Piotr Stokowiec nie został zwolniony z Lechii po kompromitującej porażce z Puszczą Niepołomice. On sam przekonuje, że będzie potrafił wyciągnąć zespół z kryzysu i jest gotów dalej pracować. Ma poprowadzić gdańszczan w sobotnim starciu z Rakowem Częstochowa. 

A co dalej?

Po meczu z Puszczą w gabinetach prezesów Lechii było gorąco. Trochę popytaliśmy tu i tam i w pewnym momencie wydawało nam się, że trener Stokowiec może nawet nie doczekać sobotniego meczu z Rakowem, ale ostatecznie nie zdecydowano się na nerwowe ruchy pod wpływem emocji. 

Próbowaliśmy skontaktować się z prezesem Adamem Mandziarą, natomiast po meczu w Sosnowcu był na paru spotkaniach. Jakiego charakteru były to spotkania? Możemy tylko się domyślać.

Żeby nie było. Bardzo szanujemy dokonania trenera Stokowca. Trzecie miejsce w lidze, zdobyty Puchar Polski, Superpuchar, powrót do europejskich pucharów (nawet jeśli były to eliminacje i tylko jedna runda). Tego nikt nigdy mu nie zapomni.

Natomiast na obecną Lechię zwyczajnie nie da się patrzeć.

Krwawią oczy. Bolą zęby.

Biało-zieloni grają fatalnie. Nie widać żadnego pomysłu, a mecz w Sosnowcu był tylko potwierdzeniem, że zmierza to w złym kierunku.

Lechia jest jednowymiarowa. Łatwa do rozszyfrowania. Trener Stokowiec na każdym kroku podkreśla, że jego drużyny od zawsze grały skrzydłami. No więc wczoraj każda akcja była pchana bokiem boiska. Podania między środkowymi obrońcami, później zagranie do boku i wrzutka. A czy to było przy linii końcowej, czy pięćdziesiąt metrów dalej? Bez znaczenia. Dośrodkowanie i koniec. Jak możecie się domyślić, nic z tego nie wynikało. Puszcza zamknęła boczne sektory, bo wiedziała że środkiem Lechia nic nie zrobi. I nie zrobiła. Taktycznie trener Puszczy rozegrał to spotkanie perfekcyjnie.

Nie będzie więc trzeciego z rzędu finału.

Zresztą, zejdźmy na ziemię. Jakiego finału? Trzeba zdecydowanie skupić się na lidze, bo i tu sytuacja wygląda - nazwijmy to łagodnie - mało korzystnie. Obecnie Lechia ma sześć punktów przewagi nad ostatnią w tabeli Stalą Mielec, która ma jednak jedno spotkanie zaległe. W najbliższej kolejce biało-zieloni grają na wyjeździe z Rakowem i - wyobraźcie sobie - no, nie będą faworytem. Każdy inny wynik niż pewne zwycięstwo Rakowa będzie sporą niespodzianką. 

Lada moment może się okazać, że Lechia będzie poważnie zagrożona spadkiem, czego przed sezonem nikt w Gdańsku nie zakładał nawet w najczarniejszych scenariuszach. A trudno nam w tym momencie wskazać gorzej grający zespół.

Trzeba wstrząsu. Jakiegoś impulsu, który pozwoli wydostać się z dołka.

Czy w przypadku porażki w sobotę z pracą może pożegnać się trener Stokowiec? Niczego nie można wykluczyć. Oczywiście nie życzymy mu porażki, bo ostatni mecz w 2020 roku z Cracovią pokazał, że Lechia jest w stanie sprawić niespodziankę (a kto w tej lidze nie jest?), natomiast jeśli dojdzie do niepowodzenia, to jest spore prawdopodobieństwo, że trener będzie mógł zacząć pakować walizki.

Krzesło, na którym siedzi, jest obecnie bardzo gorące.