Zamiast skupić się tylko i wyłącznie na piątkowym meczu ze Śląskiem Wrocław (godz. 20.30) trener Piotr Stokowiec tak naprawdę po raz pierwszy w tym roku musiał zmierzyć się z trudnymi pytaniami, niekoniecznie związanymi z rywalizacją na boisku. 

- Myślę, że mamy dobre warunki do tego, by wzmocnić zespół. Liczę, że zrobimy kilka transferów w najbliższym czasie. Takie mamy ustalenia w dziale sportowym. Wczoraj mieliśmy spotkanie, na którym potwierdziliśmy parę transferów, natomiast na realizację musimy poczekać, bo różnie może się wydarzyć. Dobrze wiemy, że dopóki nie ma złożonych podpisów, to niczego nie można być pewnym. Ruchy transferowe na pewno będą. Jest w Lechii miejsce dla nowych zawodników - mówi Stokowiec.

- Nie byliśmy przygotowani na wszystkie ubytki kadrowe. Część decyzji została podjęta jeszcze przed rozpoczęciem przygotowań. Nie mogliśmy natomiast przewidzieć problemów zdrowotnych Żarko Udovicicia. Zaskoczeniem dla nas był też transfer Lukasa Haraslina. Zdawaliśmy sobie sprawę, że wcześniej czy później odejdzie, to była naturalna rzecz. Dobrze to świadczy o naszej pracy. Zawodnik się rozwija, zaczyna grać w reprezentacji i idzie do lepszego klubu za dobre pieniądze. Na tym to polega. Wiadomo, że jest nam trochę żal, że już go z nami nie ma. Ciężko będzie go zastąpić, ale musimy się z tym zmierzyć. Transfer Daniela Łukasika również nie był planowany, ale tak postanowiliśmy. Zawodnik mocno nalegał na transfer - powiedział trener Lechii.

To są transfery wychodzące, gorzej z przychodzącymi. Nowymi postaciami w gdańskim zespole są jak na razie tylko Kristers Tobers i Conrado. Podpisano co prawda umowy z Bartoszem Kopaczem i Łukaszem Zwolińskim, natomiast będą obowiązywać dopiero od 1 lipca (przynajmniej na ten moment). Gdańszczanie w dalszym ciągu potrzebują wzmocnień, by rywalizować na przyzwoitym poziomie w PKO Ekstraklasie. - Szukamy zawodników, niektórych obserwujemy od dłuższego czasu, a niektóre transfery po prostu nie doszły do skutku. Przegraliśmy rywalizację z innymi klubami. Podpisaliśmy kontrakty ze Zwolińskim i Kopaczem od nowego sezonu, choć być może w tej kwestii coś się zmieni. Staramy się, ale też poruszamy się w określonych realiach finansowych. Być może Zwoliński dołączy do nas już niebawem, natomiast sprawa nie jest jeszcze przesądzona - mówi Stokowiec.

- Co do kolejnych wzmocnień, chcemy pozyskać piłkarzy, którzy od razu wskoczą do wyjściowego składu, ale też rozglądamy się za zmiennikami. Chcemy wzmocnić rywalizację na pozycji stopera, na bokach obrony. Chcielibyśmy ściągnąć przynajmniej dwóch skrzydłowych. Do tego napastnik, oczywiście oprócz Zwolińskiego. Tak z grubsza wyglądają nasze plany w tym okienku - dodaje szkoleniowiec.

Na początku stycznia piłkarską Polskę obiegła informacja, że z Lechii odchodzą Sławomir Peszko, Rafał Wolski i Artur Sobiech. Prezes Adam Mandziara przekonuje, że została przeprowadzona dogłębna analiza, po której stwierdzono, że w tym momencie ta decyzja będzie z korzyścią dla klubu. Z naszych informacji wynika jednak, że prezes gdańskiego klubu podjął rzeczoną decyzję samodzielnie, nie informując o swoich działaniach trenera Stokowca. Potwierdziło nam to już parę osób związanych z gdańskim klubem. - Wokół całej tej sytuacji krąży chyba za dużo mitów. Nie nazywałbym się trenerem, gdyby wszystko odbywało się bez mojej wiedzy. To są decyzje klubu, a klubem jest również sztab szkoleniowy. Nic nie odbywa się bez mojej wiedzy. Na niektóre decyzje mogłem mieć mniejszy lub większy wpływ, ale wszystko akceptowałem. To nie jest tak, że mówimy o samodzielnych decyzjach czy to trenera czy zarządu - wyjaśnia Stokowiec.

Sobiech znalazł już nowy klub, natomiast Peszko i Wolski jeszcze nie. Obaj trenują w Gdańsku, ale nie z pierwszym zespołem. Obowiązują ich jednak kontrakty z Lechią. Jaka będzie przyszłość tej dwójki i czy jest szansa, że jednak będą dalej grać w biało-zielonych barwach? - Decyzje zostały podjęte wcześniej i musimy być konsekwentni. Będziemy budować Lechię bez ich udziału - powiedział Stokowiec.

