Tomasz Unton nie ma żalu do Lechii za to, że został odsunięty od pierwszej drużyny i wrócił do pracy z III-ligowymi rezerwami - czytamy na sport.trojmiasto.pl. Szkoleniowiec zamierza zrobić użytek z wiedzy, którą posiadł podczas pracy w ekstraklasie nie tylko samodzielnej, ale również jako asystent Ricardo Moniza i Joaquima Machado.

Przypomnijmy, że trener Unton jest trenerem rezerw od 12 stycznia 2015 roku, po tym jak przejął zespół po Ryszardzie Robakiewiczu. Wcześniej Unton trenował rezerwy w okresie lipiec 2011 - czerwiec 2013.

Niecałe dwa miesiące prowadził pan Lechię do spółki z Maciejem Kalkowskim w ekstraklasie. Wcześniej przez blisko pół roku był pan w sztabie szkoleniowym pierwszej drużyny przy Ricardo Monizie, a następnie Joaquimie Machado. Teraz podobnie jak w sezonach 2011/12 i 2012/13, znów poprowadzi pan III-ligowe rezerwy. Czuje się pan zdegradowany?

Tomasz Unton: - Nie odbieram tego w ten sposób. Gdyby tak było, już bym się spakował. Od początku było wiadomo, że to tylko rozwiązanie przejściowe. Nie mam zresztą jeszcze uprawnień, bym samodzielnie prowadził zespół w ekstraklasie lub I lidze. Udzielona mi licencja była tymczasowa.

Czy ten epizod rozbudził pana ambicje, by niebawem postarać się o stosowne uprawnienia?

- Tak, ale pamiętajmy, że to jest pewien proces. To nie jest tak, że ktoś ma ochotę uzyskać licencję, idzie na kurs, zdaje egzamin i gotowe. Przez to, że dosyć długo grałem w piłkę, nie mogłem przyspieszyć pewnych procedur. Trzeba przejść jeden kurs, drugi, studia podyplomowe. O nowe uprawnienia najszybciej będę mógł starać się dopiero w czerwcu. Jeśli będzie taka możliwość, na pewno będę chciał z tego skorzystać.

Pod pana wodzą Lechia zanotowała jedno zwycięstwo, dwa remisy i trzy porażki w lidze. Do tego doszedł przegrany mecz w Pucharze Polski ze Stalą Stalowa Wola. Czego zabrakło, by odnieść lepsze rezultaty i co wyniósł pan z tej przygody jako trener?

- Chyba zwyczajnie zabrakło trochę szczęścia, które w piłce jest po prostu potrzebne. Współpraca z zespołem wyglądała bardzo dobrze. Nie miałem z nim żadnych problemów, choć to nie ja budowałem drużynę. To było duże wyzwanie i fajne doświadczenie.

Okres od momentu przyjścia do Gdańska Ricardo Moniza, przez pracę z Joaquimem Machado aż po prowadzenie zespołu z Maciejem Kalkowskim, dał mi bardzo dużo. Spotkałem się z różnymi szkołami trenerskimi, odmiennymi charakterami i sytuacjami. To są doświadczenia, których nie sposób wyciągnąć z książek. To był dla mnie bardzo dynamiczny, fajny okres. Dużo się działo. Bardzo cenna była dla mnie możliwość oglądania Ricardo Moniza i tego jak postępował w szatni.

Więcej wyniósł pan pracując u boku trenera Moniza czy Machado?

- Nie chcę ich porównywać. To subiektywna ocena, wielu ludzi mogłoby nie zrozumieć przekazu. Na pewno obaj prezentują zupełnie inne szkoły i odmienne charaktery. Pamiętajmy też, że obejmowali Lechię w innym okresie. Od jednego i drugiego starałem się czerpać to, co najlepszego zaobserwowałem.

Korzysta pan z tego już teraz przy pracy z rezerwami? Objął je pan na 3. miejscu w tabeli Grupy Bałtyckiej, więc na koniec sezonu może być bardzo dobry wynik.

- Praca z zespołem rezerw klubu z ekstraklasy ma swoją specyfikę. To nie jest to samo, co prowadzić zwykły zespół z niższej klasy rozgrywkowej. Wiele zależy od tego jacy i ilu zawodników będzie trafiało do nas z pierwszej drużyny. Gdy poprzednio prowadziłem rezerwy, po jesieni byliśmy liderem, kończąc rundę z jedną porażką, choć graliśmy praktycznie bez wzmocnień z pierwszej drużyny. Miałem wówczas na stałe do dyspozycji na treningach czternastu zawodników. Teraz mam ich mniej, z czego połowa to juniorzy. Nie zamierzam narzekać, bo doskonale wiem jak i po co funkcjonuje zespół rezerw.

Polityka jest taka, że mamy pierwszy zespół, drugi zespół i juniorów. Te elementy muszą się uzupełniać, ale nie zawsze przechodzi tak płynnie, jakbyśmy tego chcieli. Wiele zależy od kontuzji, terminów spotkań i tego jakie jest w danej chwili zapotrzebowanie, gdzie kto może zagrać. To wszystko jest dynamiczne, zespół trzeba składać tak naprawdę co tydzień.

Od poprzedniego sezonu rezerwy zespołu z ekstraklasy mogą ubiegać się o awans na szczebel centralny. Czy w budowanej obecnie Lechii pojawiły się sugestie, że większym pożytkiem będą rezerwy grające w II, a nie w III lidze?

- Na chwilę obecną naszą rolą w drugim zespole jest przygotowywanie zawodników, aby byli gotowi do gry w pierwszej drużynie, szczególnie pod względem taktycznym. Temat II ligi na razie się nie pojawił.

Źródło: sport.trojmiasto.pl