- Byliśmy przygotowani na 120 minut rywalizacji, ale na konkurs rzutów karnych również. Podczas ostatnich treningów trenowaliśmy "jedenastki" - powiedział Maciej Gajos po wygranej z Lechem Poznań w półfinale Pucharu Polski.

Nie ma co ukrywać, Lech był stroną przeważającą w tym meczu. Trener Piotr Stokowiec pokusił się nawet o stwierdzenie, że to gospodarze byli lepsi, ale w futbolu nie zawsze wygrywa lepszy. - Nie mogliśmy się za bardzo otworzyć. Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu lepsza od drugiej. Mieliśmy swoje sytuacje. Zrealizowaliśmy swój plan - przyznał Maciej Gajos.

Ostatecznie po 90, jak i 120 minutach na tablicy wyników widniał remis 1:1. Wszystko rozstrzygnęło się w rzutach karnych, które lepiej wykonywali biało-zieloni, choć w pewnym momencie Lechowi brakowało niewiele, by to on znalazł się w finale Pucharu Polski. Doskonale w bramce Lechii spisał się jednak Zlatan Alomerović. - Wiedzieliśmy, że Zlatan dobrze broni rzuty karne i w Poznaniu to potwierdził. Dopóki piłka nie była w siatce, to cały czas wierzyliśmy w końcowy sukces - powiedział Gajos.

Dla pomocnika Lechii był to szczególny mecz, wszak w przeszłości przez cztery sezony był piłkarzem klubu z Poznania. - Spędziłem w Poznaniu cztery lata i mecz przeciwko Lechowi zawsze niesie za sobą dreszczyk emocji. To nie jest tak, że byłem tu na chwilę. Przez te cztery lata człowiek się przyzwyczaja do życia w Poznaniu, do tego klubu. Teraz jestem jednak piłkarzem Lechii, ale zawsze z szacunkiem tu przyjeżdżam - podsumował Gajos.

źródło: Polsat Sport / własne