- Przez ponad cztery miesiące nie otrzymywaliśmy pensji. Po tym czasie uznaliśmy, że nie chcemy być tak traktowani, wysłaliśmy wezwania do zapłaty. I klub się na to na nas obraził. Za to, że chcemy dostać własne, zarobione pieniądze. W grudniu usłyszałem, że Lechia nie przedłuży ze mną kontraktu - mówi Sławomir Peszko w dzisiejszym wywiadzie w "Przeglądzie Sportowym".

Każdy trener ma prawo ustalać sobie taki skład, jaki mu pasuje, usunąć zawodników, z którymi nie chce budować drużyny.

U trenera Stokowca jest jednak problem z komunikacją. Przecież mógł wziąć mnie na rozmowę, powiedzieć: „Sławek, wkur... mnie swoim podejściem, nie pasujesz do mojej drużyny, bo wolę zawodników, którzy będą mnie słuchać, nie odważą się odzywać w szatni. Rozwiążmy kontrakt za porozumieniem stron, bo ta współpraca nie ma sensu”. Gdybym to usłyszał, sytuacja byłaby klarowna. On jednak działał inaczej. Kiedy strzelałem gole z Piastem i Lechem, klepał po plecach, mówił do mnie „Sławuś” i pytał, czy może chcę mniej trenować. 

Kiedy zrozumiał pan, że będzie musiał odejść z Gdańska?

Przede wszystkim nigdy tego nie chciałem. Sądziłem, że po powrocie z wypożyczenia do Wisły Kraków pogram w Gdańsku jeszcze sezon, a przez kolejnych pięć lat będę tam pracował jako skaut. Taki zapis miałem przecież w kontrakcie z Lechią. W maju mieliśmy z trenerem Stokowcem spotkanie, podaliśmy sobie rękę. I zapowiadało się nieźle, zacząłem dobrze grać. Chociaż nie każdy tak myślał, bo jak powiedziałem – wciąż słyszałem, że przebiegam za mały dystans podczas meczów. A ja przecież nigdy nie biegałem więcej, poza tym zawsze schodziłem w 75. czy 80. minucie. Wolę zrobić trzy, cztery intensywne akcje, z których jedna da nam bramkę, niż biegać jak idiota przez całe spotkanie bez efektów.

W takim razie jak od środka wyglądało pańskie pół roku w Lechii, po powrocie z Wisły Kraków?

To były wieczne kłopoty finansowe. Tam nie ma terminów, wychodzą z założenia, że będą płacić według uznania. Rozumiem, że może nie być środków, że prezes przyjdzie do szatni i powie: „Panowie, mamy problem, zabezpieczcie się na dwa, trzy miesiące. Ale po tym czasie na pewno je otrzymacie”. W Lechii jednak co tydzień słyszysz, że dostaniesz swoje pieniądze za kolejny tydzień. I tak w kółko. W końcu grupa kilku zawodników się postawiła. Uznaliśmy, że to nie może tak wyglądać. Skoro wymagają od nas profesjonalizmu, jakości, intensywności, marketingu, wspierania różnych akcji, jak wyjazdy do szkół, do przedszkoli, to niech sami też pokażą to poważne podejście.

Cała rozmowa w "Przeglądzie Sportowym".

źródło: Przegląd Sportowy / własne