisła jest zgranym zespołem. Ona pokazała już w poprzedniej rundzie, że może zagrać dobry mecz, ale też może zaprezentować się słabo. Szczególnie na wyjazdach często rozczarowywała. To też wynikało z tego, że kadra Wisły jest dość wąska. Gdy wypadało dwóch, czy trzech zawodników, to trener Smuda miał problem. W Lechii z kolei ta kadra zawsze była bardzo szeroka, ale była przy tym bardzo młoda. Mieszanka piłkarzy z różnych krajów, którzy nie radzili sobie z presją, jaka wokół nich została wytworzona. Jeżeli przychodzi tylu nowych graczy, to wszyscy oczekują lepszych wyników niż sezon wcześniej. Teraz natomiast przyszło wielu doświadczonych piłkarzy, takich, którzy grają lub grali w reprezentacji, jak Grzegorz Wojtkowiak, Kuba Wawrzyniak, czy Sebastian Mila. To są ludzie, których mi brakowało w Lechii, jeśli chodzi o charakter. Co prawda był Piotr Wiśniewski, ale wypadł na dłuższy czas przez kontuzję. Teraz sytuacja się nieco zmieniła. Tych liderów jest więcej i zobaczymy, czy będą oni potrafili pomóc drużynie. Oczywiście trener jest bardzo ważny, to on nakreśla wiele rzeczy na treningu, dobiera taktykę, skład, ale później na boisku, w trudnych momentach ważni są ci doświadczeni gracze, którzy grą, albo jakąś cenną wskazówką potrafią wpłynąć na pozostałych zawodników.

Faworyt? Mecz w Gdańsku, więc wydaje się, że po tych wzmocnieniach Lechia powinna być lepszym zespołem, niż była w poprzedniej rundzie. Trener Brzęczek miał trochę czasu, by popracować, a zawodnicy zgrać się ze sobą, bo nie zapominajmy, że przyszło kilku nowych. Nie pokuszę się jednak, żeby stwierdzić, że to Lechia lub Wisła jest faworytem. Ta rola faworyta niekoniecznie polskim drużynom “leży”. Wydaje mi się, że dla gospodarzy jest to kluczowy mecz. Jeśli wygrają, mogą zacząć myśleć o tym, by do ósemki się załapać, natomiast porażka lub remis sprawią, że te szanse zmaleją, a presja zacznie się robić coraz większa. Myślę, że dużo większa presja ciąży w tej chwili na Lechii. Taka negatywna presja. Lechia musi wygrać, a Wisła – grając na wyjeździe – tylko może. Poza tym goście są dużo wyżej w tabeli i praktycznie mają spokój, że ta ósemka na koniec fazy zasadniczej będzie.

Pierwszy mecz w rundzie to jest zawsze duża niewiadoma. Myślę, że potencjał te zespoły mają podobny. To jest czasami kwestia dyspozycji dnia, szczęścia, czy – jak w przypadku Wisły – kontuzji.

Jerzy Jastrzębowski (piłkarz Lechii w latach 1967-74, później trener 1982-84, 1999-2000 i 2003-04): - Zawsze powtarzałem, że początek ligi to jest wielka niewiadoma. Co innego jednak gry kontrolne, a co innego mecz mistrzowski. Spodziewam się zwycięstwa Lechii, bo tylko ono pozwoli realnie patrzeć na osiągnięcie celu, jakim jest wejście do "ósemki". Nie odkryję tajemnicy jeśli powiem, że główne role będą pełnić zawodnicy bardziej doświadczeni. Myślę tu o Sebastianie Mili, Jakubie Wawrzyniaku, czy o Grzegorzu Wojtkowiaku. To oni będą mieli największy wpływ na zespół, szczególnie Sebastian. Czeka go bardzo trudne zadanie, bo oczekiwania w stosunku do niego są ogromne. Znając Sebastiana - bo miałem tą przyjemność, że wprowadzałem go do seniorskiej piłki i debiutował u mnie w drugiej lidze - myślę, że sobie poradzi.

