Piłkarze Lechii wygrali z Lechem Poznań 2:1 po bramkach Sławomira Peszki i Michała Nalepy. Było to pierwsze domowe zwycięstwo biało-zielonych w tym sezonie.

Oba zespoły przystąpiły do tego meczu chyba ze zbyt dużym respektem względem samych siebie. Każdy czekał na ruch przeciwnika, przez co spotkanie było toczone w dość wolnym tempie. Z perspektywy trybun wydawało się, że to Lech chce być zespołem dominującym, dłużej utrzymującym się przy piłce, jednak każde bardziej odważne wyjście w okolice pola karnego Lechii było dość szybko "kasowane" przez defensywę biało-zielonych.

Po niemrawym kwadransie Lechia zobaczyła jednak, że przeciwnik nie ma nic ciekawego do zaoferowania. I zaczęło się. Jako pierwszy ukłuł Sławomir Peszko, dla którego był to trzeci gol w trzecim kolejnym ligowym meczu (po raz ostatni zdarzyło mu się to w sezonie 2009/10 - jeszcze w barwach Lecha). Jeśli po tym trafieniu przyjezdni byli tylko lekko zamroczeni, to po dziewięciu kolejnych minutach już mocno chwiali się na nogach. Dość nieoczekiwanie drugi cios zadał Michał Nalepa, który pozostał w polu karnym gości po wcześniejszym rzucie rożnym i wykorzystał świetne dośrodkowanie Filipa Mladenovicia. 

Problem w tym, że zamiast już posłać rywala na deski, Lechia pomogła mu wstać. Najpierw kapitalnej sytuacji nie wykorzystał Żarko Udovicić, a tuż przed końcem pierwszej połowy przyjezdni złapali kontakt w meczu, gdy Dusana Kuciaka sprytnym strzałem głową pokonał Christian Gytkjær. 

Logika kazała przypuszczać, że w drugiej połowie zobaczymy Lecha agresywnego, który zepchnie Lechię do głębokiej defensywy. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Spotkanie w drugiej połowie było dość spokojne, a sytuacji podbramkowych praktycznie nie mieliśmy. No, poza jedną - stuprocentową - Peszki, który niezbyt czysto trafił piłkę i zamiast strzału mieliśmy lekkie podanie do bramkarza. Później mieliśmy jeszcze niecelny strzał Karola Fili po rzucie wolnym, ale to by było na tyle. Druga połowa była znacznie gorsza niż pierwsza, choć nie za sprawą Lechii, ale Lecha. Wiadomo, w końcówce było nerwowo i Kuciak trzykrotnie musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, natomiast z perspektywy całego meczu wygrana Lechii jest zasłużona.

Dla Lechii było to pierwsze domowe zwycięstwo w tym sezonie, dla Lecha zaś pierwsza porażka w meczu wyjazdowym.

Lechia Gdańsk - Lech Poznań 2:1 (2:1)
Bramki: Peszko (23.), Nalepa (32.) - Gytkjær (45.)

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović - Peszko Ż (55. Haraslin), Kubicki, Łukasik, Gajos (73. Makowski), Udovicić (79. Wolski) - Sobiech.

Lech: van der Hart - Gumny, Rogne, Crnomarković Ż Ż CZ, Kostewycz (62. Dejewski) - Puchacz (46. Jóźwiak), Muhar, Tiba, Jevtić (75. Tomczyk), Amaral - Gytkjær. 

 

 

źródło: własne