1:0 z Wartą Poznań, 4:2 ze Stalą Mielec, 4:0 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Lechia pokazała jak grać z zespołami, które dopiero co awansowały do PKO Ekstraklasy. O ile z Wartą były męczarnie i wygrana była bardzo szczęśliwa, o tyle Stal oraz Podbeskidzie nie miały nic do powiedzenia w konfrontacji z biało-zielonymi. Cóż, problem jest taki, że ekipa Piotra Stokowca długo nie zagra z tymi przeciwnikami.

"Problem" oczywiście należy wsadzić w cudzysłów.

Jest to też miła odmiana w porównaniu do poprzedniego sezonu, gdy Lechia dwukrotnie przegrała z Rakowem Częstochowa (ówczesnym beniaminkiem), a na inaugurację rozgrywek zremisowała z ŁKS-em Łódź.

Fakty są jednak takie, że po pięciu kolejkach obecnego sezonu Lechia ma dziewięć punktów. Wszystkie zostały zdobyte w meczach z beniaminkami. W tych meczach (z wyłączeniem inauguracji w Grodzisku Wielkopolskim), gra Lechii była bardzo dobra. Szybka, ofensywna, miła dla oka, z dobrym pressingiem, z dużą liczbą oddanych strzałów. Gdy biało-zielonym przyszło rywalizować z mocniejszymi zespołami (Raków, Górnik Zabrze), sytuacja była odwrotna. To rywale byli zdecydowanie lepsi i bez żadnych problemów zgarniały trzy punkty.

Dlatego też najbliższa kolejka będzie kluczowa. Lechia zagra w niej na wyjeździe z Wisłą Kraków (niedziela, godz. 12.30). Co prawda krakowianie w tym sezonie radzą sobie dość kiepsko (ani jednego zwycięstwa), a ponadto w dwóch meczach u siebie zanotowali dwie porażki, natomiast nie możemy zapominać, że jesteśmy w polskiej lidze. W minionej kolejce Wisła była skazywana na pożarcie w starciu z Górnikiem, a tymczasem była zespołem lepszym i tylko przez brak skuteczności nie wywiozła z Zabrza trzech punktów.

Nie twierdzimy, że mecz w Krakowie jest meczem prawdy dla Lechii. Nie o to chodzi. To dopiero początek sezonu, czołówka tabeli dopiero się krystalizuje. Natomiast to spotkanie może pokazać, w jakim kierunku idą gdańszczanie.

Trener Piotr Stokowiec trzyma rękę na pulsie i na pewno nie pozwoli, żeby jego piłkarze kogokolwiek zlekceważyli po dwóch udanych meczach. Zresztą sztab szkoleniowy doskonale zdaje sobie sprawę z mankamentów w grze swojego zespołu. 

- Widać że w dwóch ostatnich meczach grało nam się lżej i nasza gra wygląda zdecydowanie lepiej, ale nie chodzimy z głowami w chmurach. Wiemy, że wciąż są jeszcze elementy do poprawy - powiedział Michał Nalepa.

- Podchodzimy do tego na spokojnie. Wciąż możemy wycisnąć więcej, jeśli chodzi o naszą postawę w ofensywie - komentował Rafał Pietrzak.

To tylko pokazuje, że zawodnicy są świadomi, że przed nimi jeszcze sporo pracy na treningach. Zresztą nie trzeba być wielkim znawcą, żeby dostrzec, że w wielu momentach gra Lechii nie wygląda jeszcze tak, jak powinna. Zdarzają się wahania formy, przestoje. Czasami biało-zieloni łatwo tracą piłki, zbyt długo ją holują zamiast grać na jeden czy dwa kontakty, do tego popełniają proste błędy w defensywie. Stal czy Podbeskidzie nie potrafiły ich wykorzystać, ale już Górnik był bezlitosny. 

My trzymamy za słowo, oby nie skończyło się na gadaniu, a miało to również przełożenie na boisku.

źródło: własne