Mateusz Bąk większość okresu przygotowawczego stracił z powodu złamania kości jarzmowej, jednak nie poddaje się w walce o miejsce w bramce Lechii czytamy na trojmiasto.sport.pl.

Bąk doznał kontuzji w czwartek 26 czerwca podczas treningu. - Takich rzeczy nie da się przewidzieć, to była zwykła sytuacja treningowa. Rzuciłem się pod nogi Marcina Pietrowskiego, przypadkowo dostałem kolanem w twarz, od razu zrobiło się wgłębienie - wspomina feralny moment bramkarz Lechii. - Na początku trochę pobolało, ale już po trzech dniach przeszedłem zabieg, a w środę dołączyłem do chłopaków na zgrupowaniu w Grodziska, żeby być razem z nimi i żeby nie stracić za dużo z formy fizycznej. O bronieniu nie było mowy - raz że założono mi szwy, a dwa wszczepiono tytanową płytkę. Kiedy po tygodniu zdjęto szwy, od razu pojechałem do Kolonii, gdzie w ciągu dwóch dni wykonano specjalną maskę. Na 100 procent trenuję dopiero od czwartku, ale jakby nie patrzeć straciłem dwa tygodnie - podkreśla Bąk w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.

We wtorek wystąpił w sparingu rezerw Lechii (oprócz Bąka wzmocnionych jeszcze Danielem Łukasikiem oraz Mateuszem Możdżeniem) z reprezentacją związku zawodowego profesjonalnych piłkarzy z Hiszpanii AFE.

- To był mój pierwszy mecz od 30 maja, czyli od kończącego poprzedni sezon spotkania z Górnikiem Zabrze. Minęło półtora miesiąca, więc przez pierwsze kilka minut można powiedzieć, że "grałem bez mapy". Po pierwszej udanej interwencji złapałem rytm i wszedłem do gry. W masce oczywiście nie czuję się w pełni komfortowo, ale jest ona dopasowana z odlewu gipsowego mojej twarzy, zrobiona "na miarę", więc nie jest najgorzej. Myślę, że będę w niej musiał grać i trenować jeszcze przez jakieś cztery tygodnie - tłumaczy bramkarz Lechii.

W tej sytuacji bramkarzem, który rozpocznie sezon w gdańskiej bramce jest pozyskany z Piasta Gliwice Dariusz Trela. Jednak Bąk nie ma zamiaru poddawać się w walce o miejsce w pierwszej jedenastce.

- To jest wasza rola, dziennikarzy, żeby pisać kto jest nr. 1, a kto nie. Rywalizacji z Darkiem Trelą praktycznie nie było, nie zagrałem w żadnym sparingu pierwszego zespołu, a na poważnie trenuję dopiero od kilku dni. W piłce wszystko szybko się zmienia i moja rola jest taka, żeby na treningach pokazywać tę samą wartość co w zeszłym sezonie, a bronić potrafię. Spokojnie czekam na dalszy rozwój wypadków, z dużą pokorą, ale i wielkimi ambicjami - podkreśla Bąk, który poprzedni sezon kończył jako kapitan zespołu. Pod jego nieobecność w trakcie meczów sparingowych rolę tę pełnił Rafał Janicki.

- Rafał grał z opaską, ale póki co nie ma chyba oficjalnie wybranego kapitana. Przynajmniej do tej pory trener tego nie ogłosił, nie było też wyboru rady drużyny. Jak będzie w przyszłości nie wiem, póki co kapitanem jest Rafał, a my z "Wisienką" [Piotr Wiśniewski] staramy się trzymać to wszystko w ryzach. Jesteśmy najbardziej doświadczonymi zawodnikami i obok Marcina Pietrowskiego najdłużej związanymi z Lechią, taka jest więc nasza rola. Jeśli tylko jakiś młody zawodnik ma jakieś pytanie czy poprosi o pomoc, zawsze jesteśmy do dyspozycji. W zespole zostało bardzo mało tutejszych piłkarzy lub zawodników od dawna związanych z klubem, ale jest kilku młodych chłopaków z gdańską tożsamością i mam nadzieję, że oni się przebiją wyżej. A my, czyli ci starsi, nie damy się stąd wyrzucić - z uśmiechem mówi Bąk.

W Lechii dokonała się latem rzadko spotykana rewolucja, do zespołu dołączyło aż 13 nowych zawodników, mniej więcej tylu samo pożegnało się z klubem. Czy jest szansa, aby tak zmieniony zespół od początku imponował formą i co najważniejsze wygrywał?

- Od tego jest sztab szkoleniowy, żeby to wszystko poukładać. Przy tylu nowych twarzach jest także taka poboczna rola dla nas piłkarzy, żeby to wszystko szybko poskładać w jedną całość. Myślę, że ten zespół jeśli chodzi i siłę mentalną, taką wspólnotę, będzie się wzmacniał z każdym tygodniem. A każda porażka, która nie jest oczywiście chętnie widziana, będzie nas wzmacniać jeszcze bardziej. W szatni jest coraz głośniej, gadamy, żartujemy. Spotykamy się praktycznie codziennie, spędzamy razem dwie, trzy czy nawet więcej godzin, więc jest coraz lepiej. Trzeba ze sobą rozmawiać, a przede wszystkim trzeba się śmiać, bo humor w życiu jest potrzebny - zaznacza "Bączek" i dodaje:

- Wszyscy mówią, że potrzebujemy czasu, ale jakość zespołu jest na tyle duża, że może tego czasu w ogóle nie będziemy potrzebować. Piłka jest nieprzewidywalna, mogło być tak, że przy małych zmianach potrzebowalibyśmy czterech miesięcy, żeby zaskoczyć, a być może przy 13 nowych zawodnikach i od pierwszego meczu będzie to wyglądało bardzo dobrze - zauważa bramkarz Lechii.

Czy zatem można otwarcie powiedzieć, że Lechia walczy o mistrzostwo Polski? - Nie chcę mówić otwartym tekstem: "tak gramy o mistrza!" Naszym celem jest awans do europejskich pucharów, a takowy można wywalczyć zarówno zajmując miejsce 3., 2., jak i 1. Więc w tych "widełkach" zawiera się też mistrzostwo - tłumaczy Bąk.

Na inaugurację sezonu Lechia zmierzy się na wyjeździe z Jagiellonią Białystok. - Oba zespoły mocno się zmieniły, Jagiellonia też dokonała sporo transferów. Wiadomo, że będzie dodatkowy smaczek związany z osobami trenera Probierza, jego asystenta Krzyśka Brede, Sebastiana Madery czy Patryka Tuszyńskiego. Na pewno czeka nas ciężki mecz, ale będzie ciekawie - podsumowuje bramkarz Lechii.

Źródło: trojmiasto.sport.pl