Lechia Gdańsk rzutem na taśmę zremisowała we Wrocławiu 1:1 po golu Tomasza Makowskiego w samej końcówce. - Szanujemy remis, szczególnie w takich okolicznościach, ale przyjechaliśmy tu po coś więcej - mówił po meczu trener Piotr Stokowiec.

- Pokazaliśmy charakter, walczyliśmy do końca i mocno zapracowaliśmy na ten remis. W pierwszej połowie kontrolowaliśmy ten mecz, stwarzaliśmy mnóstwo sytuacji, graliśmy swobodnie, z polotem. Niestety zawiodła nas skuteczność. Nie potrafiliśmy wykorzystać nawet rzutu karnego. To wszystko trochę uśpiło moich zawodników, poszła kontra, nastąpiła kaskada błędów i przegrywaliśmy. Trudno to zaakceptować, szczególnie gdy gra się dobrze. Niemniej, pokazaliśmy, że potrafimy grać ofensywnie i dziś w wielu momentach mogło się to podobać, natomiast skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. W tygodniu na pewno do tego wrócimy i popracujemy, bo musimy w pierwszej połowie wypracować sobie zaliczkę i kontrolować zawody. Mecz był szybki, a wynik mógł się potoczyć w każdą ze stron. Szanujemy remis, szczególnie w takich okolicznościach, ale przyjechaliśmy tu po coś więcej - powiedział trener Stokowiec na konferencji prasowej.

- VAR to jest wojna nerwów. Z perspektywy boiska nic nie widać. To jest czekanie na wyrok albo na szczęście. Niedawno zmieniałem okulary. Niestety nie mam takiego wzroku, żeby z ławki udało mi się wypatrzyć, co dokładnie się wydarzyło. Poza tym wszystko zależy od interpretacji. Nie mogę mieć zastrzeżeń odnośnie pracy sędziów, bo ta jest na dobrym poziomie. Dziś to nie sędzia był głównym aktorem. My trochę na własne życzenie zrobiliśmy bohatera z bramkarza Śląska - mówił trener Stokowiec.

- W ogóle nie zdziwiły mnie zmiany w składzie Śląska. Byliśmy na to gotowi. Rozumiem trenera Jacka Magierę. Myślę, że Śląsk ma bardzo wyrównaną i mocną kadrę. Pokazali dziś dużo jakości - dodał szkoleniowiec.

o Łukaszu Zwolińskim

- Łukasz na pewno nie miał dzisiaj swojego dnia, ale te sytuacje stwarza. Będziemy nad tym pracować. Ja nie obrażam się na zawodników. Każdy pracuje na siebie, a Łukasz miał dobre intencje. Znalazł się w trzech czy czterech znakomitych sytuacjach i szkoda, że żadnej nie wykorzystał. Napastników rozlicza się z bramek, a on sam stawia sobie wysoko poprzeczkę i taki mecz jest dla niego karą. Daleki jestem jednak od krytykowania go. Muszę wymyśleć sposób, by skuteczność u niego wróciła - przyznał trener Lechii.

źródło: własne