Trener Lechii Piotr Stokowiec szuka przyczyn słabszej postawy swojego zespołu w lidze w porównaniu do poprzedniego sezonu.

W sobotę Lechia będzie szukać przełamania. Biało-zieloni nie wygrali w PKO Ekstraklasie od 28 września (2:1 w Warszawie z Legią). Kolejne pięć spotkań kończyło się w najlepszym wypadku remisem, natomiast aż trzykrotnie gdańszczanie przegrywali.

- Nie ma co ukrywać, że ostatni miesiąc nie był dla nas dobry. Są trudności, ale one prędzej czy później dotykają każdą drużynę. Nie da się cały czas wygrywać, z drugiej strony zła passa nigdy nie trwa wiecznie. Jeśli się to widzi i ma się przekonanie, że praca przynosi efekty, to trzeba być konsekwentnym i cierpliwym. My potrzebujemy zwycięstwa. Ten jeden mecz będzie miał dla nas ogromne znaczenie. Trzy punkty diametralnie zmienią naszą sytuację. Nie jesteśmy daleko od seryjnego wygrywania. Mówimy o zespole, który zagrał prawdopodobnie najlepszy mecz w historii z Brøndby, potrafiliśmy wygrać na Łazienkowskiej z Legią, zdobyliśmy Superpuchar Polski - mówi trener Stokowiec.

W najbliższych tygodniach sytuacja wydaje się być w miarę dobra, bo Lechia najpierw zagra z ŁKS-em Łódź (sobota, godz. 20), a tydzień później pojedzie do Krakowa na spotkanie z Wisłą (niedziela, godz. 17.30). Będą to więc starcia z przedostatnią i ostatnią drużyną w PKO Ekstraklasie. W teorii powinny to być dwa przyjemne mecze, ale gdy spojrzymy na rywalizację biało-zielonych z zespołami z dolnej ósemki tabeli, entuzjazm nieco spada. Lechia potrafiła wygrywać z Legią czy Piastem (obecnie dwa czołowe miejsca), traciła zaś punkty z Rakowem, Górnikiem czy Arką.

- Kiedyś José Mourinho powiedział, że mistrzostwa nie zdobywa się w meczach z górną połową tabeli, ale z tymi najsłabszymi. Takie spotkania są najtrudniejsze - mówi Stokowiec. - Poprzedni sezon był dla nas bardzo dobry i to naturalne, że występuje zjawisko zatrucia złotem, takiego samozadowolenia. Być może właśnie coś takiego nas spotkało, przez co w podświadomości zabrakło nam determinacji. Nie wierzę, że zawodnikom się nie chce, to ludzka natura. Myślę jednak, że wracamy do korzeni, do tego, co było dla nas najważniejsze rok temu i jesteśmy w stanie wrócić do dobrej gry. Mam poczucie, że mamy kontrolę nad tym, co się dzieje. Wiemy nad czym musimy pracować - powiedział Stokowiec.

Przechwytywanie

  • Kursy: 1- 1,75 X-3,90 2-4,71
  • Ostatnie zwycięstwo w lidze na własnym stadionie Lechia odniosła ponad 2 miesiące temu - 21 września 2019r.
  • 3 ostatnie spotkania ligowe rozegrane pomiędzy tymi zespołami zakończyły się wynikiem 0:0.
  • Lechia nie wygrała 5 ostatnich spotkań ligowych, w 2 ostatnich nie strzeliła gola.
  • Lechia straciła gola w 6 z 7 ostatnich meczów ligowych u siebie.

Trener Stokowiec odniósł się też do kwestii, którą poruszaliśmy w tygodniu. Chodzi oczywiście o stałe fragmenty gry, które - delikatnie rzecz ujmując - nie wychodzą Lechii w tym sezonie. Gdańszczanie mieli 85 rzutów rożnych i ani jeden nie zakończył się strzeleniem gola. Dwa rzuty karne i jeden aut to jedyne stałe fragmenty (w lidze), które przyniosły bramki. - Musimy się uderzyć w pierś, bo jest to coś, co w poprzednim sezonie wywindowało nas na pozycję lidera. W decydujących meczach strzelaliśmy gole po stałych fragmentach, przesądzając o naszym zwycięstwie. W tym sezonie od tego zaczynają się nasze problemy. To są dwie sprawy - po pierwsze musimy poprawić jakość dośrodkowań, po drugie musimy być bardziej agresywni w polu karnym przeciwnika. Próbowaliśmy różnych kombinacji. Może nie było tego widać, ale momentami próbowaliśmy cudów. Nie raz byliśmy blisko, ale liczy się to, co w sieci - podkreśla trener biało-zielonych.

Po powrocie ze zgrupowań reprezentacji w czwartek pierwszy raz z zespołem trenowali Tomasz Makowski, Karol Fila i Lukas Haraslin. Wykluczony jest natomiast występ w sobotę Błażeja Augustyna, który nie zagrał w dwóch poprzednich meczach Lechii. - Jeśli chodzi o Błażeja, to najbliższe tygodnie nie są zbyt optymistyczne. Chrząstka stawowa potrzebuje odbudowy. Nie jest to może groźna kontuzja, natomiast nie możemy go za bardzo obciążać. Dużego pola manewru nie mamy, ale nie traktuję tego jako wymówkę. Tak jest i już - zakończył Stokowiec.

źródło: własne