Cztery porażki z rzędu bez strzelonego gola nie są dziełem przypadku. Lechia znalazła się na ostrym zakręcie i raczej nie widać światełka w tunelu.

Wyobrażamy sobie odprawę przed meczem. Są jakieś ustalenia, trener daje swoim piłkarzom wskazówki, mniej więcej nakreśla jak zespół ma grać. A potem widzimy tą nieporadność, te nieskładne akcje, te bezsensowne dośrodkowania z każdej pozycji, te idiotyczne wykopy, bo nikt nie pokazuje się do gry.

Rodzi się więc pytanie - problemem jest trener, który nie potrafi dotrzeć do zawodników i odpowiednio ich zmotywować? Czy może problemem są sami piłkarze, którzy niekoniecznie są wystarczająco dobrzy jakościowo?

Prawda leży pewnie po środku, ale "jazda" tylko i wyłącznie po trenerze Stokowcu jest trochę nie na miejscu.

Przecież Kenny Saief po takim meczu z Wisłą Płock powinien mieć trzy asysty. Nie jest ani jego, ani trenera winą, że pozostali zawodnicy nie wiedzą, jak się zachować. Czy winą Stokowca lub Saiefa jest to, że Conrado nie wykorzystuje dwóch stuprocentowych sytuacji, chociaż powinien? Czy winą Stokowca lub Saiefa jest to, że Omran Haydary nie umie przyjąć piłki (lub oddać strzału z powietrza)? Oczywiście, że nie.

No spójrzcie. Jak można było tego nie wykorzystać?

conradowtf

Conrado miał tu wszystko. Idealne podanie. Mnóstwo czasu. W cywilizowanej lidze piłkarz w takiej sytuacji ma dwa wybory - albo ładuje pod poprzeczkę, że nie ma czego zbierać, albo na spokoju kładzie bramkarza, wybiera sobie róg i spokojnie posyła piłkę do siatki. No ale nie u nas. Tu nie było nawet strzału. Ręce opadają.

OK, Lechia zagrała z Wisłą tragicznie, beznadziejnie. Ale i tak mogła to spotkanie wygrać. Chociaż z drugiej strony to - jakkolwiek to zabrzmi - kultura gry, piłkarska jakość i taka optyczna przewaga była zdecydowanie po stronie gości. Strzelili gola z przypadku - oczywiście. Natomiast wcześniej (i później) solidnie na te trzy punkty zapracowali.

Nie jest rzecz jasna tak, że nie mamy nic do zarzucenia trenerowi. Bo to on ustala skład, to on mniej więcej nakreśla pomysł na dany mecz. Niepokojące sygnały mieliśmy już tydzień temu, gdy usłyszeliśmy po meczu z Legią, że planem na spotkanie było strzelenie gola ze stałego fragmentu gry. Już wtedy zapaliła nam się lampka, że coś jest nie tak.

Wczoraj dostaliśmy kolejny znak. Rozumiemy problemy kadrowe, ale jak można wyjść na mecz z Wisłą Płock (nie Chelsea, nie Bayern) środkiem pola Egzon Kryeziu - Maciej Gajos. Przecież to nie miało prawa się udać. - To był nasz jedyny defensywny pomocnik, który mógł zagrać na tej pozycji - mówił po meczu trener Stokowiec. W porządku, pauzował Jarosław Kubicki, ale dlaczego nie można było dać Kacpra Urbańskiego? Lub Jakuba Kałuzińskiego od 1. minuty? Ponadto, gdzie jest Mateusz Sopoćko, w którym pokładane były tak duże nadzieje? Czy w regulaminie piłki nożnej jest zapis, że na boisku musi przebywać przynajmniej jeden piłkarz o charakterystyce tzw. przecinaka, gościa tylko od odbioru piłki? Oczywiście, że nie.

