- Bardzo chcieliśmy wygrać ten mecz, ale nie zawsze chcieć znaczy móc. Pierwsza połowa była bardzo słaba w naszym wykonaniu. Nie wiem czy powodem była presja. Czuliśmy, że bardzo potrzeba nam tego zwycięstwa, ale wyglądało to bardzo topornie. Graliśmy, jakbyśmy pchali autobus pod górę. Bramka dla Cracovii padła po stałym fragmencie gry - to zupełnie wybiło nas z rytmu i nic się nie kleiło - powiedział trener Piotr Stokowiec po remisie z Cracovią (1:1).

- O ile pierwsza bramka podziałała na nas demobilizująco, to w drugiej połowie nie straciliśmy determinacji. To była inna drużyna, która parła do przodu, grała odważnie, dużo ryzykowała. Tak się gra, jak chce się coś osiągnąć. Stworzyliśmy kilka sytuacji, łącznie oddaliśmy piętnaście strzałów, ale za mało było strzałów celnych, brakowało jakości. Myślę, że tych sytuacji było wystarczająco dużo, żeby strzelić jeszcze jedną bramkę. Próbowaliśmy jeszcze dodawać energii zmianami. Wpuściłem na boisko wszystkich, których miałem jeśli chodzi o ofensywę. Na koniec przeszliśmy na dwójkę napastników, a licząc na stały fragment gry czy bramkę po dośrodkowaniu wpuściłem wysokiego Michała Nalepę. Podjęliśmy ryzyko, żeby ten mecz zakończyć wygraną. Nie udało się, ale dążyliśmy do tego do samego końca - powiedział trener Piotr Stokowiec.

Po przerwie gra Lechii wyglądała nieco lepiej. - Rozmowa motywacyjna była też przed meczem, natomiast nie graliśmy z takim polotem, jak powinniśmy. Myślę, że jest to problem, bo również w Płocku po stracie bramki potrzebowaliśmy dziesięciu minut, żeby odmienić losy meczu. Być może jest to w podświadomości, że jak nie ma nic do stracenia, to się idzie na całość, a przy wyrównanym stanie gry gramy zachowawczo. Pewnie, że chcielibyśmy zagrać z taką determinacją również w pierwszej połowie i to jest absolutnie do poprawy, bo jeśli chcemy grać o europejskie puchary, to nie możemy tak przespać pierwszej połowy - przyznał trener Stokowiec.

Biało-zielonym kolejny raz nie grało się łatwo przeciwko zespołowi "Pasów". - Cracovia nas nie zaskoczyła. Wiedzieliśmy, że w ostatnich czterech meczach Cracovia nie straciła bramki i musieliśmy zagrać bezbłędnie w defensywie i wykorzystać tę jedną sytuację, którą będziemy mieli. Wkradła się jednak dekoncentracja i po naszym błędzie Cracovia zdobyła bramkę ze stałego fragmentu gry. Przeciwko Cracovii nie gra się łatwo i wiedzieliśmy, że ten mecz tak będzie wyglądał. Chcieliśmy oskrzydlać nasze akcje, dośrodkowywać, ale pierwsza połowa to zdecydowanie za mało konkretów i za mało sytuacji, które stwarzałyby zagrożenie pod bramką przeciwnika - powiedział szkoleniowiec.

Czy po takim spotkaniu można dostrzec jakiekolwiek pozytywy? - Teraz czujemy przede wszystkim niedosyt, ale sami go sobie sprowokowaliśmy - przez zachowawczą grę. Chęć bicia się o Ligę Konferencji nie może nas paraliżować, a powinna uskrzydlać, tak jak to wyglądało w drugiej połowie. Oczywiście widzę też plusy. Będziemy to dokładnie analizować, ale jestem zły szczególnie na pierwszą połowę w naszym wykonaniu. Była duża szansa, żeby rozstrzygnąć ten mecz na swoją korzyść, ale to na Cracovię było za mało. Pozostaje duży niedosyt i złość, że sami jesteśmy sobie winni - podsumował trener Lechii.

źródło: własne