W poniedziałkowym meczu z Jagiellonią Białystok wróciła Lechia z poprzedniego sezonu. Grająca efektownie, z polotem w pierwszej połowie (a raczej do zdobycia pierwszego gola) i grająca zachowawczo, minimalistycznie, murująca dostęp do własnej bramki po przerwie. Skończyło się tym, że goście doszli do głosu i strzelili bramkę wyrównującą. 

Jest to o tyle dziwne, że przecież Lechia pokazała już w tym sezonie, że potrafi cały mecz rozegrać na wysokiej intensywności. Mowa oczywiście o domowej rywalizacji z Brøndby. Tam była dobra gra zarówno w pierwszej połowie, jak i po zmianie stron. Nie było murowania, nie było obrony Częstochowy. A przecież klasa rywala była znacznie wyższa niż jest to w przypadku spotkań w PKO Ekstraklasie.

Kolejną sprawą jest fakt, że trener Piotr Stokowiec jakiś czas temu zapowiadał, że Lechia ma grać inaczej niż w poprzednim sezonie. Tzn - dalej ma być dobra organizacja w defensywie, ale do tego miało być więcej walorów - nazwijmy to - artystycznych. Ma nie być jedynie gry efektywnej, ale do tego ma dojść efektowność. Tymczasem - przynajmniej na razie - tego drugiego nie widać. Są momenty kiedy już wydaje się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale po chwili dostajemy gonga i wracamy do sytuacji sprzed paru miesięcy.

Artur Sobiech żałował, że w ostatnim meczu Lechia nie strzeliła drugiej bramki, bo grałoby się biało-zielonym łatwiej. Co mecz natomiast słyszymy wyświechtane slogany i komentarze o wyciąganiu wniosków. Ileż można je wyciągać? Czy jest to takie skomplikowane? Nie cofać się głęboko po strzelonym golu. To naprawdę nie jest takie trudne. Wyjść wyższym pressingiem, nie dać się zdominować przeciwnikowi, który dąży do wyrównania. Przejąć inicjatywę, grać swoje z pierwszej połowy.

***

Powiecie, że dzięki takiej grze w poprzednim sezonie udało się zdobyć Puchar Polski i trzecie miejsce w lidze.  Oczywiście, że tak. Ale gdyby nie zachowawcza taktyka i rozpaczliwa defensywa w meczu z Legią Warszawa (ten przegrany 1:3), może inaczej by to wyglądało? Można gdybać. Wiele razy Lechia miała po prostu farta, rywal nie miał dnia i jakoś się dowoziło trzy punkty do końcowego gwizdka, natomiast trener Stokowiec wielokrotnie powtarza, że nie chce, by jego drużynie coś się udawało, że na wszystko chce zasłużyć ciężką pracą. Wierzymy, że tak będzie.

Mamy nadzieję, że już w najbliższym meczu z Rakowem Częstochowa zobaczymy piłkarzy Lechii, którzy nie będą się bali zaatakować, gdy będą na prowadzeniu. Wyciągnijcie wnioski nawet tylko z meczu z Jagiellonią. Zamiast przechodzić do obrony, dobijcie przeciwnika i będzie grać się wam łatwiej.

źródło: własne