- Cieszę się, że mimo niekorzystnych momentów pokazaliśmy charakter. Mam tu na myśli szybko straconą bramkę oraz kontuzję Michała Nalepy. Zapowiadałem przed meczem, że chcemy tu zagrać agresywnie i z pomysłem. Jestem zadowolony z tego wyniku, bo ciężko na niego zapracowaliśmy - powiedział trener Piotr Stokowiec po wygranej Lechii w Warszawie (2:1).

Meczu nie dokończył Michał Nalepa, który został kopnięty w twarz przez Jose Kante. Co prawda stoper Lechii wrócił jeszcze na boisko, ale nie dał rady grać i po paru minutach musiał opuścić plac gry. Zdiagnozowano u niego złamany nos. W jego miejsce wszedł Tomasz Makowski, a na pozycję stopera przesunięty został Jarosław Kubicki.

- Nie panikowaliśmy, graliśmy swoje. Nie chcieliśmy wpuścić na boisko wysokiego stopera, bo wiedzieliśmy, że Jarek Kubicki zapewni nam dobre granie od tyłu. Nie chcieliśmy przetrwać, tylko utrzymywać się przy piłce. Taką Lechię chcemy pokazywać w tym sezonie. Nie chciałbym się niczym zachłystywać, ale jestem zadowolony, że graliśmy stabilnie, nie denerwowaliśmy się.  Graliśmy swoje w każdej części spotkania. Boli jedynie bramka stracona po stałym fragmencie gry, to nam się wcześniej nie zdarzało, ale Legia wykonuje stały fragmenty gry bardzo dobrze - powiedział trener Stokowiec.

Szkoleniowiec nie miał wątpliwości, że Jose Kante zasłużył w tym przypadku na czerwoną kartkę, a nie - jak ocenił sędzia Szymon Marciniak - jedynie na żółtą.

- Nie było to zagranie celowe, było w tym  trochę przypadku, ale mówimy o zrobieniu zawodnikowi krzywdy. W mojej ocenie jest to czerwona kartka. Bałem się, że to może nam zaszkodzić, bo wiemy, że nasze wcześniejsze mecze z Legią miały różny przebieg, nie brakowało w nich kontrowersji - przyznał Stokowiec.

źródło: CANAL+ / własne