- Można powiedzieć, że obecnie skład w dużej mierze ustalał nam sztab medyczny i braliśmy do gry tych zawodników, którzy trenowali najdłużej, którzy są zdrowi, przygotowani, u których obciążenia meczowe najprawdopodobniej nie spowodują kontuzji. To były podstawowe kryteria i myśleliśmy tylko o meczu z Olimpią Grudziądz, bo duża część zawodników trenowała jeden lub dwa dni - powiedział trener Piotr Stokowiec. Podobnie będzie przy okazji piątkowej konfrontacji ze Śląskiem Wrocław (godz. 18). - Nie przygotowaliśmy dwóch jedenastek - dodał Stokowiec.

Stąd m.in. wynikał brak skrzydłowych we wtorkowym meczu Lechii w Grudziądzu. Na bokach pomocy wymiennie grali Kenny Saief, Maciej Gajos, Kacper Urbański czy Jakub Kałuziński, a często wolne korytarze na skrzydłach wykorzystywali Karol Fila i Conrado, czyli boczni obrońcy. 

- To było dobre przetarcie, w zupełnie zmienionym składzie. Wielu zawodników zagrało na innych niż nominalne pozycjach. Dodatkowo zmieniliśmy system, bo po prostu skrzydłowi byli niedysponowani. Conrado musiał się cofnąć do lewej obrony i jestem zadowolony, że poradziliśmy sobie w tych warunkach. Cieszę się, że mecz z Olimpią był takim dobrym przetarciem przed kolejnymi spotkaniami w lidze - powiedział trener Piotr Stokowiec.

Niewykluczone, a nawet bardzo prawdopodobne, że podobnie sytuacja wyglądać będzie w piątek przeciwko Śląskowi. W środę piłkarze Lechii mieli trening wyrównawczy po meczu w Grudziądzu i tak naprawdę w czwartek odbyły się jedyne zajęcia, na których można było przećwiczyć schematy, stałe fragmenty gry. Jeśli część zawodników była w jakimś stopniu niedysponowana we wtorek, to ich sytuacja nie zmieni się diametralnie przez te parę dni.

Do gry nie są jeszcze zdolni Tomasz Makowski, Mateusz Sopoćko i Żarko Udovicić (to nowe nazwisko na liście). W czwartek ze zgrupowania młodzieżowej reprezentacji wraca natomiast Egzon Kryeziu. Zanim dołączy do zespołu Lechii, będzie musiał przejść testy na obecność koronawirusa.

- Poza nimi wszyscy są do dyspozycji, ale tu trzeba dodać, że niektórzy są w treningu siedem dni, inni pięć czy dwa, a jeszcze inni dwa tygodnie. Jest też grupa zawodników, którzy trenowali cały czas. My staramy się pod ten wiatr dobrze nastawić żagle i piąć się do przodu nie zważając na przeciwności, bo wiem, że nie dotyka to tylko Lechii, ale także innych zespołów. Nie narzekamy, staramy się najlepiej jak możemy wykorzystać nawet ten krótki czas. Nie są to popularne czy łatwe decyzje, bo ten skład będzie często podyktowany objętością, czy jakością pracy. Analiza tych wszystkich danych, które spływają do nas po treningu czy meczu jest bardzo wnikliwa i to powoduje, że jako sztab mamy jeszcze więcej pracy. Musimy być bardzo skoncentrowani, aby w meczu dobrze reagować, dobrze przeprowadzać zmiany, wybierać skład i decydować się na takich zawodników, którzy przede wszystkim fizycznie potrafią dać drużynie 100 proc. To jest podstawa, która pozwala wymagać od nich dobrych zachować i efektywności - przyznał szkoleniowiec biało-zielonych.

źródło: własne