Niekwestionowanym numerem jeden na pozycji prawego obrońcy w Lechii jest Karol Fila. Tym niemniej, za jego plecami toczy się ciekawa rywalizacja pomiędzy nastolatkami - Rafałem Kobryniem i Pawłem Żukiem. Ten drugi uczy się na nowo życia w Polsce, gdyż przez ostatnie lata był zawodnikiem  angielskiego Evertonu.

Na razie można powiedzieć, że rywalizację o miano tego drugiego prawego obrońcy wygrał Rafał Kobryń. To na niego postawił trener Piotr Stokowiec w meczu z Wisłą Kraków, gdy Karol Fila odpoczywał. - Taka jest piłka. Nie byłem ani zaskoczony, ani rozczarowany. Trzeba być gotowym na wszystko, nawet na to, że trzeba siedzieć na ławce - mówi nam Paweł Żuk. - Trzeba być cierpliwym i cały czas ciężko pracować na treningach, by zasłużyć na szansę. Mam nadzieję, że niedługo będę miał okazję zagrać dla Lechii, choć póki co nawet samo siedzenie na ławce podczas meczów PKO Ekstraklasy daje mi dużo. Powoli zbieram doświadczenie - dodał.

Mimo rywalizacji o miejsce na tej samej pozycji atmosfera między całą trójką jest bardzo dobra. - Nie jesteśmy wrogami, normalnie rozmawiamy - uśmiecha się Paweł. - "Kobra" ma auto, więc czasem mnie podwozi. Łączą nas dobre relacje. Jesteśmy jedną drużyną i w naszym interesie jest, by każdy czuł się tu potrzebny. Wzajemnie się wspieramy. Nie ma miejsca na negatywne emocje - podkreśla.

W najbliższy weekend sezon zainauguruje czwarta liga i prawdopodobnie ujrzymy go w sobotnim meczu rezerw Lechii. O godz. 11 biało-zieloni zagrają derbowe spotkanie z drugą drużyną Arki. -  Najpierw pogram dla rezerw. Każdy mecz jest lepszy niż trening. Trzeba utrzymać kondycję, ogrywać się, a nie ma ku temu lepszej okazji niż mecz, nawet w czwartej lidze. Liczę, że pozwoli mi to wkrótce być bliżej pierwszego zespołu - mówi Żuk.

20190620 080 rul 6982

On pochodzi z Gdańska, więc derby, nawet czwartoligowe, wyzwalają dodatkowe emocje. - Każdy mecz jest ważny, ale derby to derby. Jest to wyjątkowe wydarzenie.  Jest większa presja, każdy zawodnik jest bardziej skupiony. Fajnie byłoby zagrać - przyznaje Żuk, który podczas pobytu w Evertonie miał okazję rywalizować z Liverpoolem, więc można powiedzieć, że smak derbów zna. - Jako zespół mocno się wtedy spinaliśmy. Możesz przegrać z każdym, ale nie z Liverpoolem. Wiadomo jak to jest, gdy masz dwa tak duże kluby w jednym mieście. Pamiętam, że dwa lata temu jeden z chłopaków przeszedł z Liverpoolu do Evertonu. Miał tam kolegów ze szkoły, a wiemy jak wygląda rywalizacja kumpli z jednej szkoły. Jeden chce drugiego wkurzyć, sprowokować. Nie ma lekko w takich meczach - zauważa piłkarz Lechii.

Jako dziecko wyjechał z kraju do Anglii, ale nie zapomniał gdzie się wychował. Odwiedzał Gdańsk i był na bieżąco z tym, co się tutaj dzieje. - Przyjeżdżałem na wakacje raz w roku, odwiedzałem czy to babcię, wujka czy ciocię. Zresztą oni mieszkają blisko centrum i pomagają mi, gdy mam jakąś sprawę do załatwienia. Dobrze jest mieć rodzinę, bo samemu byłoby mi na pewno dużo trudniej - mówi Żuk.

źródło: własne