Rafał Wolski jest jednym z trzech piłkarzy oficjalnie skreślonych przez zarząd Lechii. "Wolak" szuka sobie obecnie nowego pracodawcy. Nie powinien mieć z tym problemu, bo jednak w polskiej lidze jest uznaną marką, natomiast pobytu w Gdańsku z pewnością nie będzie miło wspominał. Tak naprawdę nigdy nie wzbił się tu na poziom ponadprzeciętny. Przyzwyczaił nas do tego, że częściej się leczył niż grał, co potem przekładało się na jego formę.

Praktycznie co pół roku zastanawialiśmy się czy to jest już ten moment, gdy Rafał Wolski "odpali" i zacznie grać na miarę potencjału. Czekaliśmy, czekaliśmy... i się nie doczekaliśmy. Miewał jedynie przebłyski, pojedyncze zrywy. Nigdy nie ustabilizował formy, na co oczywiście wpływ miały kontuzje, w tym dwukrotnie zerwane więzadła krzyżowe. 

Nie możemy jednak go usprawiedliwiać i mówić, że nie grał w Lechii tak, jak oczekiwano tylko z powodu urazów. On zwyczajnie nie potrafił się odnaleźć w Lechii. I nie tylko u Piotra Stokowca, ale i u innych trenerów. A przecież mowa o zawodniku, który przychodził do Gdańska po świetnej rundzie w Wiśle Kraków (4 gole, 9 asyst). W ekipie biało-zielonych nigdy nawet nie zbliżył się do podobnych liczb.

Początkowo mu nie szło, ale się nie załamywał, natomiast z czasem (szczególnie w ostatnich miesiącach) zaczął irytować. Notorycznie odmawiał rozmów z dziennikarzami (przechodzenie przez mixed-zone z telefonem przy uchu i chowanie go do kieszeni zaraz za drzwiami stało się klasyką). Ale to nie tak, że narzekamy z naszego punktu widzenia. Na boisku również był nieodpowiedzialny, wręcz brutalny. Łapał głupie żółte kartki, sprawiał wrażenie jakby było mu wszystko jedno. Nie dawał praktycznie nic drużynie (poza, jak pisaliśmy wyżej, pojedynczymi przypadkami).

Lechia podziękowała mu za współpracę z kilku powodów. Grał słabo? To raz. Był też jednym z piłkarzy, którzy dwukrotnie składali do PZPN-u pismo o rozwiązanie kontraktu z winy klubu (za ponad trzymiesięczne zaległości finansowe). Za pierwszym razem skutkowało to brakiem w kadrze na zimowy obóz. Cóż, teraz skończyło się to wystawieniem na listę transferową, choć pewnie było to jedynie postawienie kropki nad "i". Decyzja musiała zapaść już wcześniej.

Podsumowując... spójrzmy na liczby wykręcone przez Wolskiego w Lechii. W sumie we wszystkich rozgrywkach rozegrał 77 spotkań w pierwszej drużynie. Strzelił osiem bramek. Wybaczcie, ale na kolana taki dorobek nie rzuca. Nie zbieramy szczęki z podłogi.

Wiadomo, Wolski jest dobrym piłkarzem (nie bez powodu parę lat temu był powoływany do reprezentacji) i niewykluczone, że w kolejnym klubie będzie wiodącą postacią. Z jednej strony gdańscy kibice mogą żałować, że ktoś taki odchodzi, natomiast z drugiej... ile czasu można jechać na nazwisku. Miał wystarczająco dużo czasu, by udowodnić swoją wartość. Nie zrobił tego. Czas na zmiany.

źródło: własne