Zamknęło się okienko transferowe dla polskich klubów. Lechia nie poszalała na rynku tego lata. Biało-zieloni nie przeprowadzili w zasadzie żadnego transferu, bo jednak pozyskanie Bartosza Kopacza z Zagłębia Lubin było wiadome parę miesięcy wcześniej, z kolei Kenny Saief nie jest nikim nowym. W dodatku mówimy o ruchu bezgotówkowym.

Tylko wyjątkowo naiwni kibice mogli oczekiwać, ze Lechia zdecyduje się na jakiś transfer. Wiadomo przecież nie od dziś, że w Gdańsku każdą złotówkę ogląda się po pięć razy. Ewentualnie czekano na jakąś okazję, na tzw. liście życzeń było parę nazwisk, natomiast rzeczona okazja się nie pojawiła. 

Latem do Lechii przyszli więc tylko Bartosz Kopacz (wolny transfer), Mateusz Sopoćko (powrót z wypożyczenia) i na stałe włączony do pierwszej drużyny Mateusz Żukowski (wcześniej rezerwy). Kenny Saief to osobna historia, ale on był w Lechii już w poprzednim sezonie, więc nie traktujemy tego jako kolejny transfer.

Spójrzmy jednak realnie na całą sytuację. Czy Lechia potrzebowała transferów? Raczej nie. Kadra wydaje się kompletna, trener Piotr Stokowiec nie narzeka na braki na poszczególnych pozycjach.

Być może przydałby się kolejny lewy obrońca (na wypadek - odpukać - jakiegoś urazu Rafała Pietrzaka), choć w razie potrzeby zawsze można przestawić na tę pozycję Żarko Udovicicia (ostatnio nieźle wyglądał w drugiej drużynie). Są też zdolni młodzi zawodnicy, którzy cały czas czekają na swoją szansę. Pierwszy przykład z brzegu - Karol Landowski, choć skrzydłowy, to jednak przyzwoicie radzi sobie również na boku defensywy.

Pozostałe pozycje są natomiast dobrze obsadzone. Byłoby z tym gorzej, gdyby wczoraj odszedł Karol Fila, lecz finalnie Lechia nie dogadała się z belgijskim KAA Gent odnośnie transferu. Zdaniem dziennikarza Tomasza Włodarczyka temat może powrócić zimą, zatem gdańszczanie muszą rozejrzeć się za prawym obrońcą. Co prawda w kadrze zespołu jest Rafał Kobryń, natomiast cały czas mówimy o zawodniku mniej ogranym na poziomie PKO Ekstraklasy. A poza tym, jeśli śledzicie mecze rezerw, to Rafał dużo korzystniej w ostatnich tygodniach prezentował się na środku obrony.

Defensywa była głównym problemem Lechii na początku obecnego sezonu. Daleki od optymalnej formy jest bowiem Mario Maloca, a pojedyncze wpadki zdarzały się wspomnianemu Kopaczowi i Michałowi Nalepie. Na szczęście do zdrowia wrócił już Kristers Tobers i po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Łotwy będzie do dyspozycji sztabu szkoleniowego, co zwiększy rywalizację na środku defensywy (choć nie zapominajmy, że Tobers jest nominalnym defensywnym pomocnikiem). 

Jak widzicie, nawet nie poruszamy tu kwestii pomocników, skrzydłowych czy napastników, ponieważ pozycje te nie wymagały wzmocnień. Dlatego też nie oceniamy negatywnie bierności Lechii podczas letniego okienka transferowego. Bo jaki sens miałoby robienie transferów na siłę, żeby tylko powiększyć kadrę i narazić się na niepotrzebne wydatki? Spodziewamy się natomiast, że zimą będzie działo się dużo więcej.

źródło: własne