Dusan Kuciak (6). Solidnie. Co miał obronić, to obronił. Przy golu był oczywiście bez jakichkolwiek szans.

Karol Fila (6). Dobry mecz, Zwłaszcza w pierwszej połowie, gdy grał po profesorsku. Był niezwykle groźny w ofensywie, bardzo często podłączał się do akcji. Pokusił się nawet o uderzenie, choć gdyby zachował w tej sytuacji trochę więcej spokoju, pewnie mógłby lepiej pocelować. 

Michał Nalepa (7). Prawdopodobnie najlepszy zawodnik Lechii w tym meczu, co najlepiej świadczy o tym, jak to spotkanie wyglądało. Niezwykle pewny w defensywie, agresywny przy odbiorach, ale grający fair. Jego interwencje były bardzo ofiarne, parę razy na wślizgu, w ostatniej chwili. 

Błażej Augustyn (6). Może nie był tak widoczny jak jego partner ze środka obrony, ale on również może chodzić z podniesioną głową po tym meczu. Sprawił, że napastnik Jagiellonii (Patryk Klimala) praktycznie sobie nie pograł. Fizycznie był miażdżony, do tego łatwo czytany. Ciężko się do czegoś przyczepić.

Filip Mladenović (5). Zacznijmy od miłych rzeczy, czyli do asysty (choć po sporym rykoszecie). Parę razy widzieliśmy go w ofensywie, choć nie zawsze był wykorzystywany przez kolegów. Pamiętamy kilkudziesięciometrowy rajd, po którym nie doczekał się podania od Flavio Paixao. Generalnie grał przyzwoicie, natomiast nie może dostać wysokiej oceny za sytuację z 74. minuty, gdy nie umiał wybić piłki z własnego pola karnego, nastrzelił rywala i mieliśmy gola na 1:1. Serb nie ponosi oczywiście całej winy za tę bramkę, gdyż Flavio zagrywał bardzo nieodpowiedzialnie.

Flavio Paixao (1). Tylko trener Piotr Stokowiec wie dlaczego Flavio wytrwał na boisku przez pełne 90 minut. Był tragiczny, nic mu nie wychodziło, podejmował same złe decyzje, zwalniał grę, podawał nie w tempo. To był prawdopodobnie najgorszy mecz Portugalczyka od momentu, gdy przyszedł do Lechii. Podsumowaniem jego występu była wspomniana sytuacja, po której Lechia straciła gola. Tak doświadczony piłkarz nie może zagrywać tak lekkomyślnie.

Jarosław Kubicki (6). Ten mecz pokazał jak ważny jest to piłkarz dla Lechii. Był w pressingu, bronił, rozgrywał. Był w zasadzie wszędzie. Szkoda, że Artur Sobiech był na spalonym, bo Kubicki miałby bardzo ładną asystę. Parę dni temu wspominał, że cały czas się rozwija - w poniedziałek to potwierdził. Kilka razy zagrał takie prostopadłe podania, których nikt by się nie spodziewał.

Tomasz Makowski (5). Grał na bardzo dużym ryzyku. Nie był zbyt pewny. Nie napiszemy, że coś zawalił, bo tak nie było, ale mieliśmy wiele sytuacji stykowych po jego zawahaniu. Podobno słynie z tego, że dobrze czyta grę i antycypuje zachowania przeciwnika. Teraz to rywale bardzo dobrze go czytali. Zdarzały mu się bardzo proste pomyłki w takich błahych sytuacjach, jak przyjęcie piłki, osłona jej czy kierunkowe przyjęcie - to też czasami szwankowało.

Patryk Lipski (2). Z czego go zapamiętamy? Z bardzo anemicznego strzału w pierwszej połowie. Potem zniknął. Przepadł. Grał jak nie on. Zamiast wychodzić po piłkę, on wchodził w linię z napastnikami, przez co w środkowej strefie mieliśmy nie tyle dziurę, co ogromny krater. Jeden ze słabszych meczów Lipskiego w Lechii.

Sławomir Peszko (5). Póki miał siły, grał dobrze. Może bez jakiegoś szału, ale robił więcej dobrego niż złego. Widać po nim jednak, że jeszcze nie jest w topowej formie, bo czasami brakuje mu dobrej decyzji, może nawet pewności siebie. Peszko w formie wziąłby piłkę, minął na szybkości jednego czy dwóch rywali i oddał strzał. A on cały czas szukał podania, nawet gdy miał dobrą sytuację do strzału.

Artur Sobiech (6). Był tam, gdzie być powinien, dzięki czemu strzelił gola na 1:0. Po chwili trafił po raz drugi (ładnie położył bramkarza i strzelił do "pustaka"), ale był na spalonym. Pracował dla zespołu, choć głównie w pierwszej połowie. Po przerwie, z uwagi na przyjętą taktykę przez sztab, było go mniej. Odcięty od podań, błąkający się po murawie.

***

Maciej Gajos (5). Wszedł na boisko w trudnym momencie. Nie napiszemy, że dał złą zmianę. Po prostu wtedy Lechia bardzo głęboko się broniła, a większość podań ze strefy obronnej była z pominięciem drugiej linii - czyli zagranie na tzw. lagę. 

Daniel Łukasik i Rafał Wolski - grali zbyt krótko, by ich ocenić.

źródło: własne