- Coś tu jest nie tak. To nie jest normalne, że strzela się z rakietnic do zawodników. Pierwszy raz coś takiego widziałem, ale wolę cedzić słowa - powiedział po wygranym (3:2) meczu z Gryfem Wejherowo trener Lechii Piotr Stokowiec.

- Przyjechaliśmy do Wejherowa po to, żeby awansować do kolejnej rundy i ten cel osiągnęliśmy. Na pewno dwie szybko stracone bramki sprawiły, że mecz do końca trzymał w napięciu i było to dobre dla kibiców. Na tym powinienem zakończyć tę wypowiedź, bo nie chciałbym komentować sytuacji pozaboiskowych - powiedział trener Stokowiec.

Trudno jednak przejść obojętnie obok tego, co się wydarzyło na stadionie w Wejherowie. W pewnym momencie kibice Gryfa (choć nazywanie ich kibicami jest nie na miejscu) odpalili pirotechnikę. O ile świece dymne na sektorze nie były wielkim problemem, o ile odpalanie rakietnic, fajerwerków, jakich używa się zazwyczaj 31 grudnia, było bardzo niebezpieczne. Co więcej, jeden "pocisk" przeleciał tuż obok Zlatana Alomerovicia. Po tej sytuacji mecz został przerwany nad ponad kwadrans, a piłkarze Lechii - co zrozumiałe - byli zszokowani i wściekli całą sytuacją.

Sztab Lechii nie myślał o zejściu do szatni po całym zajściu. - Nie rozważaliśmy tego, bo nie do nas to należy. Ja na pewno zdenerwowałem się tą sytuacją, bo nie było to normalne że strzela się z rakietnic do zawodników. Pierwszy raz coś takiego widziałem, ale wolę cedzić słowa, bo nasuwa się dużo myśli. Na boisku było sportowo. Obie drużyny grały twardo, ale fair i należy się z tego cieszyć - przyznał trener Stokowiec.

Wracając do wydarzeń boiskowych. Pierwszy kwadrans był w wykonaniu Lechii słaby. Gryf zaskoczył biało-zielonych i szybko wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Na szczęście w dalszej fazie meczu gdańszczanie się obudzili, a w drugiej połowie ich dominacja nie podlegała już dyskusji. - Są wnioski, które przedostają się do prasy i są takie, które zostają w sztabie, w szatni czy w gabinetach zarządu. Każdy pracuje na siebie i na swoje nazwisko, również moja praca jest oceniana. Ten mecz pokazuje nas w szerszej perspektywie, ja jestem jednak daleki od krytykowania kogokolwiek. Nie robiłbym wielkiej tragedii z tego spotkania, bo takie mecze się zdarzają. Mam swoje wnioski i przemyślenia, drużynę buduje się długo i mozolnie. Wygraliśmy z Gryfem, który zagrał najlepszy mecz w tym sezonie. Oglądaliśmy go w ostatnich dwóch meczach, ale widzimy co może stać w pięć minut. To dla nas cenne wnioski, które trzeba mieć w zanadrzu i w odpowiednim momencie je użyć - podsumował trener Lechii.

źródło: własne