Chcemy przede wszystkim dobrej gry, to jest najistotniejsze. Do tej pory gra pozostawiała wiele do życzenia, zarówno pod względem widowiskowości, jak i rezultatów. Ten skład jest wreszcie ustabilizowany, pod względem i rutyny i młodości, bo to jest istotne. Zespół składający się z samych młodych chłopców sobie nie poradzi. Gdy toczy się gra o ligowe punkty, potrzeba tego spokoju i myślę, że wniosą to ci doświadczeni zawodnicy, którzy doszli.

Życzę Lechii jak najlepiej, natomiast nie spodziewałbym się jutro łatwego meczu. Wisła to znana drużyna, mająca w swoim składzie kilku naprawdę wartościowych zawodników. Obyśmy trafili na ich słabszy dzień, bo jest to taki zespół, który dobre mecze przeplata tymi słabszymi. Myślę, że wynik 2-0 dla Lechii spowoduje, że wszyscy w Gdańsku będą usatysfakcjonowani. Oczekuję przede wszystkim dobrej gry.

Daniel Kaniewski (Dyrektor Generalny Amber Cup): - Ja podchodzę do tego wszystkiego na spokojnie. Na pewno mogą cieszyć wyniki sparingów oraz to, że zawodnicy, od których będziemy najwięcej oczekiwać, dawali nam w nich powody do zadowolenia. Oczywiście Wisła nie jest laikiem jeśli chodzi o piłkę nożną i na pewno zagra w Gdańsku o zwycięstwo. Tym bardziej, że zimą nie było tam zbyt wielu zmian, natomiast w Lechii są one ogromne.

Bardzo liczę w tej rundzie na Kevina Frisenbichlera, który będzie takim żądłem i prawdziwym liderem w ataku. Fajnie, że Colak ma takiego rywala. Jest to dwóch dobrych zawodników, którzy na pewno sobie w Lechii poradzą. Tak samo dużo spodziewam się po Mateuszu Możdżeniu, który w sparingach również dobrze sobie radził. Boję się jednak, że to może się nie zazębić od samego początku. Tutaj praktycznie w każdej formacji są zmiany. Obawiam się tych pierwszych dwóch meczów, z Wisłą i Zawiszą. Może być różnie. Ten zespół nie jest zgrany, z kolei Wisła gra praktycznie niezmienionym składem. Mając na uwadze te zmiany, zawsze podchodzę ze znakiem zapytania do tych pierwszych kolejek. Trzeba dmuchać, by to wszystko “zagrało”, bo jak już “odpali”, to ciężko będzie Lechię zatrzymać.

Bardzo chciałbym wygranej, ale typuję remis 1-1.

Mariusz Piekarski (menedżer m.in. Ariela Borysiuka, Daniela Łukasika i Macieja Makuszewskiego): - Wszyscy po cichu liczą, że takim objawieniem rundy będzie Kevin Friesenbichler. W meczach, w których grał strzelał bramki, albo przynajmniej dochodził do sytuacji. Widać, że ma ten instynkt strzelca. Potwierdził to w sparingach, ale też w kadrze U-21 Austrii, gdzie – można powiedzieć – notorycznie strzela bramki. Z ciekawością będę mu się przyglądał w rundzie wiosennej. Jestem też ciekaw jak spisze się defensywa Lechii, bo to była jednak bolączka w rundzie jesiennej, szczególnie przy stałych fragmentach gry. Po tych wszystkich wzmocnieniach myślę, że każdy jest ciekaw jak to będzie wyglądać na wiosnę. Będziemy się mogli o tym przekonać już w najbliższym meczu.

Co do samego spotkania, na pewno Lechia – mimo wszystko – nie jest faworytem. Wisła nie zrobiła wzmocnień zimą, ale przede wszystkim nikogo nie straciła, może poza kilkoma drobnymi urazami. Wisła jest w czubie tabeli, a Lechia jednak cały walczy o awans do czołowej ósemki. Dużo zależeć będzie od pierwszych dwóch meczów. Dobre wyniki na pewno wzmocnią psychikę piłkarzy. Jeśli nie będzie dwóch zwycięstw na początek, awans do “ósemki” stanie się praktycznie niemożliwy.

