"To była prawdziwa DE-KLA-SAC-JA". Tym zdaniem można idealnie podsumować wczorajsze spotkanie Lechii Gdańsk z GKS-em Katowice, które zakończyło się wynikiem aż 5:1.

Po raz pierwszy od długiego czasu Polsat Plus Arena została zamknięta. Powodem zamknięcia stadionu było odpalenie środków pirotechnicznych przez kibiców Lechii na poprzednim spotkaniu ich drużyny z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Można było się poczuć jak w okresie pandemii, kiedy obiekty sportowe były zamykane dla kibiców.

Przy sektorze, gdzie siedzą zagorzali kibice Biało-Zielonych można było zauważyć, że część murawy nie jest w idealnym stanie, ponieważ 8 września na Polsat Plus Arenie odbył się koncert Sanah i we wspomnianym miejscu znajdowała się scena.
W 9. minucie zawodnicy Lechii Gdańsk mieli rzut rożny. Stały fragment gry wykonywał Jan Biegański i dośrodkował na głowę Luisa Fernandeza, który pokonał Dawida Kudłę. Dla Hiszpana była to pierwsza bramka od 4 sierpnia, wtedy Biało-Zieloni grali na wyjeździe z Wisłą Płock.
Prowadzenie Lechii trwało niecałe pięć minut. W 13. minucie Sebastian Bergier popisał się płaskim strzałem i piłka odbiła się jeszcze od słupka, przez co na tablicy wyników zrobiło się 1:1. Za tę bramkę od użytkowników Twittera dostało się Bogdanowi Sarnawsky'emu.
Chwilę później Tomas Bobcek świetnie ograł jednego z zawodników gości, dzięki czemu miał wolną przestrzeń. Niestety lekki strzał Słowaka został zablokowany. Akcja miała miejsce w 25. minucie.
W 42. minucie miała miejsce przedwczesna zmiana w szeregach Lechii Gdańsk. Pomimo chęci gry Camilo Mena musiał opuścić boisko z powodu kontuzji, a za niego pojawił się Dominik Piła.
Tuż przed przerwą GKS Katowice otrzymał kontrowersyjny rzut karny. Katowiczanie mieli olbrzymią szansę na objęcie prowadzenia, ale...
... sędzia Marcin Kochanek po konsultacji z VAR-em zmienił decyzję i nie podyktował rzutu karnego. Oczywiście żółtą kartkę za symulowanie otrzymał pierwszoplanowy aktor tego fragmentu meczu Marcin Wasielewski.
Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1.
Zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy GKS grał w osłabieniu. Drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną za groźny faul na Janie Biegańskim ujrzał Shun Shibata.
W 55. minucie Lechia ponownie obejmuje prowadzenie. Luis Fernandez uderzył z dystansu, a piłka jeszcze odbita od jednego z zawodników GKS-u wpada do bramki. Była to ładna bramka.
Po wideoweryfikacji, która miała w 61. minucie Arkadiusz Jędrych za niebiezpieczny faul dostał czerwoną kartkę. Goście przez ostatnie pół godziny grali w dziewięciu piłkarzy.
Cztery minuty później gdańszczanie podwyższają prowadzenie. Uderzenie Luisa Fernandeza zostało zablokowane, po czym piłka spada pod nogi Tomasa Bobcka, a ten pokonuje z bliskiej odległości bramkarza gości. Dla Słowaka jest to premierowe trafienie w barwach Lechii.
To prawda, że Lechia nigdy w historii występów z GKS-em Katowice nie strzeliła trzech bramek, natomiast w 77. minucie Elias Olsson zdobywa bramkę numer cztery dla Biało-Zielonych w tym meczu.
W 84. minucie Tomas Bobcek ładnym strzałem w okienko z lewej nogi kompletuje dublet. To był prawdziwa deklasacja Lechii Gdańsk!
W doliczonym czasie gry, a po raz trzeci w tym spotkaniu Marcin Kochanek musiał skorzystać z pomocy VAR-u. Istniała szansa potencjalnego rzutu karnego dla Lechii.
Zamiast karnego był rzut rożny, a potem koniec meczu. Lechia Gdańsk rozgromiła GKS Katowice aż 5:1.

 

źródło: Twitter