W sobotnim meczu z Koroną Kielce (2:0) swojego pierwszego gola w PKO Ekstraklasie w tym sezonie zdobył Lukas Haraslin. Słowakowi brakowało nie tylko liczb, ale i dobrej gry. Bronił go trener Piotr Stokowiec, ale jeśli skrzydłowy po raz ostatni zdobył bramkę 13 lipca (dwie - w Superpucharze), to coś było nie tak.

- Cieszę się z tej bramki, ale przede wszystkim z tego, że pomogłem drużynie odnieść zwycięstwo. Na treningach ćwiczymy właśnie takie strzały po dalszym słupku. Teraz przyniosło to efekt - powiedział Lukas Haraslin, który jeszcze w pierwszej połowie mógł, a nawet powinien trafić do siatki. - Pewnie niektórzy myślą, że znów chciałem "zabić" bramkarza. Uderzyłem mocno, ale wydaje mi się, że zbyt czysto trafiłem tę piłkę prostym podbiciem. Nie miało być na siłę, po prostu chciałem uderzyć po dalszym rogu. Nie udało się, tym większa radość, że wpadło w drugiej połowie - przyznał Słowak.

To pierwszy ligowy gol Haraslina w tym sezonie, który w ostatnim czasie stracił miejsce w składzie na rzecz Sławomira Peszki. - Ja podchodziłem do tego spokojnie,  z chłodną głową, nie stresowałem się. Zdajemy sobie sprawę, że sezon jest długi i być może moje bramki przyjdą w najważniejszym momencie. W poprzednim sezonie miałem dobry początek, ale w końcówce nie wszystko układało się po mojej myśli. W meczu z Koroną wreszcie strzeliłem gola, ale wiem, że na tym nie mogę się zatrzymać - powiedział Haraslin.

To pierwszy ligowy gol Haraslina w tym sezonie, który w ostatnim czasie stracił miejsce w składzie na rzecz Sławomira Peszki. - Ja podchodziłem do tego spokojnie,  z chłodną głową, nie stresowałem się. Zdajemy sobie sprawę, że sezon jest długi i być może moje bramki przyjdą w najważniejszym momencie. W poprzednim sezonie miałem dobry początek, ale w końcówce nie wszystko układało się po mojej myśli. W meczu z Koroną wreszcie strzeliłem gola, ale wiem, że na tym nie mogę się zatrzymać - powiedział Haraslin.

Meczu z Koroną nie dokończył. Jak powiedział na konferencji prasowej trener Piotr Stokowiec, zmiana była wymuszona z powodu drobnego urazu. - Przy wślizgu poczułem ból. Miałem skurcze mięśnia dwugłowego uda, ale to nie będzie nic poważnego. Po spotkaniu nic już mi nie dolega - wyjaśnił Haraslin. - Chciałbym zagrać już we wtorkowym meczu w Wejherowie, ale decyzja należy do trenera - podsumował słowacki skrzydłowy.

źródło: własne