Rafał Wolski dał dobrą zmianę w pierwszej kolejce przeciwko ŁKS-owi. Potem zagrał słabiej z Wisłą Kraków, ale w starciu z Wisłą Płock ponownie wyglądał na gościa, który może być liderem Lechii. Strzelił pierwszego gola w oficjalnym meczu od momentu, gdy doznał kontuzji.

Takie powroty nigdy nie są łatwe. Ostatnie miesiące były u Wolskiego bardzo intensywne. Żmudna rehabilitacja, powolne wchodzenie w trening, aż w końcu zajęcia na pełnych obrotach, gra w sparingach, a w następstwie spotkania ligowe. W pierwszej kolejce w Łodzi dał dobrą zmianę, choć pojawił się na boisku w ciężkim momencie, gdy Lechia grała w osłabieniu. Mimo to pokazał kilka zagrań, które znamionują piłkarza o dużej jakości. Potem zagrał od 1. minuty przeciwko Wiśle Kraków, jednak nie pokazał fajerwerków. Był niewidoczny. Wreszcie jednak i on doczekał się momentu radości, gdy wykorzystał sytuację sam na sam w niedzielnym starciu w Płocku, strzelając gola na 2:0. - Wchodząc na boisko czułem się dobrze. Wynik był korzystny i tego miejsca na boisku było trochę więcej. Udało mi się to wykorzystać. Jeszcze dużo pracy przede mną, bo jednak przez ostatnie dwa sezony mało grałem i wytrzymałość trochę spadła. Jest nad czym pracować i mam nadzieję, że z każdym meczem będzie lepiej - powiedział Wolski.

I rzeczywiście, w sezonach 2017/18 i 2018/19 rozegrał w sumie dwadzieścia ligowych spotkań i strzelił dwa gole. W samym sezonie 2016/17 tych spotkań było aż 34. Niestety "Wolak" miał pecha. Dwukrotnie przytrafiła mu się paskudna kontuzja - zerwanie więzadeł krzyżowych. Stracił przez to mnóstwo czasu, ale wszyscy mamy nadzieję, że urazy wreszcie będą go omijać i wróci do wysokiej formy.

Jego gol w Płocku dał Lechii pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. - Zagraliśmy dobrze, mieliśmy sporo sytuacji, myślę, że kontrolowaliśmy przebieg spotkania. Szkoda tego gola pod koniec meczu, bo trochę wdarła się w nas nerwowość. Jedna przypadkowa bramka i mogło skończyć się remisem - ocenił Wolski, który potwierdził, że drużyna dobrze zareagowała po odpadnięciu z europejskich pucharów. - Przyjechaliśmy na mecz z Wisłą po dwóch dniach od powrotu z meczu pucharowego z Brøndby, więc czasu na regenerację było mało. Były pewnie jakieś obawy ze strony trenera, ale dobrze odpowiedzieliśmy i cieszą trzy punkty - zakończył pomocnik Lechii.

Było to jego pierwsze ligowe trafienie od 22 grudnia 2018 roku i spotkania z Górnikiem Zabrze (4:0).

źródło: własne