Tomasz Kafarski 
fot. Przemek Świderski, naszemiasto.pl 

Jeżeli ktoś jest kibicem Lechii zapewne nie umknęła jego uwadze masakryczna porażka, jaką bez ducha walki, bez serca do gry i bez minimum chęci wygranej odniosła drużyna Biało-Zielonych w półfinałowym meczu Pucharu Polski z Legią. Tym, którym jednak to umknęło przypomnę wynik: Legia - Lechia 4:0 - w dwumeczu 5:0. Na kibicowskich forach i grupach dyskusyjnych fanów Lechii zawrzało. Tymczasem Pan Trener Kafarski...


...oburzył się, że "drugi raz jesteśmy krytykowani za dotarcie do półfinału Pucharu Polski", ponadto "nie rozumiem zarzutów, że moi piłkarze grali bez zaangażowania" bo przecież "do momentu utraty pierwszego gola prowadziliśmy grę", zresztą "ten mecz był podobny do tego z jesieni w ligowych rozgrywkach, kiedy wygraliśmy 3:0", a tak drastycznej porażki winne mogą być między innymi media, bo "przychodzicie na nasze zajęcia, a potem w prasie ukazało się nad jakim nowym ustawieniem taktycznym pracowaliśmy przed meczem z Legią [...]. Taka sytuacja absolutnie nie może mieć miejsca". Zresztą to że przegraliśmy było zupełnie normalne, bo "odkąd jestem w Lechii, tylko raz na pięć lat piłkarze w rundzie rewanżowej grali lepiej niż w pierwszej fazie rozgrywek".


Wiem że powyższy tekst zmontowałem jak wzorowy redaktorzyna z Wyborczej tylko "nieco" przekłamując kontekst, ale prawda jest taka że słowa te padły z ust naszego Treneiro... W kilku różnych wywiadach, ale jednak. 

Zresztą miałem ochotę na odrobinę ironii - tudzież sarkazmu, bo lepsze jest to, niż krzyczenie ze stadionu na własną drużynę, że jak tak jeszcze raz zagrają to dostaną ... (nie bedę pisał co, ale prezentów nie ma się co spodziewać)... Reakcja jaką jest sarkazm jest mi właściwa w przypadku gniewu. I tyle...

No, a jest już tak, że jak naczyta się człowiek tych artykułów w różnej maści internetowych czasopismach sportowych, do tego uzupełni sobie komentarzami sympatyków, o ile nie trafniej byloby powiedzieć "wyznawców" Lechii, sam też coś od siebie rzuci razy parę, to.... brakuje słów. Po prostu... nie mam słów.
Ktoś powie: ach tam - piszecie wszyscy - przecież przełamią się w końcu... Tak! oby przed 30. kolejką i oby nie na pół! Bo co? To ja mam Kafarowi wytłumaczyć?  Że nikt go nie krytykuje za przegraną, tylko za jakość gry na boisku? Że było słabo... ba - bardzo słabo? Że jeśli Lechia ma taką tendencję, że w rundzie rewanżowej gra gorzej, to on jest od tego trenejro, aby to zmienić? Ech, cały nasz Kafarinho... Biedny taki... Nieświadomy... Niewinny...
Żal chłopa mi się zrobiło - narysowałem więc go tak, jak sam go widzę....  Tak dostojnie.... Dosłownie Anioł, nie Trener... 


Anioł, nie trener

Anioł, nie Trener

grafika: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

I tylko jedno jeszcze mogę napisać - do naszego Kafarinho i jego Husarii z Traugutta: wygrajcie najbliższy mecz z Legią 4-0, ...albo poprostu go wygrajcie - nie ważne jak i nie ważne jaką ilością bramek, wdrapcie się na koniec sezonu na to trzecie miejsce w lidze, a uroczyście obiecuję, że wszystko pięknie odszczekam i do tego jeszcze ładnie, publicznie przeproszę... Czego i sobie, i wszystkim sympatykom, fanatykom i wyznawcom Lechijki życzę...


Źródło: SpoKoBlog Kibica / Lechia.net / naszemiasto.pl