Jesteśmy zgodni co do tego, że runda jesienna w wykonaniu Lechii była rozczarowująca. Nie zmienia tego nawet zwycięstwo 3:0 z Cracovią.

Ostatni mecz Lechii w 2020 roku wlał nadzieję w serca gdańskich kibiców, że być może sezon 2020/21 nie jest jeszcze stracony, ale patrząc realnie - w wielu spotkaniach na biało-zielonych zwyczajnie nie dało się patrzeć. Bolały zęby, jak i inne części ciała. Dlaczego tak się działo? Poniżej staramy się znaleźć odpowiedź.

Dziurawa defensywa

19 straconych bramek przez Lechię na przestrzeni czternastu kolejek. Przyznacie, że to trochę sporo. Zwłaszcza jeśli popatrzymy na taką Pogoń Szczecin, która straciła zaledwie osiem goli, co jest zdecydowanie najlepszym wynikiem w całej lidze. Pozostali nawet nie mają podjazdu. 

Formacja defensywna była jednym z wielu problemów Lechii w rundzie jesiennej. Zawodziła obrona jako całość, ale sporo dorzucali poszczególni zawodnicy i popełniane przez nich błędy indywidualne. Dość nieoczekiwanie (a może nie?) najsolidniejszym defensorem okazał się Bartosz Kopacz. Może nie było z jego strony wielkich fajerwerków, natomiast trudno przypomnieć sobie jakiś mecz, który totalnie zawalił. Słowo, które idealnie określa jego rundę, to solidność. Tego nie można powiedzieć o Michale Nalepie, który trzy razy pauzował za kartki. Dodajmy, że każdą z trzech czerwonych otrzymał w totalnie bezsensowny sposób. Dało się każdej z nich uniknąć. Zaskakujący jest ten regres formy, bo przecież mówimy o człowieku, który w dwóch poprzednich sezonach był zdecydowanym liderem obrony Lechii. Był jej szefem. Teraz miał słabszy okres, aczkolwiek liczymy, że wiosna będzie lepsza.

Z drugiej jednak strony, Kristers Tobers pokazał, że i w nim drzemie spory potencjał, więc wcale nie jest powiedziane, że wiosną w Lechii będziemy oglądać duet Kopacz - Nalepa na środku obrony.

20201214 009 rul 4101

Patrzymy też na boki obrony. Karol Fila i Rafał Pietrzak nie mieli w zasadzie żadnej konkurencji. Czy przez to w wielu meczach spisywali się słabiej? Niewykluczone. Miewali dobre momenty. Fila przez dobrą postawę w tyłach, zaś Pietrzak przez asysty ze stałych fragmentów gry. Jasne, nie była to jakaś porażająca liczba, ale gdy podchodził do piłki, to można było zakładać, że raz na parę prób ktoś dostanie w głowę w polu karnym i stworzy się zagrożenie. Obrońców rozlicza się jednak w pierwszej kolejności z tego, jak bronią. A z tym bywało różnie.

Odnosimy wrażenie, że taki Fila przegapił idealny moment na wyjazd do zagranicznego klubu. Bo grał na wysokim poziomie, był powoływany do reprezentacji młodzieżowej, było zainteresowanie m.in. z klubów włoskich, ale ostatecznie został w Polsce. Wydaje nam się, że jego rozwój nieco wyhamował. Czy będzie grał w Lechii wiosną? Na pewno będzie musiał nastawić się na ostrą walkę o skład, bo przecież parę tygodni temu do biało-zielonych dołączył Ukrainiec Mykoła Musolitin, a więc mistrz świata do lat 20 z reprezentacją Ukrainy z 2020 roku.