Widzę, że atmosfera w zespole jest bardzo dobra. Wszyscy są nastawieni bojowo na ten pierwszy mecz i będą chcieli się pokazać z jak najlepszej strony przed własną publicznością. Liczę na dobre spotkanie, bo na PGE Arenie mecze między tymi drużynami były zawsze emocjonujące. Widać, że zespół Lechii, który cały czas jest w budowie, “zaskoczył” w sparingach, piłkarze się lepiej poznali i ciekaw jestem, jak będzie to wyglądać na boisku.

Łukasz Wiśniowski (PZPN): - O meczu Lechii z Wisłą mamy 50% procent wiedzy. Tzn. wszystko wiemy o drużynie Franciszka Smudy i nic nie wiemy o zespole Jerzego Brzęczka. Oczywiście trochę się zgrywam, ale każdy kto w miarę uważnie obserwuje pracę Franza wie, że ma przekonanie do pewnych mechanizmów, które wdraża i nie ma zamiaru ich zmieniać pod kątem konkretnego przeciwnika. Słynny „press” i „mała gra” będzie dominować choćby Smudzie sypnęła się połowa składu. O tyle ułatwione zadanie mają analitycy Lechii. Bo skoro Franza nie zmieniła presja związana z Euro 2012 to tym bardziej nie spodziewałbym się po mijającej przerwie zimowej. Lechia z kolei jest dzisiaj zagadnieniem dość znajomo wyglądającym dla wszystkich fanów gier, które symulują pracę menadżera. Otóż odblokowałeś sobie możliwość robienia nieograniczonych transferów i jedziesz. Ostatni raz sytuacja, w której polski klub zatrudniał na potęgę dobrych, polskich i mimo wszystkich dość drogich piłkarzy miała miejsce w czasach prosperity Wisły Kraków i otwartego portfela Bogusława Cupiała. Nie będę oryginalny jeśli powiem, że z wypiekami na twarzy czekam na to jak będzie wyglądać Sebastian Mila. Po tym w jaki sposób wprowadził się do Reprezentacji, a co miałem okazję podglądać z bardzo bliska jestem więcej niż pewien, że problemów adaptacyjnych nie będzie miał żadnych. Przynajmniej pod kątem charakterologicznym. Pomimo całej „szydery”  jaka się w kontekście transferowych ruchów w Gdańsku pojawiła jestem pewien, że ściągnięcia Milii zazdroszczą Lechii w Polsce wszyscy. 

Lechia - Wisła w liczbach

Leszek Bartnicki (Orange Sport): - Ostatni raz z takim zaciekawieniem czekałem na mecz Lechii z Wisłą w marcu 2010 roku. Wówczas oba kluby mierzyły się w Pucharze Polski, a spotkanie na Traugutta było powrotem Henryka Kasperczaka do „Białej Gwiazdy”. Tym razem powodem mojej niecierpliwości są jednak piłkarze, a nie trenerzy. Zresztą myślę, że znacznie bardziej ode mnie, na piątek czeka Adam Nawałka. Przecież zimą do Gdańska trafiło aż trzech zawodników, których jesienią powoływał do kadry. I każdy z nich znajduje się również w orbicie zainteresowań selekcjonera w perspektywie eliminacyjnej gry przeciwko Irlandii. Mało tego, Jakub Wawrzyniak i Grzegorz Wojtkowiak być może stoczą między sobą wyścig o miejsce na lewej obronie reprezentacji narodowej. Ale oczywiście największą uwagę skupi na sobie Sebastian Mila. Nie mam wątpliwości, że był to transferowy hit zimy w ekstraklasie. Trener Jerzy Brzęczek już przy wyborze kapitana jasno dał do zrozumienia, że hierarchia w zespole ulegnie przewróceniu, a to co było jesienią jednoznacznie trzeba zostawić za sobą.

