Przed piłkarzami Lechii dwa mecze prawdy na własnym boisku. Najpierw biało-zieloni zagrają u siebie ze Stalą Mielec (najbliższa sobota, godz. 15), a tydzień później podejmą zespół Podbeskidzia Bielsko-Biała (godz. 17.30). Po słabym początku sezonu ekipa Piotra Stokowca musi się otrząsnąć. Nie chodzi nawet o wyniki, bo przegrać można zawsze, jednak styl pozostawia wiele do życzenia. Zmienić musi się bardzo dużo, w przeciwnym razie gdańszczanie mogą długo nie wyjść z kryzysu.

Na początek trochę pozytywów. Możecie w to nie uwierzyć, ale jednak jakieś znaleźliśmy. Choć łatwo nie było.

Przede wszystkim - gorzej już być nie może. No bo nie da się zagrać gorzej niż w meczach z Rakowem Częstochowa czy Górnikiem Zabrze. Po prostu się nie da. 

Dodatkowo biało-zieloni zagrają na własnym boisku, przed własnymi kibicami, więc jest to jednak jakiś handicap. 

No i na środek obrony wraca Michał Nalepa. OK - z Rakowem wypadł bardzo słabo, natomiast Mario Maloca w Zabrzu był jeszcze gorszy. I o ile Nalepie taki mecz zdarza się raz na parę miesięcy, o tyle Maloca praktycznie co chwilę spisuje się - nazwijmy to - niezbyt korzystnie.

Nie można też zapomnieć, że czas działa tylko i wyłącznie na korzyść Lechii. Im dłużej w sezon, tym gdański zespół będzie coraz lepiej przygotowany. Przynajmniej tak nam się wydaje.

- Doskonale rozumiem kibiców, ich zniecierpliwienie, natomiast prawdziwi kibice cały czas są z nami, ufają nam i mają nadzieję. Ja również się martwię, zależy mi na dobru drużyny. Nie jest tak, że przechodzę nad tym wszystkim obojętnie. Nie jestem zadowolony z wyników i stylu, jaki prezentujemy. Widzę to. W pewien sposób ma to racjonalne uzasadnienie. Nie jesteśmy drużyną gorszą od Rakowa czy Górnika. Różnice w Ekstraklasie nie są tak duże, natomiast obecnie jesteśmy od nich gorzej przygotowani do sezonu. Wiąże się to ze specyficznym sezonem, który dotknął wszystkich, ale nas szczególnie. Przez udział w finale Pucharu Polski zaczęliśmy treningi później niż reszta zespołów, potem przytrafiła nam się kwarantanna. Było mniej czasu na przygotowania. Pracujemy ciężko, ale liczy się efektywność. Chcemy wykorzystać każdą chwilę. Jesteśmy w okresie wzmożonej pracy. Już nie raz byliśmy w trudnej sytuacji, przeżywaliśmy różne momenty, ale potrafiliśmy odpowiednio zareagować. Dotychczasowe mecze nie układały się tak, jakbyśmy tego chcieli. Często detale decydują o końcowym wyniku - prosty błąd, kontrowersja sędziowska albo rzeczy, na które nie mamy wpływu - mówi trener Piotr Stokowiec.

- Wierzę, że praca przyniesie efekt. Nic się nie bierze z przypadku. Jesteśmy na dobrej drodze, ale potrzebujemy jeszcze trochę czasu. Nie wyglądało to do tej pory najlepiej, ale jestem pełen optymizmu. Wierzę w to, co robimy i mam nadzieję, że już w meczu ze Stalą będzie widoczna poprawa - dodał szkoleniowiec Lechii.

Powiedzmy sobie jednak szczerze - zwycięstwo Lechii ze Stalą jest absolutnym obowiązkiem. Nie oznacza to oczywiście, że biało-zielonych czeka w sobotę spacerek. Co prawda żaden z trójki beniaminków nie odniósł jeszcze zwycięstwa w tym sezonie, ale tak na dobrą sprawę zespół z Mielca powinien mieć nie dwa, a sześć punktów. Stal jednak dwukrotnie wypuszczała z rąk zwycięstwo - najpierw tracąc gola w Płocku w 89. minucie, a ostatnio z Cracovią w jednej z ostatnich minut doliczonego czasu gry.

- Jesteśmy świeżo po analizie przeciwnika, choć nie jest ona jakaś bardzo długa i wnikliwa. Trudno jest mi ocenić beniaminka czy kogokolwiek, zwłaszcza po trzech kolejkach. Ja skupiam się na własnej drużynie. Danych jest bardzo dużo. To my musimy grać to, co chcemy. Chcemy wrócić do Lechii, jaką znają kibice. Oni mają nadzieję, że będzie lepiej. A ja mam dodatkowe narzędzie - mam wpływ na to, żeby było lepiej. Stal? Ma swoją drogę. Widać, że próbują grać w piłkę, są dobrze poukładani taktycznie - podkreśla Stokowiec.

Lechia musi przede wszystkim ogarnąć sytuację w tyłach. Bez tego ani rusz, a przecież zarówno Raków, jak i Górnik stworzyli sobie wiele sytuacji. Smród pojawiał się w zasadzie w każdej ofensywnej akcji tych drużyn. Nawet w wygranym meczu z Wartą Poznań niekoniecznie dobrze funkcjonowała linia defensywna.

To raz.

Dwa - gra do przodu. Już nie będziemy pastwić się nad Lechią i przypominać ile celnych strzałów oddała w tym sezonie, natomiast jest to wynik wręcz kompromitujący. Środek pomocy w zasadzie w ogóle nie działa, skrzydłowy są bezproduktywni, a co za tym idzie do napastników piłki nie docierają. Wiele musi się zmienić w grze biało-zielonych. 

Być może zwycięstwo ze Stalą pozwoli się tej drużynie przełamać, ale czy kogokolwiek zadowoli nudne zwycięstwo 1:0? Niekoniecznie, bo to nic nie zmieni. Będą dopisane trzy punkty, ale chyba nie tylko o to nam wszystkim chodzi.

źródło: własne