Problem z młodzieżowcem

Może zaraz nas poprawicie, ale wydaje nam się, że gdyby nie przepis o młodzieżowcu, to w Lechii nie grałby ani Tomasz Makowski, ani Jakub Kałuziński, ani Mateusz Żukowski. Nie wspominając o pozostałych (a przecież zdolnej młodzieży w Gdańsku nie brakuje). Od dawna w Lechii występuje jeden młodzieżowiec. Początkowo był to Makowski, ale gdy dopadł go COVID-19, to do składu wskoczył Kałuziński. Raz szansę dostał Żukowski, natomiast są to zmiany jeden do jednego. I - niestety - dostrzegamy, że ci zawodnicy pełnią rolę tzw. zapchajdziury. Czyli grają, bo muszą. Regres formy jest zauważalny gołym okiem.

Trudno powiedzieć, żeby Makowski się rozwijał. Nie zrobił kroku na przód. W dalszym ciągu nie za bardzo wiemy, jakiego typu ma to być pomocnik. Czy ma bazować tylko na wybieganiu, walce, odbiorze i podaniu do najbliższego? Czasami widzimy, że próbuje pograć do przodu, że próbuje uderzenia z dalszej odległości. Natomiast trzeba postawić sprawę jasno - poza nielicznymi przypadkami, te strzały zazwyczaj nie są najwyższych lotów.

20201214 007 rul 4064

Ale to nie tak, że czepiamy się tylko niego. Żukowski dostał szansę i jej nie wykorzystał. I to przeciwko Wiśle Płock, co powinno dać do myślenia. Mateusz Sopoćko został ściągnięty z Podbeskidzia Bielsko-Biała, były oczekiwania (może na wyrost?), a zawodnik kompletnie przepadł. Kacper Urbański? Młody talent, ale co z tego, skoro też nie gra, a to przecież jest najważniejsze w takim wieku. Same treningi z pierwszym zespołem tak dużo mu nie dadzą. Najkorzystniej wypada Kałuziński, natomiast tu też widzimy spore rezerwy. Jak sami widzicie, nie jest zbyt kolorowo z młodzieżowcami w Lechii. Być może lekiem na te problemy będzie młodziutki Jan Biegański, pozyskany z GKS-u Tychy.

Dyspozycja Flavio Paixao

Już nie raz słyszeliśmy, że jest za stary, za wolny, że co to ma być za zespół, którego liderem jest 36-letni napastnik. A potem przychodzi mecz, patrzymy na jego zachowanie na boisku i nie dowierzamy. Profesjonalizm, dobra prezencja, determinacja, odpowiednia technika. Oczywiście, brakuje mu szybkości, nie ma szans ścigać się z 20-letnim obrońcą, ale Portugalczyk ma inne atuty. Doświadczenie, umiejętność ustawienia się w polu karnym, spryt, wykończenie. Jesteśmy pod wrażeniem gry Flavio, chociaż czasami nas irytuje swoimi strzałami z połowy boiska (w Krakowie był blisko, to fakt!). 

Jesienią zdobył siedem bramek. Pewnie mogło być więcej, ale też nie ma co narzekać. Ma tyle samo trafień, co wychwalany Mikael Ishak z Lecha Poznań. A jakoś zachwytów nad grą Flavio aż tylu nie widzimy.

Cierpliwość Łukasza Zwolińskiego

Dziewięć razy wchodził na boisko z ławki jako rezerwowy. Mając za rywala kogoś takiego, jak Flavio... cóż, trzeba być cierpliwym. Zwoliński tylko sześć razy był w wyjściowym składzie (cztery raz w lidze, dwa w Pucharze Polski), a pełnych meczów ma w tym sezonie zaledwie pięć. Strzelił też pięć bramek, które w niektórych spotkaniach decydowały o wyniku (m.in. z Wartą Poznań, Olimpią Grudziądz czy Śląskiem Wrocław). Może nie zawsze, ale często gdy wchodził z ławki, to dawał zespołowi pozytywny impuls.

20201214 024 rul 4635

Na pewno nie jest zadowolony ze swojego statusu w Lechii. Bylibyśmy zdziwieni, gdyby odpowiadała mu rola rezerwowego, natomiast wcale nie wykluczamy wariantu, że od wiosny to on będzie coraz częściej wystawiany jako ten numer jeden.

