Oceniliśmy piłkarzy Lechii za wygrany mecz z ŁKS-em Łódź (3:1). Bohaterami byli rzecz jasna Flavio Paixao (dwie bramki) i Jarosław Kubicki (dwie asysty, kluczowe podanie). Gdyby nie VAR, liczby obu panów byłyby jeszcze lepsze. Oceny w skali 1-10.

Zlatan Alomerović (6). Ciężko ocenić bramkarza po meczu, w którym tak naprawdę nie miał nic do roboty. ŁKS oddał jeden celny strzał i zakończył się on golem, natomiast w tej sytuacji Alomerović nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję. Był jednak cały czas pod grą, czujny na przedpolu. Wychodziły mu szybkie wznowienia gry - po jednym  z takich zagrań padła bramka dla Lechii.

Karol Fila (5). Z powodu kontuzji zagrał tylko 45 minut. Spisał się w tym czasie przyzwoicie.

Michał Nalepa (6). Kolejny dobry mecz w jego wykonaniu, choć raz zagrał tak jak w poprzednim sezonie. Chodzi oczywiście o sytuację z żółtą kartką. Poszedł ostro, na wślizgu, nie kalkulował. 

Mario Maloca (5). Przynajmniej dwa razy poślizgnął się w pozornie niegroźnej sytuacji, przez co ŁKS miał okazje do strzelenia bramki. Źle dobrane obuwie? Brak koncentracji? Ciężko powiedzieć. Poza tym Chorwat prezentował się solidnie na tle łodzian. Dobrze widzieć u niego progres formy.

Filip Mladenović (6). Powinniśmy mu obniżyć ocenę za to, że w głupi sposób otrzymał żółtą kartkę, która wyklucza go z gry w następnej kolejce? Uznaliśmy, że nie, ponieważ - jak sam tłumaczył - sędzia Wojciech Myć ukarał go kartką za słowa "panie sędzio, co sprawdzacie na VAR?". Jeśli za takie coś są kartki, to poziom sędziowania w naszym kraju jest naprawdę niski. To po prostu skandal. Natomiast co do gry Serba - dobrze w obronie, z przodu miał mniej możliwości do wykazania się, gdyż koledzy za bardzo nie chcieli mu podawać. Denerwował się, bo jeśli po 60-metrowym sprincie nie dostaniesz podania, masz do tego pełne prawo.

Sławomir Peszko (6). Dobry mecz Sławka. Wreszcie dopisał do swojego dorobku asystę (jak sam tłumaczył - chciał odgrywać na dalszy słupek, to nie był nieudany strzał!). Szarpnął parę razy, natomiast pudło z pierwszej połowy... oj, to trzeba lepiej uderzyć.

Jarosław Kubicki (8). Bez wątpienia gracz meczu. Nie dowierzaliśmy po jego kolejnych podaniach. Zamienił nam się Jarek w Lukę Modricia, zanotował dwie fantastyczne asysty i kluczowe podanie przy pierwszej bramce, a przecież VAR "zabrał" mu jeszcze cyferki przy dwóch kolejnych golach. Szczerze mówiąc, nie znaliśmy go od tej strony. Nie można też zapomnieć o dobrze wykonanej pracy w defensywie.

Daniel Łukasik (5). Wiadomo, nie wspiął się na poziom Kubickiego, ale o to było bardzo trudno. Tym razem to jemu przypadła rola tego harującego (dwanaście odbiorów). Często nie dostrzegamy takich rzeczy, a powinno się. Nie rzucał się w oczy w tym spotkaniu, co nie znaczy, że zagrał słabo.

Rafał Wolski (6). Szkoda, że VAR nie uznał mu gola na 4:1, bo przydałoby mu się wreszcie trafienie w lidze. Nie zagrał w tym meczu jakoś wybitnie, natomiast parę razy pokazał, że posiada wysokie umiejętności. Miewał tzw. przebłyski.

Lukas Haraslin (6). Pokręcił trochę obrońcami ŁKS-u. W końcu się przełamał, strzelając bramkę na 1:1. Zrehabilitował się tym za nieudany strzał z początku meczu. Oby był to dobry prognostyk przed kolejnymi meczami w tym roku. Aha, jeszcze jedno. Nie sposób nie zwrócić uwagi na świetną pracę w defensywie. Często wracał się na własną połowę, atakował wślizgami, by uniknąć autu czy rzutu rożnego, za co dostał brawa od kibiców.

Flavio Paixao (8). Gdyby nie było w tym meczu VAR-u, Portugalczyk miałby hat tricka i możliwość strzelenia kolejnego gola z rzutu karnego. Skończyło się na dwóch uznanych trafieniach, co i tak czyni Portugalczyka najskuteczniejszym w historii polskiej ligi obcokrajowcem. Dość nieoczekiwanie Flavio dostał szansę gry od 1. minuty kosztem Artura Sobiecha i trzeba podkreślić, że szansę tę w stu proc. wykorzystał. A zachowanie przy golu na 3:1 - klasowe. Zero podpalania się, spokojny lob.

***

Tomasz Makowski (4). Z konieczności znów musiał zagrać na prawej obronie. Już w pierwszej akcji fatalnie "machnął się" przy własnym polu karnym. Był dość niepewny po wejściu na boisko. Miał parę udanych zagrań, zanotował też kilka takich, które nie powinny zdarzać się na poziomie PKO Ekstraklasy. 

Artur Sobiech i Jakub Arak - grali zbyt krótko, by ich ocenić.

źródło: własne