To też pokazuje, że w Lechii jest olbrzymi problem kadrowy. Wypada Kubicki i nagle nie ma komu grać w środkowej strefie boiska. Kadra jest zbyt wąska, żeby z powodzeniem rywalizować nawet w polskiej lidze, która - umówmy się - nie jest zbyt wymagająca. Karol Fila i Rafał Pietrzak nie mają zmienników i mocno obniżyli loty, środkowi obrońcy też grają słabiej niż na początku sezonu. O skrzydłowych nie ma co wspominać, bo poza pojedynczym wybrykiem Conrado jest raczej bryndza. Saief też często irytuje, natomiast jego winilibyśmy najmniej, bo z asyst "okradają" go koledzy. A napastnicy? Cóż, oni żyją z podań, a przy obecnej taktyce Lechii (o ile w ogóle takowa jest) nie mają zbyt wielu okazji i często muszą sami wracać się do środka boiska, żeby w ogóle dotknąć piłkę.

Taktyka Lechii? Jeśli jest, to nie do końca wiemy jaka. 

14.12.2020 GDANSKPILKA NOZNA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2020/2021MECZ LECHIA GDANSK - WISLA PLOCKFOT. ANNA LANGOWSKA / LECHIA.NET

Wychodzisz na mecz z Wisłą Płock. Grasz o życie, o przełamanie złej serii, o zrehabilitowanie się w oczach kibiców. O spokojne święta. A potem na boisku wyglądasz jak zespół z czwartej ligi, którego piłkarze myślami są już wyłącznie przy wigilijnej kolacji. Są indywidualne zrywy, jakiś moment w meczu, w którym coś zaczyna się dziać, ale potem następuje gong (w tym przypadku gol dla Wisły po rzucie wolnym) i cały plan się sypie. 

Dwóch zawodników Lechii przebiegło w tym spotkaniu więcej niż 10 kilometrów. Przecież to jest jakiś absurd. A wiecie co jest najgorsze? Że czasami statystyki nie oddają tego, co widzimy z trybun lub z perspektywy telewizora. A tym razem wszystko było dokładnie widać. Ślamazarne ruchy, brak dynamiki, brak agresji. W tym względzie (i nie tylko w tym) Wisła przewyższała Lechię.

Staramy się odszyfrować jaki plan mieli gdańszczanie na poniedziałkowy mecz. I nie potrafimy, mimo iż upłynęło już kilkanaście godzin. Przypuścić atak od 1. minuty i stłamsić rywala? Chyba nie. Sam początek jeszcze nie był najgorszy, ale Wisła dość szybko zorientowała się, że Lechia ma miękkie nogi. Wystarczył przyzwoity pressing i dobre poruszanie się w poszczególnych strefach, żeby biało-zieloni zaczęli się gubić. No i w efekcie mieliśmy bezsensowne wykopy. Dlaczego nie było gry po ziemi, z klepki, na jeden kontakt? Strach? Brak pewności siebie? Trudno to pojąć. Nie rozumiemy też dlaczego Lechia na siłę próbuje bawić się w styl Cracovii i dośrodkowywać piłkę w pole karne z każdej pozycji. Czy to dwadzieścia metrów czy sześćdziesiąt - jest trochę miejsca, to laga w pole karne. I to nic, że praktycznie żadna nie wyszła, non stop oglądaliśmy to samo. Oczywiście w polu karnym Wisły zazwyczaj był osamotniony Łukasz Zwoliński, co jeszcze bardziej utrudniało zadanie.

Trzeba w Lechii przedefiniować pewne sprawy. Bo od paru miesięcy wygląda to tragicznie. Zdarzają się wyjątki (jak mecz ze Śląskiem Wrocław), ale dzieje się to bardzo rzadko. Zarząd gdańskiego klubu musi się zastanowić zimą w jakim kierunku chce iść. Czy dalej chcą być pośmiewiskiem czy może jednak myślą o czymś więcej. Wtedy jednak konieczne jest solidne wzmocnienie zespołu już teraz. Słyszymy, że lada moment kontrakt z Lechią podpisze utalentowany skrzydłowy Jan Biegański (ostatnio GKS Tychy). Potrzeba jednak znacznie większej liczby piłkarzy. Zwłaszcza do środka pola. W czerwcu przyszłego roku wygasa umowa Martina Pospisila z Jagiellonią Białystok. Na miejscu prezesa Adama Mandziary zrobilibyśmy wszystko, żeby sprowadzić takiego zawodnika do Gdańska. 

Trzeba zacząć działać jak najszybciej.

źródło: własne