Bohaterem wtorkowego spotkania został Łukasz Zwoliński, strzelec jedynego gola dla Lechii. W 64. minucie "Zwolak" podszedł do rzutu karnego i pewnym strzałem pokonał bramkarza Olimpii Grudziądz. Po meczu nie był jednak w pełni zadowolony, ponieważ spokojnie mógł pokusić się o strzelenie przynajmniej jednej bramki więcej.

Łukasz Zwoliński zagrał pełne 90 minut, a czekał na to bardzo długo. Po raz ostatni znalazł się w wyjściowym składzie Lechii 29 sierpnia w przegranym meczu z Rakowem Częstochowa (1:3). Od tamtej pory na boisko wchodził na boisko tylko jako zmiennik. I choć w wielu spotkaniach dawał pozytywne impulsy drużynie, to jednak nie mógł przebić się do jedenastki. 

- Rzeczywiście, ponad dwa miesiące czekałem na mecz w wyjściowym składzie Lechii. Cieszę się, że w końcu to nastąpiło. Byłem wyznaczony do rzutu karnego, podszedłem do piłki pewny siebie i strzeliłem. Wygraliśmy i awansowaliśmy do kolejnej rundy, co było w tym wszystkim najistotniejsze - mówił nam zaraz po meczu napastnik biało-zielonych.

W Grudziądzu strzelił jednego gola, ale tak na dobrą sprawę mógł pokusić się nawet o hat tricka. Niestety nie udało mu się wykorzystać świetnego podania Conrado (zabrakło centymetrów), a w samej końcówce jego mocny strzał obronił bramkarz Olimpii.

- Czuję niedosyt, bo mogłem skończyć ten mecz z minimum jedną bramką więcej. Żałuję szczególnie tej drugiej sytuacji, gdy Jarek Kubicki bardzo fajnie mi podał. Szkoda, bo jestem głodny bramek. Chcę ich strzelać jak najwięcej i mam nadzieję, że w kolejnych meczach takie okazję będę wykorzystywał - przyznał Zwoliński.

20201117 059 rul 7432 

Mimo iż Lechia gra w PKO Ekstraklasie, a Olimpia na co dzień występuje w rozgrywkach drugiej ligi, to na boisku nie było widać tych różnic. Oczywiście biało-zieloni mieli optyczną przewagę, dłużej utrzymywali się przy piłce, ale wtorkowy mecz nie był dla nich spacerkiem. Gdańszczanie musieli się mocno napracować, by wywieźć z Grudziądza korzystny rezultat.

- Już nie raz widzieliśmy niespodzianki w Pucharze Polski. Nie jest tak, że jak Lechia przyjeżdża do zespołu z niższej ligi, to rywal się położy na murawie. Jest wręcz trudniej. Dopóki utrzymuje się wynik 0:0, to tego typu przeciwnik czuje swoją szansę. Dla nich jest to mecz sezonu. Olimpia miała swoje sytuacje. Postawili nam trudne warunki. Była po prostu kwestia strzelenia tej jednej bramki. Szkoda, że zdobyliśmy ją tak późno, bo z pewnością grałoby nam się łatwiej - kontynuował "Zwolak".

Należy pamiętać, że dla Lechii był to pierwszy mecz od trzech tygodni.

- Mimo iż byliśmy na kwarantannie, to cały czas trenowaliśmy. Nasz sztab spisał się bardzo dobrze. Dostaliśmy do domu rowerki stacjonarne, potem mieliśmy zajęcia w małych grupach. Po wielu zespołach widać, że nie jest łatwo wrócić do gry po takiej przerwie, szczególnie gdy ma się rozbity zespół i jedni trenują, a drudzy nie. Trener nie miał do dyspozycji wszystkich piłkarzy. Mecz w Grudziądzu był jedną wielką niewiadomą. Nikt nie wiedział jak to będzie wyglądać. Tym bardziej cieszymy się z wygranej - podsumował napastnik Lechii.

źródło: własne