W naszej ocenie na wyższy poziom wzbili się Daniel Łukasik oraz Sławomir Peszko. Jeden trzymał w ryzach środkową strefę boiska, drugi zaś nękał swoimi rajdami defensorów Śląska, czego efektem była zdobyta w drugiej połowie bramka. Oceny w skali 1-10.

Dusan Kuciak (6). Niektórzy twierdzą, że mógł obronić strzał Przemysława Płachety, ale naszym zdaniem nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Słowak błysnął w drugiej połowie broniąc dwa strzały z dalszej odległości.

Karol Fila (5). Solidnie, choć widywaliśmy już lepsze mecze w jego wykonaniu. W obronie bez zarzutów, z przodu nieźle wyglądała współpraca ze Sławomirem Peszką. Nieźle, ale nie rewelacyjnie i tu widzimy pole do poprawy.

Michał Nalepa (5). Nie schodzi poniżej pewnego poziomu i po raz kolejny mieliśmy tego potwierdzenie. Czasami musiał naprawiać błędy kolegów. Niezwykle pewny w swych działaniach.

Błażej Augustyn (5). Duet Nalepa - Augustyn nabiera pewności siebie z meczu na mecz. Do pary środkowych obrońców nie można mieć większych zastrzeżeń. Augustyn był równie pewny, co Nalepa. Gdy miał wybić piłkę, to to robił. Nie szukał kwadratowych jaj, czasami nie bawił się w wykopy, ale wolał po prostu wybić piłkę w aut.

Filip Mladenović (5). Zabrakło mu centymetrów, by zablokować strzał Płachety. Popełnił kilka mniejszych błędów w obronie (czy to w ustawieniu czy po prostu źle zagrał), a standardowo lepiej wiodło mu się na połowie przeciwnika. W pierwszej połowie miał niezłe podanie do Lukasa Haraslina i przede wszystkim mocny strzał z ostrego kąta, natomiast możemy przyczepić się do jakości niektórych dośrodkowań. Serb przyzwyczaił nas, że ma lepiej ułożoną nogę.

Sławomir Peszko (7). Dobrze widzieć, że wraca do formy. Nawet nie chodzi o strzelonego gola (zrobił to wyśmienicie), ale o pracę dla zespołu. Może zaliczył parę niecelnych podań, natomiast nawet w pierwszej połowie, gdy nie do końca wszystko układało się po myśli biało-zielonych, to Peszko miewał dobre fragmenty w ofensywie. Pomagał też Fili w zabezpieczeniu prawej flanki. Grał na pograniczu faulu, agresywnie, ale raczej zgodnie z przepisami.

Daniel Łukasik (7). Przez jakiś czas nie było go w składzie Lechii. Zacisnął zęby, wziął się ostro do pracy i efekty widzimy. Był najlepszym - obok Peszki - zawodnikiem na boisku. Harował za dwóch, odpowiadał nie tylko za destrukcję, ale też rozgrywał piłkę. Przerzucał ją na prawo, na lewo. Bynajmniej nie był hamulcowym. 

Jarosław Kubicki (5). Gdyby nie dwie rażące po oczach straty na własnej połowie, to pewnie ocena byłaby nieco wyższa. Może mówić o szczęściu, że rywale tego nie wykorzystali. Poza tym grał przyzwoicie, robił to, co do niego należy, czyli kasował akcje Śląska w zarodku. Doskakiwał do pressingu, ustawiał kolegów z drużyny. Pokusił się nawet o uderzenie z dalszej odległości, którego jednak przez grzeczność komentować nie będziemy.

Patryk Lipski (1). Nie wiemy co się z nim dzieje, ale nie wygląda to dobrze. Niewidoczny, nieobecny, zagubiony. Trener Piotr Stokowiec i tak miał do niego sporo cierpliwości, że trzymał go na boisku przez 45 minut, bo do zmiany nadawał się dużo wcześniej. W ostatnim czasie mocno obniżył loty. Tak naprawdę pokazał się w tym spotkaniu raz, gdy niecelnie uderzał z narożnika pola karnego. Ma nad czym myśleć, bo to nie pierwszy tak słaby mecz.

Lukas Haraslin (4). Wreszcie zanotował asystę, na co czekał bardzo długo. W meczu ze Śląskiem podjął mnóstwo błędnych decyzji, nie grał dobrze, ale koniec końców dołożył cegiełkę do zdobyczy punktowej. Ocena może byłaby nawet wyższa, gdyby nie fakt, że to on stracił piłkę w akcji bramkowej Śląska. 

Flavio Paixao (4). Mamy problem z oceną Portugalczyka, bo za pierwszą połowę należy mu się jedynka z wykrzyknikiem. Zwalniał każdą akcję, piłka mu odskakiwała na parę metrów. Nie było z niego żadnego pożytku. Tym niemniej, po przerwie mieliśmy miłą odmianę. Już nie było zwalniania akcji, ale przyspieszanie ich grą na jeden kontakt. Do tego próba zaskoczenia bramkarza Śląska strzałem przewrotką. To była znacznie lepsza wersja Flavio i takiego chcemy go oglądać częściej.

Rafał Wolski (6). Pojawił się na boisku w 46. minucie. Dał dobrą zmianę, po jego wejściu gra Lechii się ożywiła. Do pełni szczęścia zabrakło mu centymetrów w doliczonym czasie gry, gdy strzelił potężnie z dystansu, lecz piłka zamiast do siatki trafiła jedynie w poprzeczkę.

Żarko Udovicić i Maciej Gajos - grali zbyt krótko, by ich ocenić.

źródło: własne