W Lechii trwa obecnie wietrzenie szatni, które było zapowiedziane pod koniec ubiegłego roku, natomiast rodzi się pytanie czy trener Stokowiec był poinformowany o takich planach w momencie, gdy przedłużał kontrakt z gdańskim klubem (a miało to miejsce we wrześniu). - W piłce nożnej nie da się wszystkiego przewidzieć. Nie wszystko jest takie oczywiste. Nie spodziewałem się, że tak to będzie wyglądać, bo umówiliśmy się na ocenę pod koniec sezonu. Niebagatelne znaczenie miały dwa ostatnie mecze w ubiegłym roku, bo nie przystoi przegrywać u siebie 0:3 z beniaminkiem. Zrobiłem rachunek sumienia. Uznaliśmy, że czasami warto zrobić dwa kroki w tył, żeby później zrobić cztery do przodu. We wrześniu nie wiedziałem, że tak to się potoczy. To zawodnicy kreują rzeczywistość. Ich postawa decyduje o tym, jak wygląda struktura klubu. Zdecydowaliśmy, że potrzeba świeżej krwi. Chcemy mieć w Lechii zawodników, którzy chcą coś osiągnąć. Nie możemy sobie pozwolić na sytuację z ostatnich lat, gdy klub był traktowany jak bankomat. Zawodnik przychodził, brał pieniądze i odchodził - powiedział Stokowiec.

W wywiadzie, który ukazał się we wtorek na oficjalnej stronie Lechii padło zapewnienie od prezesa Adama Mandziary, że nikt w tym okienku z Lechii już nie odejdzie. Tymczasem wciąż nie wyjaśniła się sytuacja Filipa Mladenovicia, którego obecna umowa wygasa w czerwcu tego roku. - Nawet ostatnio pojawiła się oferta za Filipa. Są to trudne tematy. Rozumiemy, że Filip chciałby podpisać kontrakt życia, a Lechia nie jest w stanie mu tego zapewnić. Być może skusi się na nasze warunki i podpisze nową umowę. Nie jesteśmy od tego tak daleko. U nas się rozwinął, wrócił do reprezentacji. Wiele sobie nawzajem zawdzięczamy. Wiem, że rozmawia z prezesem, ale to naturalne, że czeka na rozwój wydarzeń. Myślę, że mógłby spokojnie podpisać kontrakt w jakimś klubie z ligi rosyjskiej, ale z drugiej strony swoje już przeżył. Wie, co chce w życiu osiągnąć. Nie ma między nami żadnych niedomówień. Nie chciałbym jednak wchodzić w rolę prezesa, bo to on prowadzi politykę transferową - mówi Stokowiec. 

- Nie chcielibyśmy już nikogo stracić. Wiem, że są chętni na Patryka Lipskiego, ale w obecnej sytuacji jest nam potrzebny. Nie przewidujemy żadnych transferów wychodzących, ale nigdy nie wiemy, co się wydarzy. Bardziej nastawiamy się na to, żeby pozyskać zawodników - przyznaje.

Problemy Lechii to nie tylko brak płynności finansowej i transfery wychodzące. Są też kontuzje. Skład biało-zielonych w piątkowym meczu ze Śląskiem Wrocław może wyglądać bardzo ubogo. Już jakiś czas temu wiadomo było, że wykluczony jest występ Jarosława Kubickiego, Żarko Udovicicia i Jakuba Araka. Doszły jednak kolejne absencje. - Nie wygląda to za ciekawie. Wykluczeni z tego meczu są chorzy Zlatan Alomerović oraz Patryk Lipski, a pod dużym znakiem zapytania stoi występ Karola Fili. Nie ma co załamywać rąk. Na boisku gra się po jedenastu. Zdajemy sobie sprawę, że czeka nas ciężkie zadanie, ale przygotowujemy się najlepiej, jak tylko możemy - podkreśla Stokowiec.

Najważniejsza kwestia dotyczy Udovicicia, który został wysłany na badania pod kątem kardiologicznym, gdy podczas obozu w Turcji gorzej się poczuł. Kiedy będzie mógł wrócić do treningów i czy wszystko jest z nim w porządku? - Była to infekcja, która zaatakowała układ krwionośny. Nie chcę wchodzić w buty lekarzy, ale według mojej wiedzy musimy poczekać aż skończy działać antybiotyk. Wtedy będziemy mogli powtórzyć badania i dowiedzieć się dokładnie co to było i jakie są rokowania. Nie mamy konkretnej daty powrotu do treningu. Ja wierzę, że to będzie kilka dni, maksymalnie dwa tygodnie absencji - powiedział trener Lechii.

O co może walczyć Lechia w tym sezonie? Patrząc na problemy kadrowe, praktycznie niemożliwa jest powtórka z ubiegłego roku, gdy biało-zieloni zajęli trzecie miejsce w lidze, a także zdobyli Totolotek Puchar Polski. - Obecna sytuacja nie jest dla nikogo komfortowa. Podjęliśmy ryzyko przebudowy zespołu i zdajemy sobie sprawę, że może to się odbić na jakości sportowej. Z określeniem celów na ten sezon trzeba poczekać aż wykrystalizuje nam się skład. Chcemy grać o zwycięstwo w każdym kolejnym meczu. Chcielibyśmy znaleźć się w górnej ósemce, a potem będziemy myśleć, co dalej. Nie ma mowy o odpuszczaniu. Sam jestem ciekaw jak to wszystko będzie funkcjonowało. Nie szukam alibi. Podjęliśmy takie, a nie inne decyzje. Musimy patrzeć na wszystko w perspektywie paru miesięcy, a nie paru kolejek. Wierzę, że wyjdzie nam to na dobre. Na stawianiu na młodych zawodników nikt jeszcze nie stracił, choć oczywiście trzeba zachować pewne proporcje - mówi Stokowiec.

źródło: własne