Jan Biegański czy Tomasz Makowski? Na którego z nich postawi trener Piotr Stokowiec w piątkowym meczu z Wartą Poznań? Zmiany w składzie będą na pewno. I to z kilku powodów. Przede wszystkim za cztery żółte kartki pauzuje Jakub Kałuziński, a poza tym roszady są konieczne, biorąc pod uwagę jak wyglądała gra biało-zielonych w ostatnim spotkaniu z Jagiellonią Białystok.

Nie siedzimy w głowie trenera i nie wiemy na jaki wariant się zdecyduje, ale słuchając dzisiejszej konferencji prasowej można było odnieść wrażenie, że zdecydowanie bliżej składu jest Tomasz Makowski. Jan Biegański, który zadebiutował przed tygodniem (wszedł w końcówce) byłby swego rodzaju powiewem świeżości, ale czy to jest już odpowiedni moment, by dać mu szansę od 1. minuty?

- Cieszę się, że wraca Tomek Makowski. Ostatnio zadebiutował w meczu o punkty Janek Biegański. To również młody i obiecujący zawodnik, który jeszcze przez trzy lata będzie miał status młodzieżowca. Liczę, że pójdzie śladami Tomka Makowskiego i szybko wywalczy sobie miejsce w pierwszym składzie. Nie jest powiedziane, że obaj nie zameldują się na boisku. Ja się cieszę z takich zawodników, bo Jankowi dużo nie brakuje, żeby grać tutaj regularnie. Ten przeskok między pierwszą ligą i Ekstraklasą nie jest łatwy, ale on pokazuje na treningach, że mu zależy i wygląda to coraz lepiej. Już jego wejście w ostatnim meczu pokazuje, że widzę w nim potencjał, a Tomek wywalczył już sobie miejsce i jest zawodnikiem ekstraklasowym pełną gębą. Oby więcej takich zawodników było u nas w kadrze - powiedział trener Piotr Stokowiec.

Raczej nie spodziewamy się, że od początku zobaczymy ich obu na boisku. Wprawdzie w Gdańsku dużo się mówi o młodzieży i generalnie o stawianiu na młodych zawodników, natomiast jeśli spojrzy się na liczby, to już tak kolorowo nie jest. Lechia jest na PRZEDOSTATNIM miejscu, biorąc pod uwagę liczbę minut rozegranych przez piłkarzy z rocznika 1999 i młodszych. Gorzej w tym względzie wypada jedynie Piast Gliwice.

- Nie chcemy robić sztuki dla sztuki. Były mecze, kiedy grało dwóch lub trzech młodzieżowców, ostatnio najczęściej gra jeden, ale tu musimy stawiać nie na ilość, a na jakość. Młodzi zawodnicy muszą grać nie dlatego, że są młodzi, tylko dlatego, że są wystarczająco dobrzy. Ja chętnie stawiam na młodych zawodników, natomiast to oni muszą mi pokazać, że są gotowi do wykorzystania danej szansy. Odkąd jestem w Lechii mamy dobrą tradycję stawiania na młodych, bo od początku postawiliśmy na Filę, Makowskiego, Kałuzińskiego, Urbańskiego, Sopoćko, Kobrynia, Żukowskiego czy Sezonienkę. Ja będę nadal chętnie stawiał na młodych, tylko młodość musi iść w parze z jakością. Łatwiej jest wprowadzić młodych zawodników, kiedy są gotowi na otrzymanie tej szansy i nie powinniśmy tutaj robić sztuki dla sztuki - przyznał trener Lechii.

Jeśli możemy pokusić się o komentarz... Sezonienko nie zagrał w Lechii ani minuty, Kobryń i Sopoćko zostali oddani bez żalu do innych klubów, Urbański mimo olbrzymiego talentu i (jak się okazało) transferu do Serie A w Gdańsku w zasadzie nie powąchał murawy. Fila, Makowski, Kałuziński - w porządku. Żukowski jest gdzieś w połowie drogi pomiędzy pierwszym zespołem, a rezerwami. Dostał parę szans, jednak też nie na tyle, by było o nim głośno. Ale z resztą nazwisk trener Stokowiec trochę przesadził. Same treningi z pierwszym zespołem to za mało, by mówić o stawianiu na młodzież. Trzymamy kciuki, by w nadchodzących tygodniach słowa przerodziły się w czyny. Sezon jest idealny, żeby faktycznie postawić na chłopaków z akademii.

źródło: własne