Wykorzystując przerwę w rozgrywkach postanowiliśmy przypomnieć sobie i wam jeden z meczów, który utkwił nam w pamięci. Nie dlatego, że Lechia wygrała (padł remis 1:1). Nie dlatego, że zagrała galaktyczny futbol (raczej nic takiego nie miało miejsca). Zapytacie: dlaczego? Otóż chodzi o wyjazdowy mecz z Legią Warszawa z sezonu 2015/16, w którym ówczesny trener biało-zielonych Piotr Nowak - nie bójmy się tego słowa - zwariował. W pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Dlaczego oszalał? Tym, którzy nie pamiętają przypominamy. W tamtym meczu trener Piotr Nowak wystawił w wyjściowym składzie aż siedmiu ofensywnych piłkarzy, jakby zaprzeczając logice. Bramkarz, trzech środkowych obrońców, natomiast reszta z defensywą nie miała wiele wspólnego. Dzięki temu oglądaliśmy świetne, otwarte spotkanie z obu stron z mnóstwem sytuacji.

legia lechia

Po końcowym gwizdku każda z drużyn mogła mówić o niedosycie.

Legia - ponieważ trzykrotnie jej piłkarze trafiali w słupek (w tym w jednej z ostatnich akcji meczu)

Lechia - ponieważ od 56. minuty grała z przewagą jednego zawodnika po czerwonej kartce dla Ariela Borysiuka, a na niespełna kwadrans przed końcem w poprzeczkę trafił Michał Mak.

Generalnie jednak trudno było powiedzieć, że remis krzywdzi którąkolwiek z ekip. Podział punktów był w tamtym spotkaniu sprawiedliwy. Tym niemniej, trener Nowak tym meczem udowodnił, że ma odwagę i nawet w Warszawie przeciwko Legii można zagrać ofensywnie, bez strachu. 

Skrót meczu:

źródło: własne