W sobotnim meczu z Piastem Gliwice jako ten najbardziej wysunięty napastnik zagrał Lukas Haraslin. Była to dość zaskakująca decyzja trenera Piotra Stokowca, bo Słowak po raz ostatni grał na tej pozycji w drużynach młodzieżowych.

- To był plan konkretnie na to spotkanie - powiedział trener Piotr Stokowiec.

Trudno powiedzieć czy plan wypalił, gdyż Lukas Haraslin nie należał do najlepszych zawodników tego meczu. Lechia wygrała, to fakt, natomiast Słowak poza zmarnowaniem jednej bardzo dobrej sytuacji raczej nie wyróżnił się niczym szczególnym. - Widziałem, że obrońca czeka aż pójdę na prawą nogę. Dlatego chciałem pójść w drugą stronę. Niestety za bardzo się wyrzuciłem do boku i musiałem strzelać z ostrego kąta. Jestem coraz bliżej strzelenia gola i mam nadzieję, że już w kolejnym meczu trafię do siatki - przyznał Haraslin, który w Gliwicach zagrał jako napastnik.

- Jest to trochę inna pozycja niż na boku pomocy, ale nie była to dla mnie nowość. Grałem na "dziewiątce" w drużynach młodzieżowych. Jestem zawodnikiem ofensywnym i nie ma dla mnie żadnej różnicy czy jest to na środku ataku czy na boku. Nie było łatwo walczyć z Urosem Korunem, bo jest wyższy i dobrze zbudowany. Moim zdaniem było wybieganie za plecy obrońców - podsumował skrzydłowy Lechii.

źródło: własne