lechia

No to doczekaliśmy się. Ssąd w Kielcach skazał ośmiu mężczyzn na dwa tysiące złotych grzywny i dwa lata zakazu stadionowego za... przeklinanie na stadionie, czytamy w serwisie 2x45.com.pl! "Gazeta Wyborcza" napisała o wszystkim, jakby chodziło o coś najzupełniej normalnego.

W lakonicznie brzmiącym newsie czytamy m.in., że "zatrzymani zakłócali przebieg meczu wznosząc wulgarne okrzyki". Chodzi o sobotni mecz Korony z Ruchem Chorzów, gdyby jeszcze ktoś nie wiedział. Zatrzymani natychmiast trafili do aresztu i byli sądzeni w trybie przyspieszonym - w niedzielę wielkanocną! Trudno, aby postępować inaczej z osobnikami stanowiącymi tak duże zagrożenie dla społeczeństwa. Żeby się tylko nikt nie zapomniał i w poniedziałek z rozpędu ich nie powiesił.

Wina owych ohydnych bandytów polegała tylko na wznoszeniu "wulgarnych okrzyków". Ani słowem nie wspomniano, że obrażono bądź pomówiono konkretną osobę, że naruszono czyjąś godność. Chodzi więc o najzwyklejsze w świecie przeklinanie (policji zapewne też się trochę dostało), które praktykuje 99 procent naszego społeczeństwa. Inna sprawa, że znaczna część zdecydowanie za często i słowa niecenzuralne wychodzą z jej ust równie regularnie jak wydychane powietrze, ale to temat na inne rozważanie.

Chodzi o coś innego. Przekroczono właśnie kolejną granicę ingerencji w ludzką wolność, która zewsząd jest ograniczana coraz bardziej w każdej dziedzinie naszego życia. Władza mówi nam co mamy robić, czego nie, co jest dla nas dobre, a co nie. Niedługo zakażą wszystkim myślenia, bo dla całego społeczeństwa ustalona będzie jedna, jedynie słuszna norma postępowania. Oczywiście ta rządowa, spełniająca wszystkie normy, standardy i politycznie poprawne trendy.

Skoro wzięto się za kibiców, to czekamy, kiedy zakaz wykonywania zawodu zaczną otrzymywać przeklinający piłkarze oraz członkowie sztabu szkoleniowego. A z kibicami jedźmy dalej. Pora zakazać wstawania z krzesełek, głośnego rozmawiania, że o gwizdaniu nie wspomnę. Dlaczego mamy się tak ograniczać? Jak już karać, to na całego!

Zastanawia jeszcze jedna rzecz. Nieoficjalnie mówi się, że dowodem w sprawie jest zapis wideo, który zarejestrował policjant przebrany na stadionie za fotoreportera. Krótko mówiąc, wygląda na to, że był to rodzaj prowokacji, swego rodzaju demonstracja siły. Jakieś zatrzymania planowano z góry. "Dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf" - mawiał kiedyś towarzysz Stalin. Nauka sowieckich mistrzów nie poszła w zapomnienie.

Źródło: 2x45.com.pl