Piątkowy mecz będzie oczywiście bardzo istotny dla obu drużyn, ale moim zdaniem zdecydowanie więcej do stracenia, ale też i do wygrania, mają Lechiści. Ewentualny falstart wprowadzi w gdańskie szeregi niepewność, spotęguje presję i jeszcze bardziej wydłuży drogę prowadzącą do czołowej ósemki. Mało tego, wywoła nerwowe patrzenie za siebie. Zwycięstwo da za to pozytywnego kopa i doda wiary w sukces piłkarzom i kibicom.

W Krakowie wszyscy zapowiadają walkę co najmniej o europejskie puchary. Ale znając specyfikę zimowych przygotowań Franciszka Smudy, jego zespoły potrzebują trochę czasu by nabrać właściwą prędkość. Wydaje mi się, że Smuda chce osiągnąć optimum formy na mecze w „grupie mistrzowskiej”. On i jego zespół mimo wszystko ma trochę czasu, Lechia już go nie ma, musi punktować natychmiast.

Piotr Koźmiński (Super Express): - Lechia tradycyjnie nie przespała okienka transferowego. Wiem, że czasem hurtowe sprowadzanie nowych piłkarzy nie wychodzi danemu klubowi na dobre, ale wolę taki projekt w Lechii, w którym coś sie dzieje, niż poprzedni, gdzie mam wrażenie, że był marazm. Dlatego kibicuję Lechii, żeby była mocna, bo takie miasto i taki stadion zasługuje na dobry zespół. Przyjście Mili - wiadomo - spowodowane jest nie tylko jego klasą sportową, ale może nawet bardziej pomysłem (dobrym) "zakorzenienia" drużyny, pełnej jak wiadomo zawodników z tym miejscem mniej związanych. Sebastian ma być tym swoim, symbolem i znając jego pewnie nim będzie. Wisła ze względu na skromną kadrę i brak transferów może miec problemy, ale bardziej w drugiej części sezonu. Na początku żelazna jedenastka będzie się spisywać dobrze, tyle, że w piątkowym meczu i tak obstawiam wygraną Lechii. Bo kilku nowych piłkarzy, na czele z Milą, będzie się chciało bardzo pokazać. Obstawiam zatem 1-0 dla Lechii, po bramce Sebastiana Mili z rzutu wolnego, w 75. minucie.

Ryan Hubbard (EKSTRAKLASAreview.co.uk): - Z racji tego, że jest to pierwszy mecz na wiosnę, ciężko przewidzieć wynik. Grająca poniżej oczekiwań Lechia zmierzy się z Wisłą, która – w opinii wielu – spisywała się jesienią lepiej, niż wielu się spodziewało.

Patrząc na poprzednią rundę, to goście mogą wydawać się faworytem. Przerwa zimowa była jednak Lechii bardzo potrzebna. Przeprowadzono głośne transfery, a i wyniki sparingów były satysfacjonujące. W Wiśle natomiast próżno szukać spektakularnych wzmocnień. Tak samo mecze kontrolne nie wyglądały najlepiej.

Uważam, że będzie to wyrównany mecz. Typuję 1-1, choć nie wykluczam, że Lechia będzie jednak potrafiła wygrać w końcówce.

Marcin Gałek (spiker Lechii): - O tym jak ciężko jest Lechii wygrać z Wisłą niech świadczy fakt, że ostatni taki triumf miał miejsce 30 lat temu - w maju 1985 r. (2-0). Od powrotu do ekstraklasy, na inaugurację wiosny Lechia regularnie remisowała, aż do roku 2014 r., gdy pechowo uległa u siebie Pogoni. Czas, aby szczęście tym razem oddało, co zabrało ro temu... - stawiam na powtórkę wyniku sprzed lat, czyli 2-0.

Przygotował: Tomasz Galiński Obserwuj autora na Twitterze