Trudno nie odnieść wrażenia, że sędziowanie w meczu Piasta Gliwice z Lechią Gdańsk stało na bardzo niskim poziomie. Arbiter Tomasz Kwiatkowski już na samym początku podyktował bardzo "miękki" rzut karny dla gospodarzy, a później podjął parę kontrowersyjnych decyzji, które nie ułatwiły zadania biało-zielonym.

W zasadzie wszystko, co najważniejsze wydarzyło się już w 1. minucie, gdy Bartosz Kopacz faulował (?) Dominika Steczyka. Poniżej możecie zobaczyć całą sytuację.

 

A tu wybraliśmy stopklatkę, na której widać, że kontakt pomiędzy zawodnikami był, co zresztą Kopacz przyznał w wywiadzie w przerwie meczu.

kontrowersja1

Sędzia - jak - widać - ustawiony był idealnie. Miał całą sytuację podaną jak na tacy.

I teraz odpowiedzmy sobie sami - czy za takie coś powinno dyktować się rzuty karne? Już nie raz spotykaliśmy się z podobnymi sytuacjami, w których sędzia nie tyle nie odgwizdywał faulu, co karał zawodnika atakującego żółtą kartkę za symulowanie. Steczyk ewidentnie szukał kontaktu. Wykazał się sprytem. Czy oszukał sędziego? Z jednej strony tak. Z drugiej... po coś jest system VAR. Oko ludzkie może się mylić, ale jeśli potem sędziowie dostają kilka powtórek z różnych ujęć, a mimo to decydują się na podtrzymanie pierwotnej decyzji, to już sami nie wiemy, co o tym myśleć. Bardzo miękki rzut karny. Gdyby go nie podyktował, Piast nie mógłby mieć większych pretensji.

Nie wiedział też trener Piotr Stokowiec, który po meczu był bardzo niezadowolony. Tak z końcowego wyniku, jak i z poziomu sędziowania. - Rzut karny na pewno ustawił przebieg wydarzeń w tym meczu. Sędzia chyba tylko w wiadomy dla siebie sposób obrał taką dziwną linię prowadzenia tego spotkania. Nie umiem tego wytłumaczyć - mówił trener Stokowiec.

Druga sytuacja miała miejsce gdzieś w okolicach 70. minuty, gdy obrońca Piasta Jakub Czerwiński faulował Flavio Paixao przed polem karnym. Niby nic groźnego, bo Flavio był odwrócony tyłem do bramki. Czerwiński wpadł w niego z całym impetem i spowodował upadek. To nic, że najpierw trafił w piłkę. Potem "zabrał" również nogi Portugalczyka. Piłkarze Lechii zaczęli ostro protestować, bo Czerwiński miał już żółtą kartkę. I to zagranie zasługiwało na drugie napomnienie. Sędzia Kwiatkowski jednak postąpił inaczej. I tu również nie mamy pojęcia dlaczego. Piast grałby dwadzieścia ostatnich minut w osłabieniu. Czy wpłynęłoby to na końcowy wynik? Teraz już się nie dowiemy. Być może. 

Prawdziwy wałek, absolutny sędziowski skandal miał natomiast miejsce już w doliczonym czasie gry. Oczywiście, sytuacja ta nie miała już żadnego znaczenia w kontekście wyniku. Było 2:0 dla Piasta, jedna bramką w tą czy w tą nic by nie zmieniła. Niesmak jednak pozostał. 

O co chodziło? O zagranie ręką Martina Konczkowskiego we własnym polu karnym. I nie mówimy o przypadkowym zagraniu, o powiększeniu tzw. obrysu ciała, o nastrzeleniu z bliskiej odległości. W tym przypadku mamy do czynienia z klasyczną paradą obronną. Pamiętacie, coś jak Artur Jędrzejczyk w słynnym meczu Lechia - Legia, gdy skompromitował się Daniel Stefański. 

Wracając jednak do spotkania w Gliwicach. Spójrzcie sami.

kontrowersja2

Strzał Jaroslava Mihalika był kiepskiej jakości, ale tak czy inaczej, piłka trafiła w rękę zawodnika, który zdecydował się na wślizg. Podjął ryzyko. Zdawał sobie sprawę, że może zostać trafiony w rękę. No i został. Mieliśmy idealny przykład parady obronnej, o której tak wiele się mówi. Sędzia Kwiatkowski dostał sygnał z VAR, że należy tę sytuację sprawdzić. Analiza powtórek trwała dobrych kilkadziesiąt sekund, ale gdy zobaczyliśmy werdykt, to o mało nie spadliśmy z krzesła. Arbiter uznał, że nie kwalifikowało się to do "jedenastki". Na usta cisną się same wulgaryzmy. Jeśli to nie jest rzut karny, to co jest? Pan Kwiatkowski był bardzo mało konsekwentny, a do tej pory mieliśmy go za dobrego fachowca, który przyzwoicie wywiązuje się ze swojej pracy.

Aha, tak na koniec. Pojawiały się głosy, że drugi gol dla Piasta był nieprawidłowy. Że Czerwiński rzekomo faulował Rafała Pietrzaka. Nie róbmy sobie jednak jaj. Obrońca Lechii zwyczajnie przegrał walkę w powietrzu, został zdemolowany, ale w ramach przepisów. Tutaj akurat o kontrowersji nie ma mowy.

Tym niemniej, kolejny raz w tym sezonie sędziowie mocno wpływają na wynik w meczu Lechii. Że tylko wspomnimy o rywalizacji w Zabrzu. No, ale to tak na marginesie. Zaraz i tak Zbigniew Przesmycki (przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN) powie, że wszystko w porządku i mamy jednych z najlepszych sędziów w Europie. Szkoda tylko, że czasami wychodzą na boisko i robią coś takiego. 

źródło: własne