Krótka kołdra

Tak jak dobrze jest mieć w kadrze dwóch tak dobrych jakościowo napastników, tak mimo wszystko kadra Lechii daleka jest od tego, by nazywać ją szeroką.

Bramkarze? Tu jeszcze jest komfortowo. Boki obrony? Już wspomnieliśmy wyżej, że ani Pietrzak ani Fila nie mieli jesienią nikogo do rywalizacji. Na środku obrony też jest względny spokój, bo gdy nie może grać Nalepa, to wskakuje Tobers i jakoś raje radę. Należy natomiast zastanowić się nad rolą Mario Malocy, który zagrał jesienią w dwóch meczach i oba zakończyły się przegraną Lechii. 

Skrzydła? Na papierze jeszcze jako tako to wygląda. Jaroslav Mihalik, Żarko Udovicić, Omran Haydary, Conrado, do tego wspomniany już młody Żukowski, na boku ewentualnie może grać też Kenny Saief. Niby nie ma dramatu, ale gdy przyjrzymy się bliżej, to tak: Udovicić ciągle niedysponowany, Conrado chimeryczny i nieregularny, Haydary bez formy, Mihalik zazwyczaj podejmuje złe wybory (nieudane dryblingi, dośrodkowania). 

Potrzebny jest albo kolejny skrzydłowy do podniesienia rywalizacji albo trzeba spróbować dotrzeć do obecnych piłkarzy Lechii i postarać się wydobyć z nich dodatkowe pokłady energii.

Tak samo jest na środku pomocy. Na "dziesiątce" gra Saief, ale gdy wypadnie, to nie ma komu wejść. Dobre mecze w wykonaniu Macieja Gajosa można policzyć na palcach jednej ręki. Egzon Kryeziu jest natomiast zagraniczną kopią Makowskiego. Sam Jarosław Kubicki to za mało, a i on nie da rady zagrać w każdym meczu.

Mało jakości w środku pola

A skoro jesteśmy przy środkowych pomocnikach. Ileż razy pisaliśmy, że Saief nie za bardzo ma z kim grać. A samemu trudno jest pociągnąć ten wózek. W Krakowie taki Gajos zaprezentował się rewelacyjnie. Kałuziński też wyglądał jak pan piłkarz. Problemem jest jednak to, że oni mają bardzo mało takich spotkań. Są bardzo nieregularni, nie wiadomo czego się po nich spodziewać. 

Kubicki jeszcze potrafi coś wykreować, Gajos w teorii też, ale teoria, a praktyka to dwie różne rzeczy. Kałuziński? Od czasu do czasu. A pozostali? Kryeziu, Makowski? Tu jest największy problem. Lechia potrzebuje środkowego pomocnika z prawdziwego zdarzenia. Kogoś, kto nie będzie bał się zagrać na jeden kontakt, przede wszystkim zagrać do przodu, przyspieszyć akcję. Kogoś takiego, do kogo koledzy nie będą bali się podać piłki. Nie chcemy znowu was męczyć pisaniem o Martinie Pospisilu z Jagiellonii Białystok, który jest do wyjęcia za drobne (30 czerwca 2021 kończy mu się umowa). Może być ktoś inny, jasne. Ale nie na zasadzie, że przyjdzie ktoś o charakterystyce Kryeziu, bo to nie będzie miało żadnego sensu. I to nie tak, że się go czepiamy. Egzon jest młody, pewnie z czasem się rozwinie, natomiast rozmawiamy o tym, co tu i teraz. A piłkarskich argumentów na swoją obronę - jak na razie - nie dał.

Brak derbów

Pewnie gdyby pomiędzy meczem z Lechem Poznań i Legią Warszawa odbywały się derby Trójmiasta, to i pozycja Lechii w tabeli byłaby wyższa i nie byłoby czterech porażek z rzędu. Brakowało trochę derbowej rywalizacji... ale to tak z przymrużeniem oka.

źródło: własne