Jedną z dwóch bramek w meczu z Lechem Poznań (2:1) zdobył środkowy obrońca Michał Nalepa, który był w polu karnym i czekał na piłkę niczym rasowy napastnik. - Czułem, że będzie jeszcze jedno dośrodkowanie, dlatego zostałem w polu karnym. I nie żałuję - podkreśla Nalepa.

Przypomnijmy, że najpierw dośrodkowywał Żarko Udovicić, następnie poprawił Filip Mladenović, a Michał Nalepa uderzył w stylu Zlatana Ibrahimovicia, nie dając żadnych szans na skuteczną interwencję bramkarzowi. - Podpatruję naszych napastników, którzy też mają za zadanie wyprzedzać obrońców i kończyć akcje w ten sposób. Na treningach nie zawsze chcemy, żeby dogrywali nam na głowę. Zdarza się, że czasem trzeba uderzyć piłkę nogą, więc ten element też ćwiczymy. Nie tylko stałe fragmenty, ale też te wtórne dośrodkowania. Nie można zaspać w takiej sytuacji. Uczymy się na własnych błędach, bo w poprzednim sezonie w podobny sposób traciliśmy gole - powiedział Nalepa.

Na przerwę biało-zieloni schodzili jednak tylko z jednobramkowym prowadzeniem. Powinno być znacznie wyżej, jednak w końcówce pierwszej połowy gapiostwo defensywy wykorzystali piłkarze Lecha. - Ja byłem poddenerwowany, bo taka bramka w 45. minucie nie jest zbyt budująca. Na szczęście w szatni trener to uspokoił, powiedział że nic złego się nie stało, dalej prowadzimy i jesteśmy na dobrej drodze, by odnieść zwycięstwo - zdradził obrońca Lechii.

W kolejnym meczu Lechia nie potrafi zagrać na zero z tyłu. - Nie możemy popadać ze skrajności w skrajność, bo my wcale dużo tych bramek nie tracimy. Jesteśmy w czołówce pod tym względem. Nie jest to nawet jedna bramka stracona na mecz, zatem i tak jest dobrze - dodał.

źródło: własne