Arka dwukrotnie prowadziła w Gdańsku, jednak tradycji stało się zadość i ostatecznie to Lechia zgarnęła pełną pulę w derbach Trójmiasta. Trudno się dziwić, że goście byli po końcowym gwizdku mocno niepocieszeni.

- Trudno mi uwierzyć w to, co się stało. To był bardzo trudny mecz, bo pierwszy po przerwie spowodowanej pandemią. Wykonaliśmy w tym czasie ciężką pracę i to było widać. Strzelić trzy bramki na boisku Lechii nie jest łatwe, a my tego dokonaliśmy. Jednak boli mnie to, w jaki sposób traciliśmy bramki. Powinniśmy ten mecz wygrać, dwukrotnie prowadziliśmy, w tym na osiem minut przed końcem. Powinniśmy ten wynik utrzymać, a straciliśmy głupie bramki. Oczywiście to, że strzelamy bramki bardzo mnie cieszy, ale naszą grę w obronie musimy koniecznie poprawić, jeśli chcemy wygrywać. Nie możemy dopuszczać do tylu sytuacji pod swoją bramką i musimy być we własnym polu karnym bezwzględni i zdecydowani - powiedział strzelec dwóch goli Marko Vejinović.

- Nie bardzo rozumiem, co się wydarzyło w końcówce tego meczu. Jestem zły, że tak łatwo traciliśmy gole. W tym meczu mieliśmy wygraną na wyciągnięcie ręki i to dwukrotnie, a za każdym razem traciliśmy gole jak… nie wiem kto. Każda wrzutka z bocznego sektora i był zawsze smród. Nie chcę szukać wymówek tym, że ostatni karny był wątpliwy, ale dla mnie ważne jest, że zagraliśmy dobry mecz, każdy się starał i chciał, dwa razy mieliśmy rywali na widelcu i trochę sami jesteśmy sobie winni - dodał Michał Nalepa (ten z Arki).

- Każdy zostawił serce na boisku, ale też głupie, proste błędy. Nie wiem, co nas zgubiło, czy brak koncentracji czy coś innego. Jakiś promyk nadziei i optymizmu na kolejne mecze na pewno jest. W miarę fajnie wyglądaliśmy, a jeszcze każdy z nas za chwilę złapie rytm meczowy, bo to był pierwszy mecz po dłuższej przerwie, to powinno być dobrze - podsumował Nalepa.

źródło: arka.gdynia.pl / własne