Doradca Zarządu Ekstraklasy SA - dr Seweryn Dmowski - skomentował wywiad jaki udzielił Radiu Gdańsk wojewoda pomorski.

W nawiązaniu do wczorajszego wywiadu wojewody pomorskiego Ryszarda Stachurskiego dla Radia Gdańsk (http://www.radiogdansk.pl/index.php/audycje-rg/rozmowa-kontrolowana/item/10579-ryszard-stachurski-wojewoda-pomorski-m-in-o-sytuacji-na-stadionach-i-lotnisku-w-gdyni.html) chciałbym jeszcze raz przypomnieć, że Ekstraklasa stanowczo sprzeciwia się wszelkim przejawom przemocy i nienawiści na piłkarskich trybunach. Na naszych stadionach nie ma miejsca dla osób łamiących prawo, a każde takie działanie zawsze spotka się z naszym potępieniem oraz konsekwencją w postaci kary dyscyplinarnej.

Uważamy jednak, że zamykanie stadionów jest absolutną ostatecznością, a po środek ten powinno się sięgać tylko w sytuacjach skrajnych. Decyzja wojewody o zamknięciu większości sektorów stadionu Lechii Gdańsk jest niewspółmierna do skali incydentu, który miał miejsce – jednocześnie termin jej ogłoszenia sprawia, że trudno jest zrozumieć sensowność zastosowanej sankcji administracyjnej.

Tym większe zdziwienie wzbudziła we mnie argumentacja wojewody Stachurskiego zaprezentowana we wspomnianym wywiadzie, która w mojej opinii nie powinna pozostać bez komentarza.

Po pierwsze, wojewoda powołuje się na doświadczenia z innych lig europejskich – niemieckiej, szkockiej, włoskiej. Nie wspomina jednak, że w żadnej z nich problemu stadionowego chuligaństwa nie rozwiązano przy pomocy zamykania stadionów. Wojewoda przytacza karę w wysokości około 200 000 euro dla Interu Mediolan – zapomina jednak dodać, że nałożono ją na klub w 2005 roku wcale nie za „rzucanie zapalniczkami”, a butelkami i racami, z których jedna raniła bramkarza drużyny przeciwnej. Warto jednocześnie dodać, że tłem dla tych wydarzeń była fala zamieszek, która przetoczyła się przez włoskie stadiony, w wyniku której rannych zostało 89 policjantów, a szereg meczów ligowych odwołano. Szczęśliwie takich scen, również dzięki ciężkiej pracy Ekstraklasy i Klubów, w Polsce nie oglądamy od lat. Tamta rekordowa kara nijak się ma do wydarzeń na PGE Arenie, a przytaczanie jej w kontekście wydarzeń podczas meczu Lechia-Legia, nawet jeśli nie powinny mieć one miejsca, jest wprowadzaniem opinii publicznej w błąd.

Po drugie, wojewoda przytacza wydarzenia z ostatnich niezwykle gorących Revierderby pomiędzy Schalke i Borussią, podczas których jego zdaniem przyjezdni z Dortmundu „trochę narozrabiali, mniej niż kibice Lechii w Gdańsku na meczu z Legią”. Pragnę przypomnieć, że nie tylko odpalili oni ogromne ilości pirotechniki, ale także zdemolowali częściowo stadion Veltins-Arena oraz rzucali racami w sektory gospodarzy, ale także we własnych piłkarzy, opóźniając rozpoczęcie meczu o 10 minut. Czy na pewno kibice Lechii narozrabiali mniej? I czy ktokolwiek zająknął się w Niemczech o możliwości zamknięcia stadionu w Gelsenkirchen?

Nie, ale wojewoda argumentuje, że na 498 uczestników zajść podczas derbów Zagłębia Ruhry nałożono pięcioletnie zakazy stadionowe (nie podając jednak, że było to działanie klubu Schalke, a nie Borussi), podczas gdy Lechia Gdańsk od trzech lat nie zastosowała żadnego zakazu stadionowego. Uzasadnia tym samym słuszność swej decyzji o zamknięciu PGE Areny w obliczu braku reakcji ze strony klubu.

Ekstraklasa SA dostrzega problem w postaci zbyt rzadkiego sięgania przez jej Kluby po środek dyscyplinarny w postaci zakazu stadionowego, dlatego też pracuje nad nowymi, skuteczniejszymi rozwiązaniami w tym zakresie. Podstawowym kłopotem ze strony klubu jest jednak najczęściej kwestia identyfikacji tych uczestników imprezy masowej, którzy łamią prawo – problemy ma z tym często także policja, o czym mówi się już jednak znacznie rzadziej. O ile mi wiadomo, Lechia Gdańsk wzorowo współpracuje z siłami porządku publicznego w zakresie udostępniania materiału operacyjnego. Może warto więc, skoro zdaniem wojewody tożsamość osób odpalających na stadionie pirotechnikę (co, przypomnę, jest przestępstwem, za które grozi nawet do 5 lat pozbawienia wolności) jest powszechnie znana, zapytać ilu sprawców czynów niedozwolonych popełnionych podczas grudniowego meczu Lechia-Legia udało się ująć policji, a skazać sądom?

Po trzecie wreszcie, tajemnicą pozostaje dla mnie klucz doboru 34 zamkniętych sektorów, skoro do czynów zabronionych w postaci odpalenia środków pirotechnicznych doszło, zgodnie z treścią uzasadnienia decyzji administracyjnej, jedynie w 6 sektorach. Powodem nie było raczej to, że na sektorach, które podczas meczu z Pogonią pozostaną otwarte, pomieścić się może około 12 tysięcy kibiców. Zdaniem wojewody na Lechię „nigdy więcej nie chodzi”. Nie jest to prawda – w bieżącym sezonie średnia frekwencja na PGE Arena wynosi 13 829 widzów, więcej niż połowa rozegranych tam meczów ligowych (6 z 10) zgromadziła 12 tysięcy lub więcej kibiców, a mecz 6. kolejki z Górnikiem Zabrze zgromadził nawet 24 276 uczestników. Przytaczam te dane nie dla zabawy liczbami, ale by pokazać poważniejszy problem, na który chcemy zwrócić uwagę – niezrozumienie kwestii bezpieczeństwa stadionowego.

Warto jest dyskutować o kwestiach bezpieczeństwa na piłkarskich arenach Ekstraklasy. Ważne jest jednak, aby było to rzeczowa i merytoryczna dyskusja na argumenty. W mojej opinii nie ma obecnie żadnego uzasadnienia dla nadużywania przez wojewodów sankcji administracyjnej w postaci zamknięcia stadionu.

Źródło: https://www.facebook.com/pages/Seweryn-Dmowski/391732334234524

Dr Seweryn Dmowski - wykładowca akademicki Uniwersytetu Warszawskiego, badacz i ekspert w sprawach politycznych, społecznych, kulturowych i marketingowych aspektów współczesnego futbolu.