Jeśli rozgrywki PKO Ekstraklasy zostaną wznowione (mówi się o ostatnim weekendzie maja), zespoły wejdą do gry z marszu, mając za sobą jedynie treningi oraz gierki wewnętrzne. Nie będzie bowiem możliwości rozgrywania sparingów.

Wszystko oczywiście po to, by ograniczyć do minimum ryzyko związane z zarażeniem się koronawirusem. Mocniejsze kadrowo zespoły nie powinny mieć z tym dużego problemu, bo jednak trenerzy mają po dwóch równorzędnych zawodników na każdej pozycji i gierka wewnętrzna niekiedy będzie lepsza niż spotkanie kontrolne z niżej notowanym przeciwnikiem. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że nie każdy klub ma ten komfort.

***

Podczas ostatniej konferencji prasowej premiera Mateusza Morawieckiego padło stwierdzenie, że w maseczkach chodzić będziemy aż do wynalezienia szczepionki. Nie wiadomo jednak jak długo przyjdzie nam na nią czekać. Być może pół roku, a nawet rok. O ile maseczki w codziennym życiu raczej nie przeszkadzają, o tyle w przypadku futbolu rodzi to szereg pytań.

Przede wszystkim padają absurdalne teorie i pytania czy piłkarze będą grać mecze w maseczkach. Oczywiście, że nie, bo przecież zakrywanie twarzy podczas wysiłku fizycznego utrudnia oddychanie. Nie ma możliwości, żeby grać spotkanie ligowe na pełnej intensywności w kawałkiem materiału na twarzy. Zresztą to tyczy się również treningów, gier wewnętrznych.

Słyszymy, że o ile piłkarze nie będą grać w maseczkach, o tyle cała obsługa meczu będzie do tego zobligowana. Chłopcy do podawania piłek, realizatorzy transmisji telewizyjnych, sędziowie (oczywiście tylko podczas odpraw z zawodnikami i delegatem). 

Będzie to dziwne, takie... niecodzienne, natomiast trzeba sobie uzmysłowić, że jeszcze przez długi czas świat (w tym futbolu) nie wróci do normalności.

źródło: własne