- Nasz zawód wymaga od nas, by radzić sobie w takich momentach. Jest to swego rodzaju forma wyzwania - mówi trener Tomasz Kaczmarek przed sobotnim meczem Lechii z Wartą Poznań (początek o godz. 15).

Poniżej zapis konferencji prasowej. 

Co się wydarzyło w przerwie reprezentacyjnej, że wyglądacie gorzej zarówno pod względem motorycznym, jak i piłkarskim?

Musimy uważać, żeby nie doszło do nadinterpretacji. Uważam, że w Niecieczy wyglądaliśmy dobrze. W meczu z Górnikiem brakowało nam świeżości, na co wpływ miało kilka rzeczy, natomiast mecz w Nowym Dworze Mazowieckim nie ma nic wspólnego z tym tematem. To nie ma nic do czynienia z dyspozycją fizyczną. Nadal jesteśmy w dobrej dyspozycji. Po prostu we wtorek popełniliśmy więcej błędów indywidualnych, które zostały wykorzystane przez przeciwnika. Tu trzeba szukać problemu i głównych przyczyn takiego wyniku.

Dlaczego wasza gra ofensywna się aż tak mocno rozsypała? Było to widoczne zwłaszcza przy wyniku 2:1 dla Świtu.

Zgadzam się, że w dwóch ostatnich meczach mieliśmy problemy w końcówce w kwestii struktury i organizacji. Straciliśmy pomysł na grę w ofensywie. Nie wyglądało to dobrze. Z czego to wynika? Powiem szczerze, że w meczu z Górnikiem wynikało to z naszego zmęczenia. Brakowało świeżości, było dużo prostych błędów i strat. Górnik wyprowadzał kontrę za kontrą, my nie byliśmy odpowiednio agresywni. Stąd straciliśmy kontrolę. We wtorek mieliśmy dobrą strukturę, ale tylko do momentu gola na 2:1. Wykreowaliśmy sporo sytuacji, mieliśmy długie fazy, kontrolowaliśmy spotkanie. Zwyczajnie brakowało nam kolejnych bramek, by zamknąć to spotkanie. Potem straciliśmy głowę. Jest to coś, co absolutnie trzeba poprawić w najbliższej przyszłości.

Czy wtorkowe spotkanie dało panu odpowiedź na pytanie odnośnie przydatności do drużyny niektórych zawodników, którzy do tej pory grali mniej? Nie dali zbyt wielu argumentów.

Musimy pamiętać, że na boisku było wielu zawodników grających w Lechii regularnie. Zaczęliśmy mecz bardzo mocnym składem. Byłoby dużym błędem, gdybyśmy winą za porażkę obarczali tych, którzy wcześniej występowali mniej. Weźmy dla przykładu Marco Terrazzino, który zagrał po raz pierwszy od początku. On we wtorek wyglądał lepiej niż wcześniej, gdy wchodził z ławki. Oczywiście, w niektórych sytuacjach nie wszystko było na najwyższym poziomie. On sam zdaje sobie z tego sprawę, natomiast ja nie mogłem tego od niego oczekiwać. To chłopak, który tak naprawdę od maja nie grał w piłkę. 

Jak wygląda sytuacja zdrowotna w zespole przed meczem z Wartą Poznań? Wiadomo, że za żółte kartki nie zagra Kacper Sezonienko.

Po raz kolejny nie będzie z nami Rafała Pietrzaka. Z powodów prywatnych. Kontuzjowani są Kristers Tobers i Joseph Ceesay, a wszyscy pozostali będą do mojej dyspozycji.

Nie boi się pan, że wypracowywana przez kilka tygodni pewność siebie może drastycznie opaść po słabszych meczach z Górnikiem i Świtem?

Tak jak tydzień temu mówiłem, że jeszcze nie wszystko jest u nas na optymalnym poziomie, tak samo teraz nie wszystko jest złe. Prawda zawsze leży po środku. Nie oczekiwałem, że ze względu na jeden dobry mecz z Legią nagle będziemy grać przy pełnych trybunach. Zależy mi na tym, żebyśmy pokazali, że kontynuujemy pracę. Są tematy do skorygowania, natomiast obraliśmy pewną drogę i jesteśmy przekonani, że jest to słuszna droga. Nasz zawód wymaga od nas, by radzić sobie w takich momentach. Jest to swego rodzaju forma wyzwania. Oczywiście, że dziś nie czujemy się tak dobrze, jak tydzień temu. Uważam, że jesteśmy stabilnym i poważnym zespołem. Wiemy, że kolejne tygodnie będą dla nas bardzo ważne. Zdajemy sobie sprawę, że ludzie będą się nam przyglądali w sobotę, jak zareagujemy, jaki osiągniemy wynik. Mamy tego świadomość. 

Warta to jeden z najsłabszych zespołów w tym sezonie. Ostatniego gola strzelili ponad dwa miesiące temu. 

To niebezpieczny zespół przy stałych fragmentach i kontratakach, nawet jeśli nie idą za tym liczby w tym sezonie. Zdaję sobie sprawę, że mają gorsze wyniki, ale z nimi zawsze są niewygodne mecze. Są w takiej sytuacji, że dla nich to jest jak kolejny mecz pucharowy. Wszyscy oczekują, że wygramy. Przeciwnik walczy jednak o każdy punkt, żeby wydostać się ze strefy spadkowej. Nie podlega dyskusji, że jedziemy tam dominować i zwyciężyć.

źródło: własne